Czytanka na niedzielę misyjną!
CZY WIDAĆ OZNAKI WIOSNY KOŚCIOŁA?
ŚWIADECTWO MISJONARZA
I. TRZY PROSTE HISTORIE
WSTĘP
Zacznę od komentarza do zdjęcia, które zostało zrobione dwa lata temu w miasteczku Bulolo diecezja Lae. Na pożegnanie z Papuasami jeden z tych chłopców na zdjęciu Fidelis syn katechisty Jana zadeklarował, że chce iść do seminarium i rzeczywiście biskup go przyjął „na próbę”.
Papuasi mają często „słomiany zapał”.
Zdarza się, że po 10 latach formacji i dwu czy pięciu latach kapłaństwa odchodzą „w świat”. To jedna z wielu przyczyn, że „biali misjonarze” są nadal potrzebni bo są stabilni i przewidywalni.
Powołania na misjach są liczne, ale „kruche”.
1. SPOWIEDŹ NA TRAWNIKU
Klerycy z białostockiego seminarium nadali mi pseudonim Łotysz.
Wcale się na to nie obrażałem.
Na odwrót marzyłem, żeby zobaczyć ten malutki ale dumny kraj.
Stało się to dopiero po święceniach, w 1992 roku.
Wędrowałem po Łotwie z pielgrzymami ponad tydzień
ze stolicy Rygi aż do słynnego sanktuarium w Agłonie.
Miałem już w kieszeni dekret na proboszcza w Rostowie nad Donem na Południu Rosji i ledwie 15 miesięcy kapłaństwa.
Szły cztery grupy łotewskie i jedna rosyjska.
Łotysze mieli doświadczonych przewodników z Polski głównie kleryków od Dominikanów i Jezuitów my zaś czyli „Rosjanie” wyglądaliśmy na ich tle jak hippisi.
Była „moskiewska młodzież” która nie kryła się z paleniem papierosów.
Szło z nami też sporo dzieci z miasteczka Kamyszyna nad Wołgą. Wiele z nich to półsieroty, które do kościoła przyciągnął charyzmatyczny ksiądz ze Słowacji o nazwisku Józef Gunczaga.
Był też słowacki chórek z gitarzystą o imieniu Ladsko czyli Władek.
Na końcu naszej grupy szło kilku punków i hippisów z białą szmatą na której narysowana była tak zwana „pacyfa”.
Ciszy nocnej w namiotach nie było i nikt nie sprawdzał gdzie śpią chłopcy, a gdzie dziewczyny.
Było nas tylko trzech kapłanów opiekunów a pielgrzymów ponad dwustu.
Domyślam się tylko, że było sporo nadużyć i wiele osób niewierzących i nieświadomych co to jest katolicyzm brało udział w tej „pseudo” pielgrzymce.
Wszystkie niedostatki naszej grupy wytykali nam Łotysze i już więcej do siebie nie zapraszali.
Tym niemniej prócz negatywów były i plusy.
Ladsko śpiewał piękne katolickie hity, które mi się potem bardzo przydały, był codzienny różaniec i mnóstwo szczerych intencji, było też dużo spowiedzi i autentycznego entuzjazmu.
Przewodnik grupy i kanclerz kurii moskiewskiej w jednej osobie, ks. Janek Zaniewski poprosił, bym przygotował do pierwszej spowiedzi i komunii dwie dziewczynki z Moskwy, którymi opiekowały się siostry Szensztadzkie.
Spowiedź była na ostatnim postoju przed Agłoną pośród wysokiej trawy.
Nie było tam żadnego krzesła ani kamienia by usiąść więc niewiele myśląc skłoniłem się na kolana a dziewczynka klęczała naprzeciw.
Jedna mogła mieć dziesięć lat druga dwanaście. Dwie sympatyczne blondynki.
Miałem na sobie piękną wełnianą stułę – podarunek od studentów z Supraskiej Szkoły Plastycznej.
Nie byłem świadomy, że popadłem w kadr i że to „piękne zdjęcie” dotarło do rąk abp Kondrusiewicza a on potem je zawiózł do Watykanu.
Oczywiście zdjęć z pielgrzymki było więcej i papież wszystkie oglądał z zaciekawieniem.
Dowiedziałem się jednak od kanclerza, że ta „spowiedź na łotewskim trawniku” przykuła uwagę Jana Pawła II.
Miał on je skomentować słowami „TO JEST WIOSNA KOŚCIOŁA”…
Nigdy mi tego zdjęcia nie podarowano.
Nawet nie miałem okazji go obejrzeć ale wierzę na słowo przedwcześnie zmarłego ks. Janka, że było dokładnie tak jak napisałem…
Minęło dwadzieścia lat. Czekała mnie inna niespodzianka.
2. SIOSTRA IDA Z USOLA
W roku 2012 otrzymałem niespodzianie wiadomość od siostry Idy z Usola Syberyjskiego.
Przedstawiła się, że jest tą koreańską dziewczyną z Chabarowska o imieniu Julia, która jako wolontariuszka przyjeżdżała na Sachalin a nawet na Kamczatkę by mi pomagać w pracy z młodzieżą.
Nie widziałem jej 10 lat i nie miałem pojęcia że jest w zakonie.
W swoim e-mailu przyznała się że decyzję o wstąpieniu do Karmelitanek podjęła między innymi w tym momencie i
dlatego, że była świadkiem sceny mojej deportacji z Rosji do Japonii 8-IX-2002r. na lotnisku w Chabarowsku…
Deportowano mnie za rzekomy „prozelityzm”. Jak widać skutek tej deportacji
był odwrotny od zamierzonego.
Kościół w Rosji stracił kapłana, ale zyskał utalentowaną zakonnicę.
Dziwny był motyw jej powołania i niespodziany. Nie sądzę, że chciała mnie pocieszyć i wymyśliła to „na poczekaniu”.
Ufam w szczerość słów siostry Idy, bo wiem z Ewangelii Św. Jana, że Pan Bóg w postaci Ducha Świętego tak właśnie działa: „kędy chce i kiedy chce”, na przekór ludzkim planom. Na przekór „wielkim tego świata”.
On jest mistrzem niespodzianek.
3. OJCIEC FAHRIDDIN
Gdy w 2013 roku opuszczałem Uzbekistan udając się do Papui Nowej Gwinei pewien nieochrzczony ale zaprzyjaźniony chłopiec z mojej parafii w Angrenie, powiedział mi na pożegnanie: NIECH SIĘ KSIĄDZ NIE MARTWI, JA OBIECUJĘ ŻE PÓJDĘ DO SEMINARIUM.
Sądziłem, że nie dotrzyma słowa, bo za mego pobytu w Uzbekistanie dwóch postulantów i jeden kleryk z piątego roku odeszli z krakowskiego i litewskiego seminarium.
Rzecz normalna, że z takich egzotycznych krajów za granicę na formację duchową jadą ludzie ze „słomianym zapałem”.
Nie trzeba wielkich powodów by zrezygnować i wracać do ojczyzny.
Przypadek Fahriddina okazał się zupełnie inny wbrew moim obawom.
Gdy po dziesięciu latach wróciłem do Uzbekistanu czekały na mnie dwie niespodzianki.
Po pierwsze wspomniany chłopiec, którego przodkowie ze strony ojca byli Ujgurami a ze strony mamy Kazachami rzeczywiście przyjął w międzyczasie chrzest i bierzmowanie. Wstąpił jak obiecał do seminarium. Złożył z sukcesem wszystkie egzaminy najpierw w Polsce a potem we Włoszech i przyjął święcenia kapłańskie w mojej obecności.
Mało tego wygłosił piękną mowę, w której podziękował mi, że ZAPROSIŁEM GO DO KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO.
To są trzy bardzo osobiste przykłady na to, że Kościół się odradza tam gdzie mało kto się spodziewa.
To tylko trzy proste historie które pokazują że warto siać a nasienie rośnie dokładnie wtedy gdy my o tym nic nie wiemy i już nie mamy na to wpływu.
SAM BÓG SIĘ O NIE TROSZCZY.
II. REFLEKSJE MISJONARZA
1. „PAPIESKIE ZNAKI” WIOSNY KOŚCIOŁA
Są – gdy się popatrzy na papieskie pielgrzymki to nasuwa się pytanie czy ten „Latynoski Jankes” nie
powtórzy fenomenu Jana Pawła II względem reszty świata zwłaszcza wobec Zachodu.
Jan Paweł zdemaskował i skompromitował materializm marksistowski.
Leon nie tylko zrewidował iluzje co do nowych technologii, zwłaszcza AI. On również demaskuje HIPOKRYZJĘ cywilizacji Zachodniej w czym mu bardzo pomagają nieporadni „PANISLAMIŚCI”.
Poziom ich kaznodziejstwa jest żenujący, stosunek do kobiet ohydny argumenty i zachęty do „nawrócenia niewiernych” infantylne, czasami obrzydliwe a argument że „baby urodzą bojowników”to kalka słów marszałka Żukowa z czasów II wojny światowej…
Te źródełko już wysycha bo materializm zachodni dotyka też mentalność migrantów.
Oni rodzą coraz mniej.
Europejczycy natomiast jeśli się nie obudzą i nie odrodzą rodziny też znikną i oblicza tej ziemi.
2. NOWOCZESNY MODEL ŚWIĘTOŚCI
Duże nadzieje pokładam w osobowości błogosławionego Fultona Sheena, Carla Acutisa i im podobnych.
To że świętym może być telewizyjny celebryta i niepełnoletni bloger to rzeczy niesłychane ale to już fakt dokonany.
Nie wiem jak się odnieść do popularnego księdza z Portugalii który w rytm techno organizuje „katolickie dyskoteki”.
Tradycjonalistom to się nie spodoba ale jakaś część młodzieży, zwłaszcza ta wrażliwa na muzykę wróci do kościoła tego jestem pewien.
Zjawisko rozspiewanych pentakostalnych Hillsongów z Australii jak i los inspiratora tego stylu budzi niepokój podobnie jak postać kontrowersyjnego artysty-jezuity ze Słowenii o nazwisku Rupnik.
Artyści zarówno w kościele jak i poza nim narażają się na mnóstwo pokus ale Jan Paweł II podkreślał nie raz że kultura i sztuka jest „mową kościoła”.
Kazaniem które trafia do ludzi.
Daj Boże dożyć beatyfikacji Helenki Kmieć, świeckiej misjonarki z Gliwic.
Beatyfikacja Carla Acutisa przeciera szlak dla „pozytywnych blogerów” którzy odbierają monopol na media socjalne ludziom o złej reputacji.
3. PRZEBUDZENIE I NAWRÓCENIA W IRANIE
Na przykład w Iranie, ewangelizacja otwarta przy obecnym reżymie jest niemożliwa w Iranie i wielu innych krajach muzułmańskich.
Z pomocą jednak internetu mnóstwo młodych muzułmanów poznaje Jezusa.
Co prawda katolicy nie notują tam jakiegoś boomu, ale protestanci zwłaszcza
Pentakostalni chwalą się istnieniem mnóstwa domowych wspólnot.
Warto zatem iść za ciosem i kuć żelazo póki gorące. Znany w Polsce charyzmatyk z Indii i nazwisku Manjakal twierdzi że udaje mu się głosić w Arabii Saudyjskiej. Mam co do tego pewne wątpliwości bo gdyby to faktycznie robił to nie szukałby rozgłosu.
Mówienie na ten temat jest już ryzykowne skoro za posiadanie Biblii można trafić do więzienia i dostać wyrok najwyższy z możliwych tym nie mniej musi zastanawiać ta dysproporcja standardów i fakt że muzułmanom w krajach chrześcijańskich „wszystko jest dozwolone” a chrześcijanom w krajach muzułmańskich grozi więzienie i śmierć z byle powodu.
To rodzi pytania o prawdziwość religii która tak panicznie reaguje na wyznawców Chrystusa i paraliżuje wolność wyboru.
4. ODRODZENIE W CHINACH I…
W AFGANISTANIE
Podobnie w Chinach gdzie na własne oczy widziałem pełne kościoły i seminaria jeszcze 20 lat temu i mimo upartej pozycji reżymu ta tendencja tylko wzrasta.
Niedawno na pograniczu Pakistanu i Afganistanu święcenia kapłańskie przyjął potomek emigrantów z ojczyzny Talibów.
W tym kraju nie ma żadnej katolickiej parafii jedynie kaplica we włoskiej Ambasadzie tym niemniej coś się i tam zaczyna dziać.
5. KOLEJKI DO SEMINARIUM
W 2011 roku odwiedziłem seminarium w diecezji Rajpur. Znajdowało się ono jakieś 200 km od stolicy diecezji na tzw. „zadupiu”.
W seminarium nie było elektryczności, chłopcy siedzieli na drewnianych ławach przy kolacji i żywili się bardzo skromnie. seminarium utrzymuje się dzięki plantacji ryżu i hodowli zwierząt domowych. Bieda tam piszczała ale na twarzach widać było radość z tego gdzie są i kim są.
Podobne spostrzeżenia miałem w Tenaru na wyspach Salomona.
Seminaria w Indonezji, Afryce a nawet w Oceanii pękają w szwach.
Krew męczenników z Nigerii czy nawet Mozambiku nie leje się na próżno.
Miałem okazję odwiedzić nie tylko seminarium w Port Moresby czy preseminarium w Alexishafen i w Rabaul.
Byłem też w Tenaru na przedmieściach Honiary na Wyspach Salomonowych.
W tym kraju jest ćwierć miliona katolików czyli mniej niż w mieście Białystok a kleryków 10 lat temu było 44. Dokładnie tyle ile ten kraj ma parafii.
6. EGZOTYCZNE KRAJE TEŻ MAJĄ POWOŁANIA I SWOICH WŁASNYCH MISJONARZY.
W Mongolii w Kazachstanie i w Uzbekistanie są już lokalne powołania i męskie i żeńskie.
Nie przestają zadziwiać Indie, Korea i Wietnam.
Gdy byłem w Papui to dostrzegłem że biali misjonarze się wykruszają ale na ich miejsce przybywają młodzi misjonarze z tych trzech krajów oraz z Filipin.
Są również księża i siostry z Zambii, Ugandy i RPA. Aktywny w tym dziele jest zakon Marianhill, Kapucyni z Afryki i Apostołowie Jezusa.
Podobne kuriozalne sytuacje mają miejsce we Francji czy Wielkiej Brytanii w niektórych diecezjach USA.
Tam też niespotykany wzrost powołań.
Najwolniej budzi się kościół w Polsce ale i tutaj jest nadzieja.
7. OBUDŹ SIĘ POLSKO
Ks. Chrostowski zarzuca nam, żeśmy Janowi Pawłowi klaskali ale żeśmy go nie słuchali. Teraz z pomocą internetu jego nauki wracają, wracają
przestrogi Prymasa Tysiąclecia i kazania Jerzego Popiełuszki. To też nie było na darmo. Nie darmo kula raniła Papieża w dzień fatimski…
Krew błogosławionego Jerzego też woła żyjących jeszcze morderców, ich wspólników i potomków. Krew męczenników epoki sowieckiej a nawet tych z „rzezi wołyńskiej” gdzie ludzie ginęli w trakcie Mszy albo tuż po niej.
Nasz kraj się wykrwawił jak żaden inny w Europie.
Po raz pierwszy od wielu lat mamy więc wzrost powołań w Polsce i to jest ostatni
zwiastun jaki chciałem wymienić odpowiadając na inspirujące pytanie.
KS. JAROSŁAW WIŚNIEWSKI FD
ANGREN UZBEKISTAN
POST SCRIPTUM
Komentarz do tekstu na temat „wiosny Kościoła”.
Mój pierwszy organista z Rostowa nad Donem jako 13 letni chłopiec odwiedził krewnych na Białorusi.
Gdy siostra jego mamy zaprowadziła go na „groby przodków” zamurowało go.
Wszystkie napisy na nagrobkach były po Polsku. Był dociekliwy i nie uspokoił się póki nie wyjaśnił tego i czym w domu w Rosji się nie mówiło. A mianowicie że ma polskie korzenie i przodków katolików.
Jego dociekliwość pomogła mu odnaleźć katolików w Rostowie a potem nowe seminarium w Moskwie.
Dzisiaj ten chłopak jest pierwszym „rosyjskim” biskupem…
Jeszcze jeden paradoks i przykład na to że gdy żywi milczą i brak misjonarzy to wtedy zamiast księży Chrystusa „głoszą nagrobki”…naszych przodków.
Sunday Missionary Reading
ARE THERE SIGNS OF SPRING IN THE CHURCH?
A MISSIONARY’S TESTIMONY
I. THREE SIMPLE STORIES
INTRODUCTION
I will begin with a comment on a photograph taken two years ago in Bulolo, in the Diocese of Lae. As we said goodbye to the Papuans, one of the boys in the picture, Fidelis, son of the catechist Jan, declared that he wanted to enter the seminary. The bishop did indeed accept him “on a trial basis.”
Papuans often show “short-lived enthusiasm.”
It happens that after ten years of formation and two or five years of priesthood, they leave for “the world.” This is one of many reasons why “white missionaries” are still needed: they are stable and predictable.
Vocations in mission territories are numerous but “fragile.”
1. CONFESSION ON THE GRASS
Seminarians from Białystok gave me the nickname “the Latvian.” I was not offended at all. Quite the opposite: I dreamed of seeing that tiny but proud country.
That did not happen until after my ordination, in 1992. I walked across Latvia with pilgrims for more than a week, from Riga to the famous shrine at Aglona. I already had in my pocket a decree appointing me pastor in Rostov-on-Don, in southern Russia, and I had been a priest for barely fifteen months.
There were four Latvian groups and one Russian group. The Latvians had experienced guides from Poland, mainly seminarians associated with the Dominicans and Jesuits. By comparison, we “Russians” looked like hippies.
There was “Moscow youth,” who made no attempt to hide their cigarette smoking. Quite a few children from Kamyshin on the Volga walked with us. Many were half-orphans drawn to the Church by a charismatic Slovak priest named Józef Gunczaga. There was also a little Slovak choir with a guitarist named Ladsko, or Władek.
At the back of our group walked several punks and hippies carrying a white cloth with the so-called peace symbol painted on it. There was no nighttime quiet in the tents, and nobody checked where the boys slept and where the girls slept. There were only three priests looking after more than two hundred pilgrims.
I can only guess that there were many abuses and that numerous nonbelievers, unaware of what Catholicism was, took part in this “pseudo-pilgrimage.” The Latvians pointed out all the shortcomings of our group and never invited us back.
Nevertheless, besides the negatives, there were positives. Ladsko sang beautiful Catholic songs that later proved useful to me. We prayed the Rosary daily, there were many sincere intentions, and there were also many confessions and genuine enthusiasm.
The group leader, who was also chancellor of the Moscow curia, Father Janek Zaniewski, asked me to prepare two girls from Moscow for their first Confession and Communion. They were cared for by the Schoenstatt Sisters.
The confessions took place at the last stop before Aglona, among tall grass. There was no chair or stone to sit on, so without much thought I knelt down, and the girl knelt opposite me. One may have been ten, the other twelve. Two pleasant blond girls. I wore a beautiful woolen stole, a gift from students of the art school in Supraśl.
I had no idea that I had been caught in a photograph, or that this “beautiful picture” would reach Archbishop Kondrusiewicz, who then took it to the Vatican. Of course, there were more photographs from the pilgrimage, and the Pope looked at all of them with interest.
But I learned from the chancellor that this “confession on a Latvian lawn” had caught John Paul II’s attention. He reportedly commented on it with the words: “THIS IS THE SPRINGTIME OF THE CHURCH.”
I was never given the photograph. I never even had a chance to see it, but I take the word of the late Father Janek, who died prematurely, that everything happened exactly as I have written.
Twenty years passed. Another surprise awaited me.
2. SISTER IDA FROM USOLYE
In 2012, I unexpectedly received a message from Sister Ida in Usolye-Sibirskoye. She introduced herself as Julia, the Korean girl from Khabarovsk who used to come as a volunteer to Sakhalin and even Kamchatka to help me work with young people.
I had not seen her for ten years and had no idea she had entered religious life. In her email, she admitted that one of the reasons she decided to enter the Carmelites was that she had witnessed my deportation from Russia to Japan at the airport in Khabarovsk on September 8, 2002.
I was deported for alleged “proselytism.” As we can see, the result of that deportation was the opposite of what was intended. The Church in Russia lost a priest but gained a talented nun.
The reason for her vocation was strange and unexpected. I do not think she was trying to comfort me or invented it on the spot. I trust Sister Ida’s sincerity because I know from the Gospel of St. John that God, in the person of the Holy Spirit, acts precisely this way: “where He wills and when He wills,” contrary to human plans, contrary to the “great ones of this world.”
He is the master of surprises.
3. FATHER FAHRIDDIN
When I was leaving Uzbekistan for Papua New Guinea in 2013, a boy from my parish in Angren, who was not baptized but had become my friend, told me in farewell: “DON’T WORRY, FATHER. I PROMISE I WILL GO TO THE SEMINARY.”
I thought he would not keep his word, because during my time in Uzbekistan two postulants and a fifth-year seminarian had left seminaries in Kraków and Lithuania. It is quite normal for people from such distant countries to go abroad for spiritual formation with “short-lived enthusiasm.” It does not take much for them to give up and return home.
Fahriddin’s case turned out quite differently, contrary to my fears. When I returned to Uzbekistan ten years later, two surprises awaited me.
First, that boy, whose paternal ancestors were Uyghurs and maternal ancestors Kazakhs, had indeed received Baptism and Confirmation. As promised, he entered the seminary. He successfully passed all his examinations, first in Poland and then in Italy, and was ordained a priest in my presence.
Moreover, he gave a beautiful speech in which he thanked me for having “INVITED HIM INTO THE CATHOLIC CHURCH.”
These are three very personal examples showing that the Church is being renewed where hardly anyone expects it. They are just three simple stories showing that sowing is worthwhile, and that the seed grows precisely when we know nothing about it and no longer have any influence over it.
GOD HIMSELF TAKES CARE OF IT.
II. A MISSIONARY’S REFLECTIONS
1. “PAPAL SIGNS” OF SPRINGTIME IN THE CHURCH
There are signs. Looking at papal pilgrimages, one wonders whether this “Latin American Yankee” might repeat John Paul II’s extraordinary impact on the rest of the world, especially the West.
John Paul exposed and discredited Marxist materialism. Leo has not only challenged illusions about new technologies, especially AI. He is also exposing the HYPOCRISY of Western civilization, helped in this by inept “PAN-ISLAMISTS.”
The quality of their preaching is embarrassing, their attitude toward women appalling, and their arguments and appeals to “convert unbelievers” childish and sometimes disgusting. The claim that “women will give birth to fighters” echoes Marshal Zhukov’s words from World War II.
That source is already drying up, because Western materialism is also affecting the mentality of migrants. They, too, are having fewer children. Europeans, meanwhile, will also disappear from the face of the earth if they do not wake up and renew family life.
2. A MODERN MODEL OF HOLINESS
I place great hope in the personalities of Blessed Fulton Sheen, Carlo Acutis, and people like them. That a television celebrity and an underage blogger can be saints is something extraordinary, but it is already a reality.
I do not know what to make of the popular priest from Portugal who organizes “Catholic discos” to techno music. Traditionalists will not like it, but I am certain that some young people, especially those sensitive to music, will return to the Church.
The phenomenon of the singing Pentecostal Hillsong groups from Australia, and the fate of the person who inspired that style, are troubling, as is the controversial Slovenian Jesuit artist Rupnik.
Artists, both inside and outside the Church, face many temptations, but John Paul II repeatedly emphasized that culture and art are the “language of the Church.” A sermon that reaches people.
May God grant me the chance to live to see the beatification of Helenka Kmieć, a lay missionary from Gliwice. The beatification of Carlo Acutis is blazing a trail for “positive bloggers” who are taking away the monopoly on social media from people of bad reputation.
3. AWAKENING AND CONVERSIONS IN IRAN
For example, in Iran, open evangelization is impossible under the present regime, as it is in many other Muslim countries. Yet with the help of the internet, many young Muslims are discovering Jesus.
Catholics admittedly do not report any particular boom there, but Protestants, especially Pentecostals, speak of numerous house communities.
It is therefore worth striking while the iron is hot. A charismatic preacher from India, known in Poland by the name Manjakal, claims that he manages to preach in Saudi Arabia. I have some doubts about this, because if he really did so, he would not seek publicity.
Even speaking about this is risky, since possession of a Bible can lead to imprisonment and the harshest possible sentence. Nevertheless, one cannot help wondering about the disparity in standards and the author’s perception that Muslims in Christian countries are “allowed everything,” while Christians in Muslim countries face prison and death for the slightest reason.
This raises questions about the truth of a religion that reacts with such panic to followers of Christ and paralyzes freedom of choice.
4. RENEWAL IN CHINA AND… AFGHANISTAN
It is similar in China, where I saw full churches and seminaries with my own eyes twenty years ago, and despite the regime’s stubborn stance, that trend is only growing.
Recently, near the border between Pakistan and Afghanistan, a descendant of emigrants from the homeland of the Taliban was ordained a priest. There is not a single Catholic parish in that country, only a chapel in the Italian Embassy, and yet something is beginning to happen there as well.
5. LINES TO ENTER THE SEMINARY
In 2011, I visited a seminary in the Diocese of Raipur. It was located about 200 kilometers from the diocesan capital, in what one might call “the middle of nowhere.”
The seminary had no electricity. The young men sat on wooden benches at supper and ate very modestly. The seminary supported itself through rice cultivation and the raising of domestic animals. Poverty was everywhere, but their faces showed the joy of being where they were and being who they were.
I made similar observations in Tenaru in the Solomon Islands. Seminaries in Indonesia, Africa, and even Oceania are bursting at the seams. The blood of martyrs in Nigeria and even Mozambique is not shed in vain.
I had an opportunity to visit not only the seminary in Port Moresby and the pre-seminaries in Alexishafen and Rabaul. I also visited Tenaru on the outskirts of Honiara in the Solomon Islands.
That country has a quarter of a million Catholics, fewer than the population of Białystok, yet ten years ago it had 44 seminarians. Exactly as many as it has parishes.
6. DISTANT COUNTRIES ALSO HAVE VOCATIONS AND THEIR OWN MISSIONARIES
There are already local vocations, both male and female, in Mongolia, Kazakhstan, and Uzbekistan. India, Korea, and Vietnam never cease to amaze me.
When I was in Papua New Guinea, I noticed that the white missionaries were dwindling in number, but young missionaries from those three countries and the Philippines were arriving to take their place.
There are also priests and sisters from Zambia, Uganda, and South Africa. The Mariannhill congregation, Capuchins from Africa, and the Apostles of Jesus are active in this work.
Similar unusual situations are occurring in France, Great Britain, and some dioceses in the United States. There, too, there has been an unprecedented increase in vocations.
The Church is awakening most slowly in Poland, but there is hope here as well.
7. WAKE UP, POLAND
Father Chrostowski reproaches us for applauding John Paul II without listening to him. Now, thanks to the internet, his teachings are returning, as are the warnings of the Primate of the Millennium and the sermons of Jerzy Popiełuszko. None of this was in vain. Nor was it in vain that a bullet wounded the Pope on the feast day of Our Lady of Fatima.
The blood of Blessed Jerzy also cries out to the murderers who are still alive, their accomplices, and their descendants. So does the blood of the martyrs of the Soviet era and even those of the Volhynian massacre, when people died during Mass or just afterward.
Our country has bled like no other in Europe. For the first time in many years, we are seeing an increase in vocations in Poland, and that is the final sign I wanted to mention in response to this inspiring question.
FATHER JAROSŁAW WIŚNIEWSKI, FD
ANGREN, UZBEKISTAN
POSTSCRIPT
A comment on the text about the “springtime of the Church.”
My first organist in Rostov-on-Don visited relatives in Belarus when he was a thirteen-year-old boy. When his mother’s sister took him to the “graves of the ancestors,” he was stunned.
All the inscriptions on the gravestones were in Polish. He was inquisitive and would not rest until he had explained something never discussed at home in Russia: he had Polish roots and Catholic ancestors.
His curiosity helped him find Catholics in Rostov and later the new seminary in Moscow. Today that boy is the first “Russian” bishop.
Yet another paradox and example of how, when the living fall silent and there are no missionaries, the gravestones of our ancestors “preach” Christ instead of priests.
Zgłoś nieścisłość merytoryczną


