Piotr Laudański, ps. „Baleron”, płetwonurek służący wówczas w strukturach MSW, twierdzi, że ciało ks. Jerzego Popiełuszki zostało odnalezione i wydobyte już 26 października 1984 roku — cztery dni przed oficjalną akcją, która przez dziesięciolecia uchodziła za jedyne wyłowienie. Jego relacja, zestawiona z chronologią działań służb, późniejszymi wydarzeniami i zachowanymi materiałami, prowadzi do pytań, których oficjalna wersja sprawy nie wyjaśnia przekonująco.
Punktem wyjścia tej rekonstrukcji są ustalenia, według których ks. Jerzy Popiełuszko nie zginął bezpośrednio po porwaniu, lecz był przetrzymywany i torturowany, a śmierć nastąpiła 25 października, najprawdopodobniej krótko po godzinie 13. Jeżeli tak było, właśnie wtedy dla służb rozpoczął się kolejny etap operacji: usuwanie śladów i przygotowywanie wersji wydarzeń, która miała zostać pokazana opinii publicznej.
Tego samego dnia w rejonie zamku Dybowskiego w Toruniu odnaleziono przedmioty osobiste księdza. Część z nich trafiła do utajnionych materiałów, inne — jak grzebień — miały później „odnaleźć się” przy zwłokach. Teren był ogólnodostępny, dlatego wymagał szybkiego uprzątnięcia. Bunkier na terenie jednostki wojskowej takiego problemu nie stwarzał.
Z relacji „Balerona” wynika, że informacja o śmierci i konieczności rozpoczęcia akcji dotarła do MSW przy Rakowieckiej bardzo szybko. Jego dowódca wezwał go do udziału w poszukiwaniu i wydobyciu ciała. Następnego ranka, 26 października, Laudański wraz z ekipą dotarł na tamę we Włocławku.
26 października i czwarte przęsło
Laudański nie zapamiętał samej daty jako 26 października. Zapamiętał jednak szczegół, który pozwala ją odtworzyć: tego dnia na tamie pojawił się Waldemar Chmielewski — jeden z trzech funkcjonariuszy oskarżonych później w procesie toruńskim, obok Grzegorza Piotrowskiego i Leszka Pękali.
Chmielewski został zapamiętany przez opinię publiczną jako „jąkała”. Według ustaleń autora nie była to jednak jego naturalna, stała wada wymowy. Jąkanie, które obserwowano podczas procesu, miało pojawić się po zatrzymaniu i mogło mieć związek ze środkami psychoaktywnymi podawanymi w celu zwiększenia jego podatności. To osobny wątek tej historii, ale ważny również dlatego, że obecność Chmielewskiego na tamie pozwala osadzić relację Laudańskiego w konkretnym dniu.
Najbardziej zastanawiający jest sposób prowadzenia poszukiwań. Płetwonurkowie mogli przeszukiwać przęsła od pierwszego do trzeciego oraz od piątego do dziesiątego. Czwartego przęsła nie wolno było sprawdzać.
Dlaczego właśnie tego jednego? Odpowiedź pojawiła się dopiero wraz z Chmielewskim. Kiedy wskazał czwarte przęsło, nurkowie natychmiast otrzymali zgodę na zejście w tym miejscu. Ciało ks. Jerzego znaleziono niemal od razu — na głębokości około trzech metrów, skrępowane i ułożone na boku.
Samo wskazanie czwartego przęsła nie dowodzi oczywiście, że Chmielewski znał miejsce dlatego, że sam wcześniej wrzucał tam ciało. Przeciwnie: przy chronologii, według której 25 października wieczorem był już od doby zatrzymany na Rakowieckiej, a Piotrowski i Pękala przebywali w areszcie jeszcze dłużej, bardziej logiczne wydaje się inne wyjaśnienie — miejsce zostało mu wcześniej wskazane i miał je jedynie formalnie „odnaleźć”.
W kilku przekazach pojawia się informacja, że miejsce wrzucenia ciała oznaczono na barierce zapory. Jedni mówią o wstążce, inni o czerwonej farbie. Niezależnie od szczegółu sens byłby ten sam: ktoś chciał mieć pewność, że właściwy punkt zostanie później odnaleziony bez pomyłki.
Co zobaczył „Baleron”
Po otrzymaniu znaku, że ciało zostało odnalezione, Piotr Laudański wydobył je na powierzchnię. Ten obraz, jak mówi, pozostał z nim na całe życie, mimo że jako płetwonurek uczestniczył w wielu akcjach.
Zapamiętał, że ciało nie sprawiało wrażenia całkowicie zesztywniałego. Sam ten szczegół nie pozwala precyzyjnie określić czasu śmierci, ale w zestawieniu z całą chronologią może mieć znaczenie. Jeszcze ważniejszy jest wygląd twarzy.
Według Laudańskiego twarz była czysta — bez warstwy mułu czy „maseczki”, którą widać na późniejszych fotografiach z oficjalnego wydobycia. Zauważył natomiast obrażenia oczodołów i lewej strony głowy oraz krwisty płyn wypływający z ucha. Jego pierwsza, spontaniczna ocena brzmiała: ksiądz musiał bardzo mocno dostać w głowę.
Późniejsza dokumentacja sekcyjna potwierdza rozległość obrażeń. W relacji „Balerona” istotne jest jednak coś jeszcze: 26 października twarz miała być czysta. Jeżeli wspomnienie to jest prawidłowe, materiał widoczny na twarzy podczas oficjalnego wyłowienia 30 października nie pochodził z dna w miejscu, w którym Laudański znalazł ciało.
Co stało się z ciałem po 26 października?
Na tym kończy się bezpośrednia relacja Laudańskiego z pierwszego wydobycia. Dalej zaczyna się rekonstrukcja oparta na ustaleniach śledczych, dokumentach i logice działania służb.
Według prokuratora Andrzeja Witkowskiego po czynnościach wykonanych we Włocławku ciało miało zostać szybko ponownie zatopione. Nasza analiza prowadzi jednak do innego wniosku. Jeżeli władze chciały mieć pełną kontrolę nad zwłokami, natychmiastowe wrzucenie ich ponownie do Wisły na kilka kolejnych dni byłoby działaniem ryzykownym i trudnym do uzasadnienia. Gdyby ciało zniknęło albo zostało przypadkowo odnalezione przez kogoś spoza operacji, konsekwencje społeczne i polityczne mogłyby być ogromne.
Bardziej racjonalny wydaje się wariant, w którym po wydobyciu 26 października ciało pozostawało pod pełną kontrolą służb. Jednym z rozważanych miejsc przechowywania jest warszawska placówka wojskowa, gdzie można było wykonywać dalsze czynności bez ryzyka przypadkowego ujawnienia zwłok. Nie wszystkie przesłanki prowadzące do tej hipotezy mogą zostać obecnie ujawnione, dlatego przedstawiamy ją jako najbardziej logiczny wariant wynikający z dostępnego materiału, a nie jako fakt formalnie dowiedziony.
Gładko ogolona twarz
W filmie z sekcji zwłok uwagę zwraca jeszcze jeden szczegół: twarz ks. Jerzego jest gładko ogolona. Zarost po śmierci nie rośnie, ale włosy, które wyrosły przed zgonem, nie znikają. Jeżeli ksiądz ostatni raz mógł ogolić się 19 października rano, przed wyjazdem do Bydgoszczy, to nawet przy oficjalnej wersji śmierci w nocy z 19 na 20 października powinien być widoczny przynajmniej jednodniowy zarost.
Jeżeli zaś przyjąć ustalenia wskazujące, że ks. Jerzy żył jeszcze kilka dni i zmarł 25 października, brak zarostu staje się jeszcze trudniejszy do wyjaśnienia. Fakty i wygląd twarzy wskazują więc na to, że została ona ogolona już po śmierci — najprawdopodobniej podczas czynności wykonywanych przy zwłokach przed ich oficjalnym wydobyciem.
Nie wiemy, czy właśnie to miał na myśli prokurator Witkowski, mówiąc o czynnościach, których szczegółów nie może ujawniać ze względu na tajemnicę śledztwa. Wiemy natomiast, że gładka twarz wymaga wyjaśnienia i trudno ją pogodzić z wielodniowym okresem od ostatniego możliwego golenia bez przyjęcia dodatkowej ingerencji przy ciele.
Ponowne zatopienie — kiedy?
Ostatecznie ciało zostało oficjalnie wydobyte 30 października, w świetle kamer i w warunkach kontrolowanych przez aparat państwa. Przez dziesięciolecia właśnie tę akcję przedstawiano jako jedyne odnalezienie zwłok.
Jeżeli jednak przyjąć relację Laudańskiego o wydobyciu 26 października, trzeba odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: kiedy i w jaki sposób ciało ponownie znalazło się w Wiśle?
Naszym zdaniem nastąpiło to nie 26 października, lecz dopiero bezpośrednio przed oficjalnym „odnalezieniem”. Nie trzeba było zrzucać zwłok demonstracyjnie z zapory. Wystarczyło dostarczyć je w kontrolowane miejsce, podholować od brzegu lub spod osłony pontonu i umieścić w wodzie na tyle późno, aby służby miały pewność, że ciało nie zniknie i zostanie odnalezione zgodnie z przygotowanym scenariuszem.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera plan akcji opracowywany 28 i 29 października. Dokument miał szczegółowo opisywać sposób odnalezienia i wydobycia ciała z określonego miejsca. Jeżeli przed oficjalnym odkryciem rozrysowano szczegółowy przebieg operacji i lokalizację, logiczne pytanie brzmi: skąd ta wiedza, skoro poszukiwania miały dopiero doprowadzić do odnalezienia zwłok?
Taki dokument jest jedną z najmocniejszych poszlak wskazujących, że akcja 30 października nie była spontanicznym finałem poszukiwań, lecz wcześniej przygotowanym przedsięwzięciem. Materiał miał pozostać tajny i w realiach 1984 roku twórcy operacji mogli zakładać, że nigdy nie stanie się przedmiotem publicznej analizy.
Co później stało się z „Baleronem”?
Historia Piotra Laudańskiego nie skończyła się na tamie we Włocławku. W okresie przemian ustrojowych człowiek wyszkolony do zadań specjalnych dysponował umiejętnościami, na które szybko pojawiło się zapotrzebowanie także po drugiej stronie prawa.
Laudański zboczył z drogi prawa i wszedł w półświatek przestępczy. Jak sam wspomina, stał się celem zamachów, przeżył strzelaniny i wybuchy bomb. Ostatecznie został zatrzymany przez policję francuską w sprawie transportu 24 ton narkotyków przez kanał La Manche.
W więzieniu spotkał polską siostrę zakonną, która duchowo wspierała osadzonych. To jej opowiedział o wydarzeniach z 26 października 1984 roku i o swoim udziale w wydobyciu ks. Jerzego. Siostra skontaktowała go z księdzem. Laudański przystąpił do spowiedzi i — jak mówi po latach — właśnie wtedy rozpoczął się w jego życiu proces przemiany.
Kryminalna przeszłość kosztowała go również relacje z dziećmi. Przez lata kontakt był zerwany. W ostatnim czasie zaczął go jednak odbudowywać — już po tym, gdy publicznie ujawnił tajemnicę, którą nosił przez ponad cztery dekady.
Dwa „baseny”
Dziś „Baleron” jest innym człowiekiem. Nawrócony — jak sam to określa, po swojemu — pogodny i znacznie spokojniejszy, odbudowuje więź z dziećmi. Na co dzień uczy pływania i pilnuje bezpieczeństwa najmłodszych na jednym z warszawskich basenów.
Ponad czterdzieści lat temu w wodzie przy zaporze we Włocławku wydobywał ciało zamordowanego kapłana. Dziś, na warszawskim basenie, dba o to, by z wody bezpiecznie wychodziły dzieci.
Dwa miejsca związane z wodą. Dwa zupełnie różne etapy jednego życia. Historia zatoczyła osobliwy krąg.
Bartosz Siedlar
The body was recovered four days earlier
Piotr Laudański, alias “Baleron,” a diver then serving in the structures of the Ministry of Internal Affairs, claims that the body of Fr. Jerzy Popiełuszko was found and recovered already on 26-X-1984 — four days before the official operation that for decades was regarded as the only recovery. His account, set against the chronology of the services’ actions, later events and surviving materials, leads to questions that the official version of the case does not convincingly explain.
The starting point of this reconstruction is the finding that Fr. Jerzy Popiełuszko did not die immediately after the abduction but was held and tortured, and that death occurred on 25-X-1984, most probably shortly after 1.00 p.m. If that was the case, it was then that the next stage of the operation began for the services: the removal of traces and the preparation of the version of events that was to be shown to the public.
On the same day personal belongings of the priest were found in the area of Dybowski Castle in Toruń. Some of them went into classified materials; others — such as a comb — were later to “reappear” with the body. The area was publicly accessible and therefore required rapid clearing. A bunker on the grounds of a military unit presented no such problem.
According to “Baleron’s” account, information about the death and the need to begin the operation reached the Ministry of Internal Affairs on Rakowiecka Street very quickly. His commander summoned him to take part in the search and recovery of the body. The next morning, 26-X-1984, Laudański and his team arrived at the dam in Włocławek.
Laudański did not remember the date itself as 26 October. He did, however, remember a detail that makes it possible to reconstruct it: that day Waldemar Chmielewski — one of the three officers later accused in the Toruń trial, alongside Grzegorz Piotrowski and Leszek Pękala — appeared at the dam. Chmielewski was remembered by the public as “the stutterer.” According to the findings, this was not his natural, permanent speech defect. The stuttering observed during the trial appeared after his arrest and may have been connected with psychoactive substances administered to increase his suggestibility.
The most puzzling aspect is the manner in which the search was conducted. The divers were allowed to search spans one to three and five to ten. The fourth span was forbidden. Why that particular one? The answer appeared only with Chmielewski. When he pointed to the fourth span, the divers immediately received permission to descend there. The body of Fr. Jerzy was found almost at once — at a depth of about three meters, bound and lying on its side.
The mere pointing to the fourth span does not prove that Chmielewski knew the place because he himself had earlier thrown the body there. On the contrary: given the chronology according to which on the evening of 25 October he had already been in custody on Rakowiecka for a full day, while Piotrowski and Pękala had been under arrest even longer, a different explanation appears more logical — the place had been indicated to him earlier and he was merely to “find” it formally.
In several accounts there appears the information that the place where the body was thrown was marked on the barrier of the dam. Some speak of a ribbon, others of red paint. Regardless of the detail, the meaning would have been the same: someone wanted to be certain that the correct point would later be found without mistake.
After receiving the signal that the body had been found, Piotr Laudański brought it to the surface. That image, he says, remained with him for the rest of his life. He remembered that the body did not give the impression of being completely stiffened. Still more important is the appearance of the face. According to Laudański the face was clean — without the layer of mud or “mask” visible in the later photographs from the official recovery. He did, however, notice injuries to the eye sockets and the left side of the head as well as a bloody fluid flowing from the ear. His first, spontaneous assessment was that the priest must have been struck very hard on the head.
The later autopsy documentation confirms the extent of the injuries. In “Baleron’s” account something else is significant: on 26 October the face was said to have been clean. If that recollection is correct, the material visible on the face during the official recovery on 30-X-1984 did not come from the bottom at the place where Laudański found the body.
This ends Laudański’s direct account of the first recovery. What follows is a reconstruction based on investigative findings, documents and the logic of the services’ actions. According to prosecutor Andrzej Witkowski, after the procedures carried out in Włocławek the body was to be quickly re-submerged. Analysis leads, however, to a different conclusion. If the authorities wanted full control over the corpse, throwing it back into the Vistula at once for several more days would have been a risky action. A more rational variant appears to be that after the recovery on 26 October the body remained under the full control of the services. One of the locations considered is a military facility in Warsaw.
In the film of the autopsy another detail attracts attention: the face of Fr. Jerzy is cleanly shaven. Beard does not grow after death, but hair that grew before death does not disappear. If the priest could last have shaved on the morning of 19-X-1984, before leaving for Bydgoszcz, then even under the official version of death on the night of 19–20 October at least one day’s stubble should have been visible. If one accepts the findings indicating that Fr. Jerzy lived several more days and died on 25 October, the absence of stubble becomes still harder to explain. The facts indicate that the face was shaved after death — most probably during procedures performed on the body before its official recovery.
Ultimately the body was officially recovered on 30-X-1984, in the light of cameras and under conditions controlled by the state apparatus. If one accepts Laudański’s account of the recovery on 26 October, the fundamental question must be answered: when and how did the body find itself again in the Vistula? In the authors’ view this occurred not on 26 October but only immediately before the official “discovery.” It was enough to deliver it to a controlled place, tow it from the bank or from under the cover of a pontoon, and place it in the water late enough for the services to be certain that the body would be found according to the prepared scenario.
In this context particular significance attaches to the operational plan prepared on 28 and 29 October. The document was to describe in detail the manner of finding and recovering the body from a specific location. If before the official discovery a detailed course of the operation and the location had been drawn up, the logical question is: where did that knowledge come from, if the search was only then supposed to lead to the discovery of the body? Such a document is one of the strongest indications that the operation of 30 October was not the spontaneous finale of a search but a previously prepared undertaking.
Piotr Laudański’s story did not end at the dam in Włocławek. In the period of systemic transformation he left the path of the law and entered the criminal underworld. He became the target of assassination attempts, survived shootings and bomb explosions. He was finally arrested by the French police in connection with the transport of 24 tons of narcotics across the English Channel. In prison he met a Polish nun who offered spiritual support to inmates. He told her about the events of 26-X-1984. The nun put him in contact with a priest. Laudański made a confession and — as he says years later — it was then that the process of conversion began in his life.
His criminal past also cost him his relations with his children. For years contact was broken. Recently, however, he has begun to rebuild it — after he publicly revealed the secret he had carried for more than four decades. Today “Baleron” teaches swimming and watches over the safety of the youngest at one of the Warsaw swimming pools. More than forty years ago in the water at the dam in Włocławek he recovered the body of the murdered priest. Today he makes sure that children leave the water safely.


