Strona główna Powiat Nawet na kolację nie poszedł….

Nawet na kolację nie poszedł….

Świadek wspomina dramatyczne godziny w Bydgoszczy

19 października 1984 roku ks. Jerzy Popiełuszko przyjechał do Bydgoszczy na Wyżyny, by odprawić Mszę Świętą w sanktuarium Polskich Braci Męczenników. Był chory, miał gorączkę, ale nie chciał zawieść wiernych. To był jego ostatni dzień wolności.

W rozmowie z Tomaszem N., którą publikujemy w całości, ks. Henryk Jankowski – jeden z trzech kapłanów koncelebrujących tamtą Mszę – wspomina ostatnie godziny życia kapelana Solidarności. Był to zarazem ostatni dzień, kiedy ks. Jerzy mógł jeszcze swobodnie poruszać się po kraju.

Przyjechał chory, ale nie chciał odwołać

ks. Proboszcz Remigiusz Biniak, TW SB. Nie pozwolił Ks. Popiełuszce na wygłoszenie homilii, a nawet się z nim nie przywitał.

Duszpasterstwo ludzi pracy zawsze w trzecią niedzielę września udawało się do Częstochowy. W tym czasie ks. Jerzy Osiński rozmawiał z ks. Jerzym Popiełuszką i zaprosił go. Ten odparł, że jak wróci do Warszawy, sprawdzi, czy będzie możliwość przyjechać i spotkać się.

Potem zadzwonił i przekazał, że 19 X to jedyny możliwy termin.

19 X 1984 r. ks. Jerzy Popiełuszko przyjechał do parafii na bydgoskich Wyżynach, by odprawić Mszę Świętą. Przyjechał chory, miał temperaturę, ale umówił się, nie chciał nie przyjechać. Chciał dopełnić swojego zobowiązania. Przyjechał o godz. 4.00 po poł., a o godz. 6.00 wiecz. była Msza Święta wspólna, razem z nabożeństwem różańcowym – to był październik. Po przyjeździe ks. Jerzy położył się na chwilę.

Mszę odprawiał ks. Jerzy Popiełuszko, ks. Jerzy Osiński i ks. Henryk Jankowski. Były też dwie osoby świeckie. Przyszło dosyć dużo ludzi, szczególnie ludzi pracy. Była grupa, która chciała z nim porozmawiać, ale ks. Popiełuszko był chory, więc nie było z nim kontaktu.

Proboszcz zabronił homilii. Ksiądz Jerzy powiedział ją w różańcu

To kazanie, które ks. Jerzy chciał wygłosić jako homilię, nie zostało wygłoszone – proboszcz się nie zgodził. Nie zgodził się na żadne przemówienia. Ale ks. Jerzy Popiełuszko, bystry chłopak, powiedział: Wiecie co? Ja podzielę to na pięć części i całe to kazanie przedstawię jako rozważania do każdej dziesiątki różańca świętego. I tak też zrobił – tak jak proboszcz sobie życzył. W tych rozważaniach każdej dziesiątki zawarta jest homilia, którą chciał powiedzieć w czasie Mszy Świętej, ale proboszcz – ks. Romuald Biniak, tajny współpracownik SB – zabronił mu!

Po Mszy Świętej padło: idziemy teraz na kolację. Na to ks. Jerzy odparł: Nie, ja nic nie chcę, przynieście tylko herbatę. Położył się jeszcze na pół godziny, bo mieli jechać do Warszawy. Mieli jechać – nie dojechali. Biedacy.

Nie poszedł na kolację. Wypił tylko herbatę

Ks. Jankowski wspomina, że proponowano ks. Jerzemu, by został na noc, że dadzą mu pastylki, by przeszła temperatura. Ksiądz Jerzy odparł, że nie, bo następnego dnia o godz. 8.00 rano był już umówiony w Warszawie. O godz. 9.30 wiecz. wyjechali do Warszawy. Na kolację nie poszedł. – Ks. Jurka Popiełuszki nie było na kolacji. No więc zjadłem kolację, a on nie, bo on nie chce – chce tylko herbatę, no to zanieśliśmy mu tę herbatę – mówi ks. Jankowski.

Jak rozpoczęły się ataki na księży z Wyżyn, biskup wysłał ks. Jerzego Osińskiego na parafię do małej wioski, a ks. Jankowskiego na misję do Wenezueli, a potem do Hiszpanii. – Ja ci tak dobrze radzę – wyjedź, wyjedź na jakiś czas, ale musisz wyjechać. Dobra rada moja kapłańska i biskupia. Niech zapomną, uciszy się to wszystko – usłyszał. Już samo to, że odprawiał Mszę z ks. Popiełuszką, uznawano, że jest przeciw władzy ludowej.

Ks. Jerzy Osiński został otruty. Ks. Jankowski: Ta mafia jeszcze działa

Ks. Jerzy Osiński zmarł w 1990 r. – jak mówi ks. Jankowski, został otruty. Przyjechało dwóch agentów, żeby tak porozmawiać. Jurek Osiński postawił kawę. Jak biegał, to mu coś dali. Na drugi dzień człowiek umierał. – To musiało być coś tak silnego. Szybciuteńko poszło. Dwa Jurki sobie poszli i zostałem sam – wspomina.

Jakieś pół roku przed rozmową przyjechał jakiś pan z Torunia, żeby porozmawiać o Jurku. Przywiózł flaszeczkę i paczkę kawy. – Dlatego tego ja nie wezmę do ust – po tylu latach. Ta mafia jeszcze działa, do dnia dzisiejszego. Jest ta grupa. Mnie się jakoś udało – dodaje kapłan.

Świadek nie wiedział o depozycie homilii

Ks. Jankowski nie wiedział, że przed Bydgoszczą ks. Jerzy przesiadł się od Chrostowskiego do samochodu Marka Wilka i przekazał mu w depozyt treść homilii na wypadek, gdyby nie dojechał na Wyżyny.

To jest zagadka, co się stało po drodze – mówi autor wywiadu.

Ks. Jankowski przyznaje, że rano po porwaniu ktoś przyszedł na śniadanie i powiedział: Słuchajcie, porwali ks. Jurka Popiełuszkę. Nie dojechał nawet do Torunia.

Najpierw sądziłem, że 19 X, a potem okazało się, że 25. Dowiedziałem się w tym roku. Chodzi o wywiady prokuratora Andrzeja Witkowskiego – mówi ks. Jankowski. – Jest coś mocniejszego – jest taki artykuł (dokument), który dotarł do Bydgoszczy, kto się nim zajmował, co mu robili – dodaje.

Ostatni dzień normalnego życia. Potem Golgota

Ks. Jankowski nie widział służb wokół kościoła. – Ja byłem przy ołtarzu. Nie widziałem, ja nie wychodziłem. Nie widziałem tam nic, to mnie nie interesowało – mówi. Zobaczył tylko tłum w dużym kościele.

Cieszy mnie, że mogłem podzielić się tymi wiadomościami. To był ostatni dzień normalnego życia Księdza Jerzego – ostatnia Msza, komunia. Odtąd rozpoczęła się jego Golgota! – kończy ks. Henryk Jankowski.

Bartosz Siedlar


The Last Mass of Fr. Jerzy Popiełuszko. A Witness Recalls the Dramatic Hours in Bydgoszcz

On October 19, 1984, Fr. Jerzy Popiełuszko came to Bydgoszcz-Wyżyny to celebrate Holy Mass at the Sanctuary of the Polish Martyr Brothers. He was ill with a fever but did not want to disappoint the faithful. It was his last day of freedom.

In an interview with Tomasz N., which we publish in full, Fr. Henryk Jankowski – one of the three priests who concelebrated that Mass – recalls the final hours of the chaplain of Solidarity. It was also the last day when Fr. Jerzy could still move freely around the country.

He arrived ill but did not want to cancel

The Ministry of Workers always went to Częstochowa on the third Sunday of September. At that time, Fr. Jerzy Osiński spoke with Fr. Jerzy Popiełuszko and invited him. He replied that when he returned to Warsaw, he would check whether it would be possible to come and meet. Later he called and said that October 19 was the only possible date.

On October 19, 1984, Fr. Jerzy Popiełuszko came to the parish in Bydgoszcz-Wyżyny to celebrate Holy Mass. He arrived ill, with a fever, but he had made a commitment and did not want to cancel. He arrived at 4:00 p.m., and at 6:00 p.m. a joint Holy Mass took place, together with a rosary service – it was October. After arriving, Fr. Jerzy lay down for a while.

The Mass was celebrated by Fr. Jerzy Popiełuszko, Fr. Jerzy Osiński, and Fr. Henryk Jankowski. There were also two laypeople. Quite a large number of people came, especially workers. There was a group that wanted to talk to him, but Fr. Popiełuszko was ill, so there was no contact with him.

The pastor forbade the homily. Fr. Jerzy delivered it through the rosary

The sermon that Fr. Jerzy wanted to deliver as a homily was not delivered – the pastor did not agree. He did not agree to any speeches. But Fr. Jerzy Popiełuszko, a clever young man, said: Do you know what? I will divide it into five parts and present the entire sermon as reflections for each decade of the holy rosary. And so he did – just as the pastor wished. In these reflections for each decade is contained the homily he wanted to deliver during Holy Mass, but the pastor – Fr. Romuald Biniak, a secret collaborator of the SB – forbade it!

After Holy Mass, it was said: let’s go to dinner now. To that, Fr. Jerzy replied: No, I don’t want anything, just bring me some tea. He lay down for another half hour, as they were to drive to Warsaw. They were to drive – they never arrived. Poor souls.

He did not go to dinner. He only drank tea

Fr. Jankowski recalls that they suggested Fr. Jerzy stay the night, that they would give him pills to reduce the fever. Fr. Jerzy replied that he could not, because the next day at 8:00 a.m. he already had an appointment in Warsaw. At 9:30 p.m., they left for Warsaw. He did not go to dinner. – Fr. Jerzy Popiełuszko was not at dinner. So I ate dinner, and he didn’t, because he didn’t want to – he only wanted tea, so we brought him the tea – says Fr. Jankowski.

When the attacks on the priests from Wyżyny began, the bishop sent Fr. Jerzy Osiński to a small village parish, and Fr. Jankowski on a mission to Venezuela, and later to Spain. – I give you a good piece of advice – leave, leave for some time, but you must leave. A good piece of priestly and episcopal advice. Let them forget, let this all calm down – he heard. The very fact that he had celebrated Mass with Fr. Popiełuszko was considered evidence that he was against the people’s authorities.

Fr. Jerzy Osiński was poisoned. Fr. Jankowski: This mafia is still active

Fr. Jerzy Osiński died in 1990 – as Fr. Jankowski says, he was poisoned. Two agents came to talk. Jerzy Osiński made coffee. As he was running around, they put something in it. The next day the man was dying. – It must have been something very strong. It went very quickly. Two Jerzy’s left, and I remained alone – he recalls.

About six months before the interview, a man came from Toruń to talk about Jerzy. He brought a small bottle and a package of coffee. – That’s why I will never put this to my lips – after so many years. This mafia is still active, to this day. This group exists. I somehow managed – the priest adds.

The witness did not know about the deposit of the homily

Fr. Jankowski did not know that before Bydgoszcz, Fr. Jerzy had moved from Chrostowski’s car to Marek Wilk’s car and entrusted him with the text of the homily in case he did not make it to Wyżyny.

It’s a mystery what happened on the way – says the interviewer.

Fr. Jankowski admits that in the morning after the kidnapping, someone came to breakfast and said: Listen, they’ve kidnapped Fr. Jerzy Popiełuszko. He didn’t even make it to Toruń.

At first I thought it was October 19, but then it turned out to be the 25th. I learned about it this year. It’s about the interviews of prosecutor Andrzej Witkowski – says Fr. Jankowski. – There is something stronger – there is a document that reached Bydgoszcz about who dealt with him and what was done to him – he adds.

The last day of normal life. Then Golgotha

Fr. Jankowski did not see the security services around the church. – I was at the altar. I didn’t see anything, I didn’t go out. I didn’t see anything there, it didn’t interest me – he says. He only saw the crowd in the large church.

I am glad I could share this information. It was the last day of Fr. Jerzy’s normal life – the last Mass, the last communion. From then on, his Golgotha began! – concludes Fr. Henryk Jankowski.

BRAK KOMENTARZY

Exit mobile version