„ Idź przez życie tak, aby
ślady Twoich stóp przetrwały Cię”.
bp Jan Chrapek
ZBIGNIEW CZECH
1944 – 2026
KOCHAŁ GÓRY I MAZOWSZE
Pochodził ze sławnej rodziny Czechów–olimpijczyków. Urodził się w rzeszowskim. Ojciec był starszym sierżantem podkarpackim, a w cywilu kamieniarzem-rzeźbiarzem. Mama zajmowała się domem i wychowaniem pięciorga dzieci. Przez 15 lat rodzina mieszkała w Zakopanem. Choć bardzo kochał góry, nie dane było mu w nich pozostać. Los skierował go na nizinny szlak Mazowsza, do odbycia czynnej służby wojskowej w Jednostce Wojskowej pod Dębinką w Nowym Dworze Maz. Tu poznał swoją przyszłą żonę Celinę. Po odbyciu służby wyjechał do Wrocławia, gdzie podjął pracę w Jelczańskich Zakładach Samochodowych, a następnie w WSK Kielce, gdzie budował samoloty. Interesowały go maszyny, urządzenia, silniki ich konstrukcje i praca.
Jednak miłość była silniejsza i zmusiła go do powrotu w okolice stolicy. Ożenił się i na stałe zamieszkał w rodzinnej wsi żony w Suchocinie. Na świat przyszły dwie córki, a w latach późniejszych wnuki. Przez 9 lat pracował w Zakładach Pralniczych w Legionowie przy dużych pralkach produkcyjnych, a także w Zakładzie Zamków Błyskawicznych, przy produkcji urządzeń i narzędzi. Tu nabył wiedzę i doświadczenie odnośnie mechanizacji, obróbki stali i artystycznych z niej wyrobów. Tu, odkrył swój talent po tacie rzeźbiarzu.
Po przekazaniu przez teściów gospodarstwa rolnego, wraz z żoną zajęli się rolnictwem. Żona przez 12 lat była sołtysem, a on był w tym czasie radnym w gminie Jabłonna i po żonie przejął rolę sołtysa we wsi.
W rozmowach ze Zbyszkiem, zawsze mi mówił, że w nim żyje górski żywioł, zawsze coś musiał robić, nie znosił bezczynności i monotonności. Każda rozmowa z nim była ciekawa. Opowiadał mi o swojej miłości do gór, żony, rodziny i do Mazowsza, gdzie spełniał swoje życiowe marzenia i pasje. I zawsze powracał do najtrudniejszego okresu w jego społecznej pracy, którym była wielka batalia walki ze śmietniskiem, dla którego lokalizację ustalono na granicy wsi Suchocin i Bożej Woli. Sprawa ta odbiła się wielkim echem w kraju i środkach masowego przekazu.
Tylko upór mieszkańców wsi i konsekwentne działania prawne przyniosły szczęśliwy finał – wstrzymanie wysypiska śmieci. Blokada trwała dobry miesiąc. Dzień i noc stróżowano i nie dopuszczano transportów śmieci z całej Polski. Teraz wiesz, mówił mi, dziś to już historia oraz stos dokumentów po tej sprawie, a także wielka satysfakcja z tego, że po dzień dzisiejszy mamy tu ekologiczny teren.
We wsiach Suchocin, Skierdy, Trzciany mieszka dużo mieszkańców. Pełniąc rolę sołtysa wychodził z wszelką inicjatywą na rzecz integracji wiejskiego środowiska, tworzenie jego kultury i szczególnego klimatu dobro – sąsiedzkich stosunków. Organizował wraz z radami sołeckimi wsi i radnymi spotkania z okazji Świąt Wielkanocy, Bożego Narodzenia, Choinki dla dzieci, Dnia Kobiet, Festyny rekreacyjno – sportowe i wiele innych. Jako działacz społeczny zaskarbił sobie wielkie zaufanie w społeczności, przychylność sponsorów, władz gminy i wójta.
Przyznam się szczerze, że i ja miałam u Zbyszka uznanie, bowiem zawsze dostawałam zaproszenia na te uroczystości, z których w podzięce starałam się zostawić dziennikarski wkład, relacji z tych wydarzeń w Tygodniku Nowodworskim oraz Legionowskim TO i OWO.
Był osobą bardzo uzdolnioną, która umiała wiele rzeczy zrobić i naprawić. Jego artystyczne dzieła ze stali, widoczne są gołym okiem i zdobią wzniesioną w rodzinnej wsi piękną kapliczkę Matki Bożej, wykonane rzeczy dla budowy nowego kościoła pw. św. Michała Archanioła w Nowym Dworze Maz., budowanego w latach 1981 – 1984, w którym widnieje tabliczka pamięci o autorze tych dzieł w świątyni oraz dwa wyjątkowe krzyże ze stali kwasoodpornej, bezkorodowej, które zdobią z wysoka szczyty kościoła pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła na Osiedlu Młodych i wiele innych rzeczy, wykonanych na potrzeby obu parafii. Jego pasją była też fotografia.
Miałam możliwość obejrzenia pięknej kroniki o historii wsi i rodziny, upiększonej zdjęciami zrobionymi przez Zbyszka.
Zbyszku, byłeś Wielkim Człowiekiem, wrażliwym, wielkiej wiary, pomocnym, sumiennym, pracowitym, wiernym przyjacielem, całym swym sercem oddanym rodzinie, społeczności i Bogu. Pozostawiłeś na tej ziemi Mazowsza trwały ślad swego istnienia, twórczości i pasji. Pozostaniesz w sercach i pamięci nie tylko rodziny, przyjaciół, mieszkańców ale i mojej.
Dziękuję Ci za wszystko i do zobaczenia w przyszłym lepszym wszechświecie.
Po długiej i wyczerpującej chorobie w dniu 6 lutego br., zmarł Zbigniew Czech. W dniu 12 lutego w kościele pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła na
Osiedlu Młodych odbyła się msza św., którą sprawował ks. Sebastian Lis. W uroczystości pogrzebowej udział wzięli; najbliższa rodzina, przyjaciele, mieszkańcy wiosek, przedstawiciele władz gminy Jabłonna. Zmarły pochowany został w grobie rodzinnym, obok żony, na cmentarzu parafialnym w Nowym Dworze Maz.
B. Malewska

