Jeszcze niedawno trudno było uwierzyć, że w tym miejscu płynęła rzeka. Prut, niewielki dopływ Narwi na terenie powiatu pułtuskiego, przez lata zarastał, zamulał się i tracił swoje naturalne funkcje. Tam, gdzie dawniej woda niosła życie, a ryby wpływały na tarliska, powstała niemal martwa strefa zarośnięta trzciną, chwastami wodnymi i osadami, z ograniczonym przepływem i coraz gorszymi warunkami dla ryb, ptaków oraz roślinności wodnej.

Rzeka, która zaczęła znikać
Prut jest dopływem Narwi, ale jego znaczenie wykracza daleko poza samą linię koryta. To część większego systemu wodnego Doliny Dolnej Narwi, ważnego dla lokalnej bioróżnorodności, retencji wody i krajobrazu powiatu pułtuskiego. Przez lata rzeka pełniła funkcję naturalnego korytarza ekologicznego. W jej wodach i rozlewiskach żyły ryby, bezkręgowce i płazy, a brzegi oraz pobliskie mokradła stanowiły schronienie dla ptaków wodnych.
Z czasem jednak ten cenny przyrodniczo obszar zaczął się degradować. Koryto Prutu na odcinku od mostu w Kruczym Borku do ujścia w kierunku Narwi zostało opanowane przez roślinność. Trzciny, chwasty wodne, zamulenie i brak swobodnego przepływu doprowadziły do silnej eutrofizacji, czyli nadmiernego użyźnienia wody. W praktyce oznaczało to coraz mniej tlenu, coraz więcej rozkładającej się materii organicznej i coraz trudniejsze warunki dla organizmów wodnych.
Dla mieszkańców i wędkarzy był to widok szczególnie bolesny. Miejsce, które dawniej kojarzyło się z żywą rzeką, zaczęło przypominać odcięty od Narwi, zarastający obszar.Wszystko, co jeszcze żyło w korycie, zostało zagrożone przez przyduchę. Narybek z wiosennych tarlisk szczupaka, okonia, leszcza, lina, karasia czy wzdręgi nie miał szans na prawidłowy rozwój, gdy woda przestawała płynąć, a dostęp tlenu był ograniczony.
Przyszli na ratunek przyrodzie

Dziś Prut ma realne szanse na powrót do życia. Wszystko dzięki zaangażowaniu konkretnych ludzi, przede wszystkim wędkarzy i społeczników ze Stowarzyszenia „Nasza Narew”, na czele z prezesem stowarzyszenia Stanisławem Wasilewskim. Walczyli przez lata, naciskali odpowiedzialne instytucje, pukali do różnych drzwi i mają nadzieję, że rzeka będzie systematycznie oczyszczana, pogłębiana i udrażniana. Celem prowadzonych działań jest przywrócenie jej do dawnego stanu takiego, w którym woda znów swobodnie płynie do Narwi, ryby mają dostęp do miejsc rozrodu, a przyroda odzyskuje przestrzeń do życia. Droga ku temu była kręta i wyboista.
– Stowarzyszenie Nasza Narew zostało zawiązane w roku 2014 – mówi nam prezes Stowarzyszenia Stanisław Wasilewski. – Po dwunastu latach informowania Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie, rzeka Prut na wysokości wsi Okopy i Kruczyborek w gminie Zatory doczekała się częściowej rewitalizacji, a szczególnie jej odcinek od mostu w Kruczymborku do rozlewiska Narwi. Miejsce to miało od zawsze bardzo istotny wpływ na rozród ryb, które każdej wiosny wpływały tu na swoje tarliska. Postępująca przez lata eutrofizacja całkowicie zablokowała tu swobodny przepływ wody, odcinając rozlewiska doliny dolnej Narwi od napływu dotlenionej wody, co skutkowało wyparowywaniem dużych ilościach słodkiej wody, zamieniając kilka odcinków rzeki Prut w suchy ląd. Stan ten jest widoczny gołym okiem i mam nadzieję, że nasza współpraca z nowo powołanym zarządem Zlewni Wód w Dębe w najbliższych latach doprowadzi do odtworzenia pierwotnego koryta tego istotnego dla ekosystemu dopływu Narwi, przywracając jego szerokość do ok. 11 metrów, a głębokość od 150 do 180 cm.
Społecznicy nie odpuszczają
Powtórzmy, w rewitalizacji Prutu kluczowe okazało się zaangażowanie Stowarzyszenia „Nasza Narew”. To organizacja tworzona przez ludzi od lat związanych z rzeką – mieszkańców, miłośników przyrody i wędkarzy, którzy z bliska obserwowali pogarszający się stan Narwi oraz jej dopływów. Ich działania pokazują, że lokalna przyroda często potrzebuje nie tylko urzędowych procedur, ale także ludzi, którzy będą konsekwentnie przypominać o problemie. Dodajmy, że przez lata swojej działalności, Stowarzyszeniu udało się pozyskać środki finansowe z Fundacji PGNiG oraz Wytwórni Papierów Wartościowych, dzięki którym wykonano już część kanału wypływowego Narwi we wsi Strzyże. Prace te będą kontynuowane po uzyskaniu przedłużenia pozwolenia wodnoprawnego na kolejne pięć lat. Członkowie Stowarzyszenia „Nasza Narew” od lat wskazywali, że Prut wymaga pilnego udrożnienia. Zwracali uwagę na zamierające tarliska, zanik siedlisk ptaków i pogłębiającą się degradację ujścia rzeki. Dla wędkarzy nie była to sprawa teoretyczna. Oni widzieli, jak zmienia się rzeka, jak zanika życie w wodzie i jak dawny dopływ Narwi traci swoje znaczenie dla rybostanu.
Dzięki ich determinacji temat nie zniknął. Społecznicy dokumentowali problem, kierowali pisma do instytucji, apelowali o działania i zabiegali o to, by rzeka Prut nie została pozostawiona sama sobie. W efekcie rozpoczęto prace, które dziś realnie zmieniają obraz tego miejsca. Prezes Naszej Narwi nie spoczął na laurach, szukając wszelkich sposobów, by jak najwięcej ugrać w sprawie ratowania rzeki.
– Cały czas pisemnie apeluję do instytucji i osób, które mogą nam pomóc. Kilka dni temu zwróciłem się do pani Katarzyny Dąbrowskiej, dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie, prosząc o ratowanie naszego wspólnego dobra, którym jest nadnarwiańska przyroda. Proces zarastania rozlewisk po kilku bardzo suchych latach to początek gwałtownego wyparowywania wody i zamiany akwenu wodnego w suchy ląd. Taką śmiercią powolną ginie unikatowy ekosystem doliny dolnej Narwi. Dzisiaj mamy tu martwe akwarium zarośnięte trzcinowiskiem, algami i inwazyjną roślinnością, stojącą wodę. Kanały doprowadzające natlenioną wodę z koryta Narwi uległy całkowitemu zamuleniu i eutrofizacji. Czas bić na alarm! – mówi Stanisław Wasilewski.

Pogłębianie, oczyszczanie i udrażnianie koryta
Od kilku tygodni w tym rejonie trwają intensywne prace mające na celu udrożnienie i odbudowanie ekosystemu rzeki. Inwestycję realizują Wody Polskie – Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie, a nadzoruje Zarząd Zlewni w Dębem. Prace polegające na mechanicznym oczyszczaniu koryta z mułu, trzcin i zakorzenionej roślinności wciąż trwają, a efekty są już doskonale widoczne. Rzeka odzyskuje swój dawny, naturalny blask, a woda zaczyna swobodnie płynąć w kierunku ujścia do Narwi.
W sobotę, 23 maja 2026 roku, na terenie inwestycji odbyła się ważna wizja lokalna. Obszar prowadzonych robót osobiście wizytowali pracownicy Wód Polskich – Zarządu Zlewni w Dębem. Na miejscu szczegółowo oceniono dotychczasowy postęp prac i przeanalizowano stan koryta rzeki. Wyniki tych oględzin jeszcze bardziej zmienią obraz ujścia tego dopływu Narwi: urzędnicy podjęli decyzję o powiększeniu obszaru objętego oczyszczaniem. Stanisław Wasilewski, prezes Stowarzyszenia „Nasza Narew” poinformował naszą Redakcję, że na kluczowym odcinku koryto Prutu zostanie dodatkowo poszerzone o około 4 metry – co dla tej niewielkiej rzeczki ma kluczowe znaczenie.
Przez ostatnie tygodnie znaczą część prac związanych z odmuleniem i pogłębieniem koryta prowadziły z brzegów dwie koparki. Na końcowym, najbardziej zanieczyszczonym odcinku rzeki do akcji wkroczył specjalistyczny sprzęt – pływający kombajn. Całość prac zapewni optymalne warunki hydrologiczne.
Powrót ryb na dawne tarliska
Jednym z najważniejszych celów rewitalizacji Prutu jest przywrócenie rybom dostępu do dawnych tarlisk. To właśnie takie miejsca decydują o odradzaniu się lokalnych populacji. Jeżeli dorosłe ryby nie mogą wpłynąć na tarło, a narybek nie ma odpowiednich warunków do przeżycia, rzeka stopniowo traci swoje znaczenie biologiczne.
W przypadku Prutu problem był szczególnie wyraźny. Zarośnięte ujście i spowolniony nurt tworzyły barierę dla ryb. Wiosenne tarliska, które dawniej były naturalnym elementem życia rzeki, zaczęły zamierać. W materiałach związanych z działaniami Stowarzyszenia „Nasza Narew” wymieniane są m.in. szczupak, okoń, leszcz, lin, karaś i wzdręga. Społecznicy wskazują też na obecność lub historyczne występowanie rzadszych gatunków, takich jak miętus, śliz, koza, minóg rzeczny czy rak błotny.
Oczyszczone i pogłębione koryto daje szansę na zmianę tej sytuacji. Jeżeli woda będzie płynąć swobodniej, a ujście pozostanie drożne, ryby zyskają lepsze warunki do migracji i rozrodu. To nie oznacza, że przyroda odbuduje się natychmiast. Rzeka potrzebuje czasu. Ale bez przywrócenia przepływu żaden powrót życia nie byłby możliwy.
Szansa także dla ptaków wodnych
Rewitalizacja Prutu ma znaczenie nie tylko dla ryb. Ujście tej rzeki i rozlewiska Narwi były dawniej miejscem ważnym dla ptaków wodnych i błotnych. W lokalnych wspomnieniach oraz materiałach społeczników pojawiają się perkozy, łyski, kokoszki wodne, bataliony, bąki, czaple białe, rybitwy, sieweczki, błotniaki stawowe i łabędzie. Część z tych ptaków korzystała z rozlewisk jako miejsc żerowania, odpoczynku lub lęgu.
Wraz z zamieraniem rzeki i zarastaniem ujścia wiele z tych siedlisk utraciło swoje dawne właściwości. Gdy woda przestaje krążyć, rozlewisko wysycha lub zarasta jednolitą ścianą trzcin, ptaki tracą dostęp do zróżnicowanych miejsc potrzebnych do życia. Dlatego oczyszczenie Prutu może być pierwszym krokiem do odbudowy całego lokalnego ekosystemu.
Społecznicy mówią również o potrzebie dalszego odtwarzania delty Prutu. Chodzi o to, aby nie tylko udrożnić koryto, ale także przywrócić bardziej naturalny układ rozlewiskowy – z wodą, roślinnością, płytkimi zatokami i miejscami bezpiecznymi dla ptaków. Takie działania wymagają planu, środków i odpowiedniego sprzętu, ale mogą przynieść długofalowy efekt dla całej Doliny Dolnej Narwi.
Lokalna sprawa o dużym znaczeniu
Historia Prutu pokazuje, jak ważne są małe rzeki. Często nie trafiają na pierwsze strony gazet, ale to właśnie one decydują o stanie lokalnej przyrody. Zatrzymują wodę, zasilają większe rzeki, wpływają na mikroklimat i tworzą siedliska dla wielu gatunków. Gdy znikają lub zamierają, skutki odczuwają nie tylko ryby i ptaki, ale także mieszkańcy.
W czasach coraz częstszych susz i gwałtownych zmian pogody każda rzeka, nawet niewielka, ma znaczenie. Prut może pełnić funkcję naturalnego magazynu wody i elementu ochrony przed przesuszeniem terenu. Jednak aby tak się stało, musi być rzeką żywą, drożną i połączoną z Narwią, a nie zarośniętą martwą strefą.

Potrzeba dalszej opieki
Pogłębianie i oczyszczanie Prutu to bardzo ważny początek, ale nie koniec pracy. Rzeka będzie wymagała dalszej obserwacji. Trzeba sprawdzać, czy koryto ponownie nie zarasta, czy przepływ jest utrzymany, czy ryby wracają na dawne tarliska i czy pojawiają się ptaki. Tylko systematyczne działania pozwolą utrzymać efekt prowadzonych prac.
Ważne będzie również planowanie kolejnych etapów rewitalizacji, w tym odtworzenia delty Prutu. Społecznicy apelują, aby zabezpieczyć na ten cel środki publiczne i wybierać wykonawców dysponujących odpowiednim sprzętem do prac bagrowniczych i wodnych. W takim miejscu liczy się nie tylko samo wykonanie robót, ale też sposób ich prowadzenia. Rzeka powinna zostać przywrócona przyrodzie, a nie zamieniona w prosty techniczny kanał.
Przyroda nie zawsze odradza się sama. Czasem potrzebuje ludzi, którzy zauważą problem, nazwą go po imieniu i będą konsekwentnie działać. W przypadku Prutu takimi ludźmi okazali się wędkarze i społecznicy ze Stowarzyszenia „Nasza Narew”.
Ich zaangażowanie pokazuje, że lokalne rzeki są wspólnym dobrem. Nie należą wyłącznie do instytucji, urzędów czy dokumentów. Należą także do mieszkańców, którzy nad nimi żyją, pamiętają ich dawny wygląd i chcą przekazać je kolejnym pokoleniom w lepszym stanie. Jeżeli prace przy Prucie będą kontynuowane, ten niewielki dopływ Narwi ma realną szansę przestać być martwą strefą i znów stać się żywą rzeką powiatu pułtuskiego.

– Jest wielu ludzi, którym na sercu leży przyszłość rzeki Narew i otaczającej ją przyrody. To nie tylko moi koledzy, członkowie Stowarzyszenia Nasza Narew, ale też wędkarze, działkowicze mieszkający po obu stronach rzeki. Dla przykładu powiem, że we wsi Burlaki prężnie działa grupa miłośników doliny dolnej Narwi, którzy podobnie jak ja, z potrzeby serca i miłości do przyrody starają się dbać o czystość tamtego miejsca i wspierają działania Stowarzyszenia. Jestem dobrej myśli, bo razem możemy więcej i damy radę, nawet w zderzeniu z biurokracją, wciąż niewystarczającymi środkami finansowymi, odsuwaniem spraw, które dawno powinny być załatwione. Działamy, nie przystajemy ani na chwilę! – powiedział nam Stanisław Wasilewski.
Znając jego determinację, nie wątpimy, życząc kolejnych sukcesów dla dobra wspólnego.
red.


