Cytat z Wojny i pokoju: – To dla ciebie naprawdę dobra partia. Chcesz? Wyswatam cię. – Z kim? – Z księżniczką Marią.
Uczułem potrzebę zwrócenia się do autora z pytaniem: – Po co to ple-ple, Lwie Nikołajewiczu? Toć można od razu: „Jeśli chcesz, wyswatam cię z księżniczką Marią.” Więc po kiego grzyba ta szermierka słowna?
Po co? Autorowi uśmiecha się tzw. lekkość dialogu. Lekkość, potoczystość, rytmiczność etc. Dąży więc do maksymalnego rozbudowania wymiany zdań. Przejawem tej dążności jest takie formułowanie wypowiedzi, aby druga z rozmawiających osób była zmuszona do zapytania: kto? z kim? kogo? itp. Chciałoby się powtórzyć za Tuwimem: „A żeby was pokręciło z waszą lekkością dialogu!”
Fragment Szkoły uczuć Flauberta. Panna Ludwika wydaje polecenie służącej: „Wstawaj, prędko, sprowadź mi fiakra!” Służąca odparła, że o tej porze nie ma fiakrów. „No więc sama mnie tam zaprowadzisz!” „Dokądże?” „Do Fryderyka!” Przy pierwszym czytaniu słynnej powieści przełknąłem tę gadaninę, lecz podczas drugiej lektury owa zrodzona i wypraktykowana w paryskich salonach maniera zaczęła mi doskwierać. „Ty sikso – zżymnąłem się – należało od razu puścić farbę, aby było wiadomo, do kogo chcesz być zaprowadzona!”
Na miejscu Dumasa napisałbym: – Ach, mój bracie, cóż za okropna noc! Wiem, że chciano cię aresztować, chociaż nie wiem, za co.
Jednakże rozmiłowany w salonowej konwersacji Francuz jął hasać piórem na całego: – Ach, mój bracie, cóż za okropna noc! – Co się stało? – Chciano cię aresztować. – Mnie? – Tak, ciebie. – Za co? – Nie wiem.
Prawdopodobnie pierwodruk powieści był zamieszczany, odcinek po odcinku, w czasopiśmie. W pogoni za wierszówką należało maksymalnie rozmnożyć ilość wierszy.
A oto dwa przykłady pozytywne. Dialogowanie, ale nie przelewanie z pustego w próżne.
Tryptyk Frischa zawiera scenę, w której pastor pociesza wdowę. Prawi jej, że nie powinna upadać na duchu, zasypuje ją szablonowymi formułkami, takimi, jakie się wypowiada w podobnych okolicznościach. Seria frazesów: życie przed panią, taki los, wola nieba, naturalna kolej rzeczy, wszystkich nas to czeka, nie trzeba się poddawać. Kto spośród widzów teatralnych wytrzymałby tę porcję banałów, gdyby nie była poszatkowana. Po każdym zdaniu pastora wybiega spod żałobnego welonu smutnym tonem wyszeptane „tak”. Bo cóż innego na tę konwencjonalną gadaninę można powiedzieć? Z chwilą gdy do uszu publiczności dociera szóste z kolei „tak”, po sali przebiega szmerek rozbawienia.
Knajpiarz w dramacie Brechta Kariera Artura Ui ma dużo do powiedzenia. Licząc się ze skłonnym do roztargnienia odbiorcą, należało tę obfitość słów poszatkować. I tak autor uczynił. Dla utrzymania uwagi widza monolog został przekształcony w dialog, a polega to na tym, że syn knajpiarza wtóruje ojcu. W pierwszej chwili wydaje się, iż autor w najprostszy, wprost dziecinny sposób ułatwił sobie życie. „Ejże, panie Brecht, nie wysiliłeś się.” „Poczekaj, pochopny krytyku, słuchaj dalej.” Pochopny krytyk słucha. Znów powtórzenie, wciąż jak papuga powtarza syn ojcowskie słowa. Jeszcze jedna powtórka i – pochopnemu krytykowi rozjaśnia się twarz, do tej pory skrzywiona z dezaprobatą. Ależ tak, w tym papuzim powtarzaniu tkwi głęboki sens i pyszny humor. Coś więcej nawet, a mianowicie charakterystyka synalka. On jest bezwolny, zawojowany całkiem przez starego. To po prostu nicość, osobnik bez charakteru. Jednocześnie orientujemy się (my, publiczność), że pod postacią knajpiarza kryje się Hindenburg. Mamy przed oczami prezydenta i jego niewydarzonego syna, postacie historyczne.
A.K
