– Wyrzucają nam śmieci z cmentarza pod dom – żalą się mieszkańcy bloku przy ulicy Chryzantemy 1 w Nowym Dworze Maz. – Nie mamy od wielu lat altanki śmietnikowej, mimo iż od dawna o nią zabiegamy. Piszemy prośby, na które nie ma reakcji od władz
Takie i inne zarzuty usłyszała radna Pani Angelika Sosińska podczas spotkania z mieszkańcami budynku przy ul. Chryzantemy 1.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że w bloku są szczury, nie ma prądu na klatce schodowej oraz na balkonie, a z tych właśnie balkonów są wejścia do mieszkań. W budynku jest problem z wentylacją – ptaki wpadają do szybów aż do mieszkań na parterze, brakuje też przeglądów kominiarskich.
–Jak kiedyś poprosili, by przyszedł kominiarz, to i owszem przyszedł, ale powiedział, że na dach nie wejdzie, bo ma lęk wysokości, a poza tym to on nie ma klucza na dach – mówią mieszkańcy.
W mieszkaniach jest wilgoć i grzyb, popękane ściany, mimo że budynek stoi zaledwie od 7 lat. Brakuje piwnic i komórek dla mieszkańców, by mogli trzymać sprzęt czy rowery. Na klatce schodowej są wejścia do szamba, z którego wychodzi robactwo. Z rynien cieknie woda po budynku, bo są popękane. Zapadają się chodniki przed budynkiem.
–Do naszego śmietnika przywożą śmieci z miejscowych sklepów. Ponieważ nie jesteśmy odgrodzeni od cmentarza, ludzie z cmentarza wychodząc wyrzucają śmieci do naszych pojemników, a my później nie mamy miejsca na nasze śmieci, bo zalegają wiązanki cmentarne i znicze – relacjonują mieszkańcy.
Podczas wizyty radnej można było zauważyć osobę wychodzącą z cmentarza i wyrzucającą małe śmieci do śmietnika blokowego.
–Nie mamy domofonów, są zepsute. Przed blokiem zwłaszcza latem przychodzą obcy ludzie, którym strach zwrócić uwagę. Gdy wypiją odwracają się do ściany budynku i załatwiają swoje potrzeby wprost mieszkańcom w okna. Ludzie boją się zwrócić uwagę, bo jak kiedyś jeden z nich zwrócił uwagę, to w jego okno poleciała pusta butelka i wybiła szybę – kontynuują mieszkańcy, którzy zapraszali do środka pokazując popękane ściany w mieszkaniach i wilgoć. Do mieszkań podczas deszczów leje im się woda z klatek balkonowych.
Nie wierzą już w żadną pomoc dla nich. Czują się zupełnie opuszczeni i oszukani. Do powyższej sprawy wrócimy wkrótce.
Elżbieta Radomska



