Starszy chorąży sztabowy Tomasz Laskowski to polski komandos. Służył w elitarnej jednostce GROM. Po 25 latach służby opowiada o misjach, zadaniach polskich komandosów, a także o specyfice (amerykańskich) antyterrorystów. To druga część wywiadu.

GROM w bazie sił sojuszniczych pod polskim dowództwem. (fot. z archiwum Tomasza Laskowskiego)

 

„GROM” został stworzony w 1990 r., by działać poza obszarem państwa polskiego w celu ratowania, ochrony, odzyskania personelu dyplomatycznego. W tych celach jego żołnierze rozwijają m.in. umiejętności antyterrorystyczne. St. chor. szt. Tomasz Laskowski po zakończeniu służby w GROM-ie zawodowo spełnia się teraz w firmie „GROM – Academy”. Dzieli się doświadczeniem oraz szkoli, nie tylko w strzelaniu.

Olga Gajda: Ile czasu spędził pan w Afganistanie i Iraku służąc w jednostce GROM?

Tomasz Laskowski: Około 2,5 roku łącznie. Misje były półroczne. W Iraku byłem pół roku, a w Afganistanie 4 razy po pół roku.

Powrót z akcji w Afganistanie. (fot. z archiwum Tomasza Laskowskiego)

O.G.: Za jakie zadania pan był odpowiedzialny w Afganistanie i Iraku?

T. L.: Byłem w sekcji szturmowej. Operatorem, starszym specjalistą i pracowałem jako tzw. człowiek do wykonywania przejść (breacher – specjalista od tych działań).

Byłem odpowiedzialny za wykonanie metody wejścia do obiektu podczas zadania: użycie ładunków, a może wejście po cichu np. przechodząc przez mur.

O.G.: Komandosi to często antyterroryści ochraniający ważne osobistości. Jakby pan ocenił działania amerykańskich jednostek specjalnych odnośnie amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa?

T. L.: To trudne tematy. Amerykańskie siły Delta Force wykonały perfekcyjnie robotę w przypadku prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, a ostatnia udaremniona próba zamachu na Donalda Trumpa nie świadczy o kompromitacji agentów Secret Service mimo bardzo trudnej i niebezpiecznej akcji, gdyż zamachowiec nie dotarł bezpośrednio do prezydenta. Na pewno zostaną wyciągnięte wnioski z tej sytuacji i wskaże się ewentualnych winnych, którzy nie dopełnili swoich obowiązków. Nie ma jednak co czarować, USA ma jedyną siłę militarną, która dysponuje takimi środkami żeby „rozrabiać” na świecie. Potrafią przerzucić swoje siły z jednego krańca na drugi i uderzyć. Potrafią działać na innych kierunkach tak dynamicznie i skrycie, że zaskakują. Budzimy się, a ktoś zostaje przez nich zdjęty z piedestału.

(fot. z archiwum Tomasza Laskowskiego)

O.G.: Nieudany zamach na Donalda Trumpa, gdy nie był jeszcze prezydentem, można odbierać jako cud. Kilka milimetrów zadecydowało że żyje…

T. L.: Zupełnie inaczej ocenia się sytuację będąc tam, zupełnie inaczej patrząc z perspektywy zewnętrznej. Tak, najłatwiej byłoby ocenić – ochrona dała ciała. Gdy to „była głowa państwa” oczekiwania są dużo większe, ale w niektórych stanach USA każdy może kupić broń i nie będzie ona pod kontrolą. Może mu przyjść szalony pomysł zamachu na byłego prezydenta i to robi. Jak widać nie była to incydentalna sytuacja, tylko komuś się Trump zwyczajnie nie podoba.

O.G.: Jednostka „GROM” uczestniczyła w misjach w Afganistanie i Iraku. Co musiałoby się stać, by znalazła się obecnie w Iranie?

T. L.: Taką decyzję musiałby podjąć Sojusz Północnoatlantycki NATO, a wydać na to zgodę polski rząd i polski prezydent, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Żołnierze „GROM” podpisują kontrakt, by służyć ojczyźnie. Kraje w NATO, m.in. USA były bezpośrednio zagrożone, gdy zjawiliśmy się w Afganistanie i Iraku. Obecnie, gdy jest konflikt na linii Iran-Izrael-USA, Stany Zjednoczone nie były bezpośrednio zagrożone, więc Polska nie ma obowiązku w tym konflikcie uczestniczyć. Rolę ofiary w tym konflikcie, kraju zagrożonego odgrywa Izrael i przekonał do udziału Stany Zjednoczone.

O.G.: A argument, że konflikt wybuchł, by uniemożliwić Iranowi stworzenie broni jądrowej, pana nie przekonuje?

T. L.: Zawsze musi się znaleźć pretekst, żeby uderzyć. W innym razie, jest to wtargnięcie na obszar neutralny i jest to działanie bezprawne. Broń jądrowa oczywiście jest w tle. Jej posiadanie i ewentualne użycie na pewno byłoby zagrożeniem. Musimy być jednak świadomi, dlaczego ta broń powstaje? W konfliktach najgorszą sprawą jest śmierć niewinnych ludzi. Przecież można było zbombardować, zneutralizować w Iranie zakłady potencjalnie produkujące taką broń. Sądzę, że w pierwszym etapie to było zrobione. Wystarczyło spowolnić proces powstawania broni atomowej i na tym się zatrzymać.

O.G. : Cofnijmy się trochę w czasie i porozmawiajmy o początkach pana służby wojskowej. Dlaczego zdecydował się pan na karierę wojskową?

T. L.: Urodziłem się na wsi w Kujawsko-Pomorskiem, obok miasteczka Brodnica. W tym miejscu, i w tamtych czasach, tj. w latach 80-tych XX w., nie było szalonych perspektyw na przyszłość. Ukończyłem technikum ekonomiczne, ale ciekawy byłem świata. Wojsko dawało mi. jako młodemu mężczyźnie, szerokie horyzonty i możliwości. Żeby nie było nudno, to nie wybrałem zwykłej jednostki wojskowej, ale chciałem do jednostek specjalnych Czerwonych Beretów. Wcześniej trafiłem do Wojskowej Komendy Uzupełnień w Brodnicy. Przystanek miałem w Lublińcu w szkole młodszych specjalistów jako radiotelegrafista, po czym trafiłem do 56 Kompanii Specjalnej w Szczecinie.

(fot. z archiwum Tomasza Laskowskiego)

O.G. : Bycie komandosem to niezwykła specjalność. Jak podkreślają specjaliści, taka służba wymaga niezwykłej odporności psychicznej…

T. L.: Budowanie charakteru rozpoczęło się od młodych lat. Wspomagane to było zainteresowaniem militariami, pasjami, aktywnością sportową. Mój ojciec zginął tragicznie mając 31 lat, więc jako dzieci pomagaliśmy mamie utrzymać gospodarstwo, musieliśmy pracować, wspierać mamę. Mam jeszcze 2 braci.

O.G.: Jakie musi spełniać wymagania człowiek chcący służyć w jednostce GROM?

T. L.: W „GROM”-ie są różne potrzeby. Są ludzie operatorzy w sekcjach bojowych, którzy pracują z bronią, ładunkami wybuchowymi; łącznościowcy; informatycy; działający w sferze informacyjnej; piloci i inni. Po prostu trzeba mieć taki pazur, który powoduje, że chce się przeżyć tę jedyną, niepowtarzalną przygodę życia, no i przede wszystkim przejść selekcję. Możliwości, jakie daje „GROM” pod względem rozwojowym, szkoleniowym są nie do opisania. Zajęcia i szkolenia z zakresu pływania, nurkowania, jazdy na nartach, wspinaczki to nieliczne przykłady.

(fot. z archiwum Tomasza Laskowskiego)

O.G.: Żołnierze w „GROM”-ie zarabiają godne pieniądze?

T. L.: Od momentu, kiedy ja zakończyłem służbę, było dobrze pod względem finansowym, ale ostatnio doszły mnie słuchy, że warunki finansowe się poprawiły. Zaczęto bardziej doceniać specjalistyczną służbę wojskową ze względu na zagrożenie wojenne.

O.G.: Po wypadku motocyklowym musiał pan stopniowo wycofywać się ze służby na najwyższych obrotach… Obecnie prowadzi pan swoją firmę szkoleniową „Grom-Academy”.

T. L.: Cały czas pracuję, działam, szkolę, ale noga już nie wróciła do pełnej sprawności . Służba w „GROM” jest mocno wymagająca i odnosi się wiele różnych urazów i kontuzji. Niektórych nie udaje się w pełni wyleczyć.

O.G.: Czy sytuacja na świecie – wojna w Ukrainie, konflikty na Bliskich Wschodzie powodują, że zainteresowanie pana szkoleniami wzrosło?

T. L.: Tak, boom był, ale na początku wojny ukraińsko-rosyjskiej, później znacząco zwolnił. Przyjeżdżali Polacy nawet z zagranicy, bo chcieli mieć większą świadomość zagrożenia i podszkolić się z zakresu pracy z bronią. Odbywało się wtedy bardzo dużo indywidualnych treningów. Obecnie chyba wszyscy obyli się z tym konfliktem. „Grom-Academy” działa od 2017 r. Ze szkoleń korzysta nie tylko wojsko, ale również służba więzienna czy policja. Teraz współpracuję z firmą Hamak Tur, z którą realizuję projekt – Hamak Military & GROM Academy Camp. Przy okazji nawiązaliśmy współpracę z ośrodkami edukacji i szkołami, gdzie krzewimy świadomość działania w sytuacjach zagrożenia typu – wolny strzelec zagrożeniem, niebezpieczny intruz w szkole czy innymi zagrożeniami. W mojej firmie nie ukierunkowałem się tylko na szkolenia z zakresu strzelania. Przekazujemy wiedzę dotyczącą m.in.: szerokiego spektrum związanego z bezpieczeństwem, przetrwania w trudnych sytuacjach, survivalu, działania w trudnych strefach, gdzie możemy spodziewać się zagrożenia.

O.G.: Jaka grupa uczestników szkoleń jest najliczniejsza? Odważne kobiety, młodzi chłopcy, osoby pracujące w ochronie…

T.L.: Przeważająca grupa to mężczyźni, ale pojawiają się też kobiety. Bywa także młodzież, która nie jest zamknięta i odizolowana tylko w świecie gier komputerowych. Niebawem ruszamy z mocnym blokiem szkoleń dla młodzieży, który będzie trwać od końca czerwca do początku sierpnia. To są turnusy rekreacyjne o specyfice militarnej realizowane z Hamak Tur – Hamak Military & GROM Academy Camp. Będziemy prowadzić na przykład bloki szkoleń: taktycznych, survivalu, zabaw i akcji specjalnych, budowania bazy, elementy samoobrony czy walki wręcz, no i blok strzelecki.

(fot. z archiwum Tomasza Laskowskiego)

O.G.: Wiem, że Wojska Obrony Terytorialnej w szczególności kultywują pamięć o bohaterskich żołnierzach Armii Krajowej, natomiast żołnierze „GROM” kontynuują misję Cichociemnych Spadochroniarzy AK. Historia, którego Cichociemnego najbardziej pana poruszyła?

T.L.: Znałem i miałem osobisty kontakt z ostatnim Cichociemnym Panem Majorem Janem Michałem Tarnawskim ps. Upłaz, który zmarł kilka lat temu. Towarzyszyliśmy mu w Jego ostatniej drodze. Spoczął na warszawskich Powązkach. Mimo swojego wieku, doświadczenia i przeżyć bardzo czynnie uczestniczył w naszym życiu jednostkowym. Pan Major Tarnawski mając 93 lata oddał nawet skok spadochronowy w tandemie. Swoją osobą, zaangażowaniem, charyzmą imponował. Każdy z Cichociemnych był bohaterem walcząc o wolną Polskę i oddając życie w walce o wolność ojczyzny, bez różnicy czy działał w wywiadzie, łączności, tworząc ruch oporu albo przygotowywał oddziały do walki z okupantem.

Rozmawiała Olga Gajda
(Zdjęcia z archiwum Tomasza Laskowskiego)

WSPOMNIENIA. Komandos z Janówka Drugiego o Afganistanie, Iraku i adrenalinie. Grom z „GROM”-u, 2,5 roku w piekle

 

Poprzedni artykułKrok po kroku przy Trakcie