
Najnowsza historia Polski wciąż skrywa liczne białe plamy. Jedną z największych pozostaje działalność emigracji niepodległościowej w Stanach Zjednoczonych po wprowadzeniu stanu wojennego. O bohaterach podziemia wydano setki publikacji, o wielkich demonstracjach w kraju nakręcono filmy dokumentalne, jednak tysiące ludzi, którzy tysiące kilometrów od Polski organizowali protesty, zabiegali o wsparcie amerykańskich polityków, zbierali pieniądze dla opozycji, prowadzili akcje informacyjne i nie pozwalali Zachodowi zapomnieć o zniewolonym narodzie, przez dziesięciolecia pozostawali niemal niewidoczni.
Marek Bober postanowił tę niesprawiedliwość naprawić.
„Wolności potrzeba Polsce. Emigracja niepodległościowa lat 80. w Nowym Jorku” nie jest klasyczną monografią historyczną. Sam autor uczciwie to przyznaje we wstępie, podkreślając, że jego celem było przede wszystkim zachowanie pamięci o ludziach, wydarzeniach i inicjatywach, które mogłyby zostać bezpowrotnie zapomniane.
Paradoksalnie właśnie ta szczerość staje się jedną z największych zalet publikacji.
Autor nie próbuje udawać beznamiętnego kronikarza. Pisze jako uczestnik wydarzeń, dziennikarz, organizator wielu przedsięwzięć polonijnych i człowiek, który znał większość bohaterów osobiście. Dzięki temu czytelnik nie otrzymuje suchego katalogu faktów ani akademickiego opracowania, lecz opowieść ludzi, którzy historię współtworzyli.
Już sam spis treści pokazuje ogrom przedsięwzięcia. Dziewięć rozbudowanych rozdziałów prowadzi czytelnika od pierwszych dni po wprowadzeniu stanu wojennego, przez działalność emigracji politycznej, kulisy pomocy dla podziemia, przełom roku 1989, aż po działalność wywiadów, rolę Watykanu oraz sylwetkę legendarnego pułkownika Mariana Gołębiewskiego. Wśród rozmówców znaleźli się m.in. Jan Parys, Andrzej Burghardt, Zygmunt Staszewski, Marek Ruszczyński, Wojciech Budzyński, Jerzy Prus, Edward Fiałkowski, Marek Ludwikiewicz, Bolko Skowron, Jerzy Surdykowski, Paweł Zyzak, Marian Faryniarz, Andrzej Cisek, Witold Bagieński, Grzegorz Wołk, Andrzej Myc oraz Andrzej Kołodziej.
To zestaw nazwisk, który sam w sobie pokazuje skalę ambicji autora.
Największym atutem książki nie jest jednak liczba rozmówców.
Jej największą wartością jest pokazanie, że historia walki o niepodległość Polski nie kończyła się na granicy PRL.
W powszechnej świadomości funkcjonuje obraz podziemnej „Solidarności”, internowanych działaczy, drukarni, kolportażu i demonstracji ulicznych. Tymczasem Bober przypomina, że równolegle istniał drugi front — prowadzony po drugiej stronie Atlantyku. To tam organizowano pikiety przed konsulatami PRL, przekonywano kongresmenów, budowano poparcie dla sankcji wobec reżimu komunistycznego, zbierano fundusze, sprzęt i informacje płynące do kraju. To tam Polonia wykorzystywała wolność, której pozbawieni byli rodacy pozostający za żelazną kurtyną.
W tym sensie książka wypełnia rzeczywistą lukę w polskiej historiografii.
Nie dlatego, że wcześniej o emigracji nie pisano.
Dlatego, że niemal nigdy nie pokazano jej z perspektywy ludzi codziennej pracy. Nie wielkich politycznych deklaracji, lecz setek godzin poświęconych organizowaniu demonstracji, pisaniu odezw, prowadzeniu audycji radiowych, rozmowom z amerykańskimi politykami czy mozolnemu zdobywaniu środków dla opozycji. To historia obywatelskiego wysiłku, którego nie sposób sprowadzić do kilku przypisów w podręcznikach.
Jednym z największych walorów książki jest jej konstrukcja. Marek Bober nie próbuje stworzyć opowieści, w której występuje jeden główny bohater. Bohaterem staje się całe środowisko. To świadomy zabieg, dzięki któremu czytelnik uświadamia sobie, że odzyskanie przez Polskę suwerenności było efektem pracy tysięcy ludzi wykonujących pozornie niewielkie zadania. Każdy organizował coś innego, każdy miał własne kontakty, własne możliwości i własną historię. Dopiero z tych pojedynczych elementów powstaje imponująca mozaika polskiej emigracji niepodległościowej.
Nieprzypadkowo książkę otwiera rozmowa z Janem Parysem. Były minister obrony narodowej nie ogranicza się do prostych wspomnień. Pokazuje szerszy kontekst geopolityczny, przypominając znaczenie polityki Ronalda Reagana wobec Związku Sowieckiego. Autor bardzo trafnie zestawia ten głos z historycznym przemówieniem amerykańskiego prezydenta wygłoszonym po wprowadzeniu stanu wojennego. Dzięki temu czytelnik już od pierwszych stron rozumie, że walka o wolną Polskę nie toczyła się wyłącznie w Warszawie, Gdańsku czy Wrocławiu, ale również w Waszyngtonie, Nowym Jorku i Chicago.
Następnie pojawia się Andrzej Burghardt – jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci nowojorskiej Polonii. To właśnie jego wspomnienia stanowią jeden z filarów książki. Burghardt nie kreuje się na bohatera. Opowiada o swojej działalności z charakterystyczną skromnością, ale jednocześnie czytelnik szybko dostrzega skalę jego zaangażowania. Organizacja demonstracji, kontakty z amerykańskimi środowiskami politycznymi, działalność informacyjna oraz budowanie zaplecza dla polskiej opozycji ukazują człowieka, który przez lata konsekwentnie wykorzystywał wolność Ameryki dla dobra zniewolonej Ojczyzny.
Nie mniej interesujące są rozmowy z Zygmuntem Staszewskim. Autor oddaje głos człowiekowi, który przeszedł drogę od działacza dolnośląskiej „Solidarności” do aktywnego organizatora życia emigracyjnego. W jego relacji szczególnie uderza przekonanie, że emigracja nie była ucieczką od odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie – dla wielu stała się początkiem jeszcze intensywniejszej służby Polsce.
Jedną ciekawszych postaci całej publikacji jest Marek Ruszczyński. Nieprzypadkowo poświęcono mu dwa obszerne rozdziały. To nie tylko świadek wydarzeń, ale jeden z organizatorów wielu inicjatyw opisanych w książce. Szczególnie interesujące są jego wspomnienia dotyczące rywalizacji różnych środowisk emigracyjnych o amerykańskie fundusze przeznaczane dla podziemnej „Solidarności”. Autor nie unika tematów trudnych. Pokazuje, że nawet ludzie walczący o ten sam cel różnili się ocenami sytuacji, metodami działania czy wizją przyszłej Polski. Dzięki temu książka nie zamienia się w laurkę, lecz zachowuje wiarygodność.
Bardzo cenne są również relacje Wojciecha Budzyńskiego. Szczególnie zapada w pamięć jego spojrzenie na wybory czerwcowe 1989 roku. W przeciwieństwie do dominującej dziś narracji autor pokazuje, że część emigracji przyjęła porozumienia Okrągłego Stołu z dużym sceptycyzmem. To niezwykle ważny głos, ponieważ pozwala zrozumieć złożoność tamtego momentu historycznego. Nie wszyscy widzieli w kompromisie zwycięstwo. Dla części środowisk był on bolesnym ustępstwem wobec komunistów.
Szczególne miejsce zajmują wspomnienia Jerzego Prusa. Marek Bober uczciwie uprzedza czytelnika, że wokół tej postaci pojawiały się kontrowersje. Nie przemilcza ich, lecz wyjaśnia, dlaczego zdecydował się oddać mu głos. Podkreśla, że niezależnie od późniejszych sporów Jerzy Prus odegrał znaczącą rolę w działalności emigracyjnej i bez niego wiele inicjatyw po prostu by nie powstało. Takie podejście świadczy o dojrzałości autora. Nie usuwa z historii osób niewygodnych, lecz pozwala czytelnikowi samodzielnie wyrobić sobie opinię.
Duże wrażenie robi także część poświęcona Edwardowi Fiałkowskiemu. Jego wspomnienia pokazują kulisy organizowania Komitetu Nowojorskiego oraz atmosferę ostatnich miesięcy istnienia PRL. To opowieść o ludziach przekonanych, że ich wieloletnia działalność przynosi wreszcie wymierne efekty. Jednocześnie nie jest to opowieść triumfalna. W wielu miejscach wyczuwalne jest pytanie, czy Polska po 1989 roku rzeczywiście wykorzystała szansę, o którą walczyła emigracja.
Bardzo ciekawie wypada również rozmowa z Markiem Ludwikiewiczem. Autor pozwala mu spojrzeć na historię z dystansu wielu lat. Pojawia się refleksja nad błędami popełnionymi przez środowiska niepodległościowe, nad niewykorzystanymi szansami i nad tym, jak inaczej można było prowadzić walkę polityczną. Tego rodzaju autorefleksja podnosi wartość całej książki, ponieważ pokazuje, że jej bohaterowie potrafią krytycznie oceniać także własne środowisko.
Jeżeli pierwsza część książki opiera się przede wszystkim na świadectwach uczestników wydarzeń, to druga wyraźnie pokazuje, że autor nie zamierza poprzestać na pamiętnikarskiej narracji. Do dyskusji zaprasza historyków zawodowo zajmujących się dziejami najnowszymi, dzięki czemu publikacja nabiera dodatkowego wymiaru. Wspomnienia zostają skonfrontowane z warsztatem badawczym, dokumentami oraz wieloletnimi studiami nad źródłami.
Szczególnie interesująca jest rozmowa z dr. Witoldem Bagieńskim. To jeden z najwybitniejszych badaczy aparatu wywiadowczego Polski Ludowej, który od lat analizuje mechanizmy działania komunistycznych służb specjalnych. Jego obecność w książce nie jest przypadkowa. Pozwala spojrzeć na działalność emigracji nie tylko oczami jej uczestników, ale również przez pryzmat działań prowadzonych przeciwko niej przez aparat bezpieczeństwa PRL. Dzięki temu czytelnik otrzymuje znacznie pełniejszy obraz rzeczywistości, w której funkcjonowały organizacje polonijne. Uświadamia sobie, że każda większa inicjatywa niepodległościowa niemal automatycznie stawała się przedmiotem zainteresowania wywiadu i kontrwywiadu komunistycznego państwa.
Podobnie ważny jest udział dr. Grzegorza Wołka. Od wielu lat zajmuje się on historią opozycji antykomunistycznej oraz działalnością środowisk emigracyjnych. W rozmowie z Markiem Boberem zwraca uwagę na problem często pomijany w popularnych opracowaniach – brak systematycznych badań nad ogromną częścią aktywności Polonii amerykańskiej. Paradoks polega na tym, że o wielu akcjach protestacyjnych organizowanych w Nowym Jorku, Waszyngtonie czy Chicago zachowały się jedynie rozproszone fotografie, ulotki, pojedyncze artykuły prasowe i wspomnienia uczestników. Bez ich zebrania oraz opisania kolejne pokolenia historyków byłyby skazane na rekonstruowanie wydarzeń z fragmentarycznych materiałów.
To właśnie tutaj ujawnia się jedna z największych zalet całej publikacji.
Marek Bober nie próbuje udowadniać, że napisał dzieło ostateczne. Wręcz przeciwnie – pozostawia czytelnikowi świadomość, że jest to początek większego przedsięwzięcia. Książka przypomina momentami wielkie archiwum pamięci, w którym każda rozmowa staje się kolejnym dokumentem zabezpieczonym przed zapomnieniem. To podejście budzi szacunek, ponieważ autor doskonale rozumie upływ czasu. Wielu bohaterów jego książki przekroczyło już osiemdziesiąty, a nawet dziewięćdziesiąty rok życia. Każda nieprzeprowadzona rozmowa mogłaby oznaczać bezpowrotną utratę kolejnego fragmentu historii.
Nie sposób pominąć także rozmowy z Andrzejem Mycem. Jest ona ważna nie tylko ze względu na przedstawione fakty, lecz przede wszystkim dlatego, że pokazuje codzienność ludzi zaangażowanych w działalność niepodległościową. Historia bardzo często zapamiętuje nazwiska liderów, ministrów czy przywódców wielkich organizacji. Znacznie rzadziej dostrzega tych, którzy przez lata wykonywali żmudną pracę organizacyjną, przygotowywali wydarzenia, utrzymywali kontakty między środowiskami i dbali o to, aby kolejne inicjatywy mogły dojść do skutku. Bober konsekwentnie oddaje głos właśnie takim ludziom, dzięki czemu jego książka staje się historią wspólnoty, a nie jednego środowiska czy jednej organizacji.
Bardzo dobrze wypada również rozmowa z Andrzejem Kołodziejem. To postać symboliczna dla dziejów „Solidarności”, a zarazem człowiek, którego życiorys doskonale pokazuje, jak mocno splatały się losy kraju i emigracji. Autor nie traktuje go wyłącznie jako bohatera wydarzeń sierpniowych. Interesuje go przede wszystkim refleksja nad ceną, jaką płacili ludzie angażujący się w działalność niepodległościową, oraz nad odpowiedzialnością za pamięć historyczną. Dzięki temu rozmowa wykracza daleko poza zwykłe wspomnienia.
Na szczególne uznanie zasługuje fakt, że Marek Bober nie narzuca rozmówcom gotowych ocen. Pozwala im mówić własnym językiem. Nie wygładza emocji, nie usuwa różnic poglądów i nie próbuje tworzyć sztucznej jednomyślności. W efekcie książka zyskuje autentyczność, której często brakuje publikacjom pisanym wyłącznie z perspektywy jednego autora. Czytelnik ma wrażenie uczestnictwa w wielogłosowej debacie nad historią, a nie lektury pracy podporządkowanej jednej z góry przyjętej tezie.
Jednym z największych osiągnięć Marka Bobera jest to, że nie pozwala czytelnikowi patrzeć na historię wyłącznie przez pryzmat polityki. Owszem, na kartach książki pojawiają się prezydenci Stanów Zjednoczonych, członkowie Kongresu, ministrowie, działacze opozycji i liderzy organizacji emigracyjnych. Jednak niemal na każdej stronie autor przypomina, że za wielkimi wydarzeniami stali zwyczajni ludzie.
To właśnie oni tworzą prawdziwy fundament tej książki.
Czytelnik poznaje ludzi, którzy po zakończeniu pracy zawodowej jechali kilkadziesiąt kilometrów, aby przygotować kolejną demonstrację pod siedzibą ONZ. Spotyka osoby, które własnym samochodem rozwoziły ulotki, przygotowywały transparenty, organizowały zbiórki pieniędzy dla rodzin internowanych oraz transport sprzętu poligraficznego do Polski. W ich relacjach nie ma patosu. Jest za to codzienność służby wykonywanej z przekonania, że nawet najmniejszy wysiłek może przybliżyć odzyskanie wolności.
To właśnie ta zwyczajność okazuje się najbardziej niezwykła.
Marek Bober bardzo świadomie unika budowania pomników. Nie tworzy galerii nieskazitelnych bohaterów. Jego rozmówcy bywają krytyczni wobec siebie nawzajem, różnią się ocenami wydarzeń, niekiedy wracają do dawnych sporów. Dzięki temu książka zachowuje wiarygodność. Historia przestaje być czarno-biała. Czytelnik dostrzega, że środowisko emigracyjne było żywym organizmem, w którym ścierały się różne wizje działania, odmienne temperamenty i różne doświadczenia życiowe.
To niezwykle cenna lekcja.
Zbyt często współczesna historiografia próbuje porządkować przeszłość według prostych schematów. Tymczasem autor pokazuje coś znacznie bardziej interesującego – wspólnotę ludzi, którzy mimo różnic potrafili współpracować wtedy, gdy wymagał tego interes Polski.
Na uznanie zasługuje także sposób prowadzenia rozmów. Marek Bober nie stara się błyszczeć własną erudycją ani dominować nad rozmówcami. Jest uważnym słuchaczem. Pozwala bohaterom rozwijać myśli, wracać do wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat i dopowiadać szczegóły, które w klasycznym wywiadzie prasowym zapewne zostałyby skrócone podczas redakcji. Dzięki temu czytelnik ma poczucie uczestnictwa w autentycznej rozmowie, a nie lektury starannie wyreżyserowanego wywiadu.
To właśnie dlatego książkę czyta się z tak dużym zainteresowaniem.
Nie jest to zbiór dat. Nie jest to katalog nazwisk. Nie jest to nawet klasyczna historia emigracji. To zapis pamięci.
A pamięć ma swoją dynamikę. Wraca do wydarzeń pozornie błahych, zatrzymuje się przy drobnych szczegółach, przywołuje nazwiska ludzi, których nie znajdziemy w podręcznikach. Czasem jedno zdanie wypowiedziane przez świadka wydarzeń mówi więcej niż kilkanaście stron naukowej analizy. Marek Bober doskonale rozumie tę zasadę i świadomie oddaje pierwszeństwo żywemu świadectwu.
Właśnie dlatego książka posiada wartość, której nie da się przecenić.
Za dwadzieścia czy trzydzieści lat wielu rozmówców autora nie będzie już mogło opowiedzieć swoich historii. Pozostaną nagrania, fotografie i… ta książka.
To być może jej najważniejsza misja. Nie tylko opowiedzieć historię. Ocalić ją.
Czytając kolejne rozdziały, coraz trudniej oprzeć się pewnej refleksji.
Przez ostatnie trzydzieści lat powstały setki książek opisujących działalność komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Powstały dziesiątki biografii funkcjonariuszy PRL, generałów, sekretarzy partii i agentów służb specjalnych. Znacznie mniej miejsca poświęcono ludziom, którzy przez całe lata konsekwentnie budowali zaplecze wolnej Polski poza jej granicami.
Powstaje więc pewien paradoks. Wiemy znacznie więcej o mechanizmach działania państwa komunistycznego niż o tych, którzy przez lata próbowali je osłabić.
Marek Bober ten paradoks dostrzega. I właśnie dlatego jego książka wydaje się tak potrzebna. Nie próbuje pisać historii od nowa. Przywraca proporcje.
Przypomina, że dzieje Polski nie kończyły się na granicach PRL. Że obok podziemnych drukarni działały polonijne redakcje gazet. Obok konspiracyjnych mieszkań istniały biura organizacji emigracyjnych. Obok kurierów przewożących wydawnictwa funkcjonowali ludzie zdobywający środki finansowe, sprzęt, poparcie polityczne i zainteresowanie światowych mediów.
Bez tego drugiego frontu historia lat osiemdziesiątych wyglądałaby zupełnie inaczej.
Jednym z najbardziej poruszających elementów książki jest sposób, w jaki Marek Bober ukazuje ciągłość polskiej walki o niepodległość. Nie przedstawia emigracji lat osiemdziesiątych jako zjawiska oderwanego od wcześniejszych pokoleń. Przeciwnie – pokazuje ją jako naturalną kontynuację wysiłku rozpoczętego jeszcze przez żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, kontynuowanego przez żołnierzy podziemia antykomunistycznego i podejmowanego później przez kolejne pokolenia Polaków rozsianych po świecie.
Symbolicznym zwieńczeniem tej opowieści staje się rozdział poświęcony pułkownikowi Marianowi Gołębiewskiemu.
To wybór niezwykle trafny.
Gołębiewski jest bowiem postacią, w której jak w soczewce skupiają się najważniejsze doświadczenia polskiego XX wieku. Żołnierz kampanii wrześniowej, cichociemny, oficer Armii Krajowej, uczestnik akcji „Burza”, więzień stalinowski, działacz niepodległościowy – jego biografia mogłaby stanowić materiał na kilka oddzielnych książek. Tymczasem Marek Bober nie traktuje go wyłącznie jako bohatera historycznego. Przypomina przede wszystkim człowieka, który do końca życia pozostał wierny tym samym wartościom.
To niezwykle ważne przesłanie całej publikacji.
W kolejnych rozmowach bardzo często pojawia się bowiem słowo „służba”. Nie kariera. Nie popularność. Nie polityka. Służba.
Autor konsekwentnie pokazuje ludzi, którzy niezależnie od miejsca zamieszkania uważali się przede wszystkim za Polaków odpowiedzialnych za los własnego państwa. Dla jednych oznaczało to organizowanie demonstracji przed siedzibą Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dla innych – prowadzenie audycji radiowych, przygotowywanie wydawnictw, zbieranie funduszy czy utrzymywanie kontaktów z amerykańskimi politykami. Formy działalności były różne, ale motywacja pozostawała wspólna.
To właśnie ten wspólny mianownik autorowi udało się uchwycić najlepiej. Czytelnik stopniowo odkrywa, że książka nie opowiada wyłącznie o emigracji. Opowiada o odpowiedzialności. O poczuciu obowiązku wobec Ojczyzny. O przekonaniu, że wolność nie jest dana raz na zawsze i że wymaga nieustannej troski – niezależnie od tego, czy mieszka się w Warszawie, Gdańsku czy na nowojorskim Greenpoincie.
Im dłużej czyta się tę książkę, tym mocniej nasuwa się jeszcze jedna refleksja. Historia bardzo często bywa niesprawiedliwa. Jednych bohaterów wynosi na pomniki. Innych pozostawia w cieniu. Nie dlatego, że zrobili mniej. Czasem tylko dlatego, że wykonywali swoją pracę daleko od kamer, mikrofonów i pierwszych stron gazet.
Marek Bober postanowił wyprowadzić tych ludzi z cienia. Nie tworzy jednak nowego panteonu. Nie buduje legend. Przywraca pamięć. A pamięć – zwłaszcza pamięć historyczna – jest jednym z fundamentów narodowej tożsamości. Bez niej nawet największe zwycięstwa z czasem tracą swoje znaczenie. Dlatego wartość tej książki nie polega wyłącznie na liczbie przywołanych faktów ani na bogactwie zgromadzonych fotografii i dokumentów. Jej największym osiągnięciem jest ocalenie ludzkich głosów. Za kilka lub kilkanaście lat wiele z nich mogłoby już nigdy nie zostać usłyszanych. Dzięki tej publikacji pozostaną.
I właśnie dlatego uważam, że „Wolności potrzeba Polsce” nie jest wyłącznie książką o przeszłości. To książka napisana z myślą o przyszłości.
Można napisać książkę pełną dat, nazwisk i dokumentów. Można także napisać książkę pełną emocji. Znacznie trudniej połączyć jedno z drugim, nie popadając ani w suchą kronikę, ani w publicystykę.
Markowi Boberowi ta sztuka się udała.
„Wolności potrzeba Polsce” jest przede wszystkim książką o ludziach. O tych, którzy nie godzili się na zniewolenie Polski i z dala od Ojczyzny robili wszystko, aby świat nie zapomniał o narodzie pozostawionym za żelazną kurtyną. Nie byli postaciami z pomników. Mieli rodziny, pracę, własne problemy, a mimo to znajdowali czas i siły, by angażować się w sprawy większe od siebie.
Autor oddaje głos właśnie im.
Dlatego czytelnik nie obcuje z abstrakcyjną historią, lecz z żywymi świadectwami ludzi, którzy współtworzyli wydarzenia decydujące o losach Polski.
Największą wartością tej książki nie jest jednak nawet bogactwo materiału źródłowego ani imponująca liczba opisanych osób. Jest nią przywracanie pamięci. Pamięci o środowiskach polonijnych, organizacjach, działaczach społecznych, politykach, duchownych, dziennikarzach i zwykłych emigrantach, których wkład w odzyskanie przez Polskę pełnej suwerenności przez długie lata pozostawał na marginesie historycznej narracji.
To właśnie tę lukę Marek Bober konsekwentnie wypełnia.
Nie po to, by kogokolwiek stawiać na piedestale, lecz po to, by historia była pełniejsza, uczciwsza i bliższa prawdzie.
Po lekturze tej książki trudno oprzeć się refleksji, że wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze. Jest owocem pracy, odwagi, wytrwałości i odpowiedzialności tysięcy ludzi, z których większość nigdy nie trafi na pierwsze strony podręczników.
Dobrze więc, że przynajmniej część z nich znalazła swoje miejsce na kartach tej książki.
Bo naród trwa tak długo, jak długo trwa jego pamięć. A pamięć – jeśli nie zostanie zapisana – odchodzi razem z ludźmi. „Wolności potrzeba Polsce” jest właśnie takim zapisem. I dlatego jest książką ważną.
Piotr Korycki