Facebook

Tomasz Piechal. Szkice Wschodnie: ROSYJSKI DZIEŃ ZWYCIĘSTWA

2022-05-09 11:38:47

Analiza bieżącej sytuacji w Ukrainie po inwazji sił rosyjskich. Najbardziej prawdopodobne strategiczne i polityczne cele inwazji Rosji na Ukrainę – Tomasz Piechal, analityk ds. Ukrainy.

 

Dzień Zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej to najważniejsze święto we współczesnej mitologii Rosji. W okresie putinizmu 9 maja nabrał nowego wymiaru i stał się głównym symbolicznym spoiwem całej rosyjskiej neo-imperialnej ideologii, jego podstawą, fundamentem zbiorowej wyobraźni. Organizowane z wielką pompą parady na placu Czerwonym, pokazy sztucznych ogni, marsze pamięci „Nieśmiertelnego pułku” i tysiące wydarzeń w całej Rosji stały się okazją do zbiorowej manifestacji rosyjskiej dumy i wiary w potęgę. Jednak nie zawsze tak było, również to święto, ten element pamięci zbiorowej, przeszło długą ewolucję, podlegając intensywnej inżynierii społecznej. Na tym przykładzie dobrze widać, jakim procesom poddawane – i jakim procesom poddawało się – rosyjskie społeczeństwo na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Bez zrozumienia wagi tego mitu trudno zrozumieć Rosję. I właśnie o tym będzie tekst poniżej 

◼️ ROSYJSKI DZIEŃ ZWYCIĘSTWA

„Ten Dzień Zwycięstwa, prochem pachnący, to święto z siwymi włosami na skroniach. To radość ze łzami w oczach. Dzień Zwycięstwa, Dzień Zwycięstwa, Dzień Zwycięstwa”.
Refren tej pieśni zna absolutnie każdy na całym obszarze dawnego Związku Radzieckiego. „Dzień Zwycięstwa” to obok kompozycji „Święta wojna” absolutny kanon w post-radzieckim uniwersum pamięci o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej [w skrócie WWO]. Po raz pierwszy została ona wykonana w roku 1975 podczas obchodów 30. rocznicy WWO, jednak dopiero parę miesięcy później, w listopadzie, podbiła serca obywateli ZSRR – wówczas na koncercie zorganizowanym z okazji Dnia Milicji wykonał ją Lew Leszczenko. Od tego momentu pieśń stała się ogólnokrajowym hitem i na dobre zaczęła pełnić rolę utworu, który obowiązkowo musi zostać wykonany na każdym koncercie z okazji 9 maja.
To, że ta pieśń została hitem w połowie lat 70-tych nie jest dziełem przypadku – to właśnie bowiem w okresie rządów Leonida Breżniewa mit Dnia Zwycięstwa nad faszyzmem i hitlerowskimi Niemcami zaczął być budowany z całą siłą. Dzisiaj mając przed oczyma rzędy rosyjskich żołnierzy maszerujących po placu Czerwonym każdego 9 maja, pamiętając ile wokół każdej rocznicy było doniesień medialnych (np. o tym jak samoloty latają nad Moskwą, aby rozproszyć chmury i smog, tak, aby niebo nad Kremlem w dniu święta było przejrzyste), a nade wszystko mając w uszach donośne i – szczególnie dzisiaj – mrożące krew w żyłach URRRAAA! dobywające się z gardeł zebranych „ruskich sołdatów”, można ulec złudzeniu, że tak było zawsze, że Rosja zawsze z taką pompą celebrowała „swoje” zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Jednak prawda jest inna. Przez lata 9 maja nie był w Związku Radzieckim nawet świętem, a dopiero parędziesiąt lat po zakończeniu wojny kremlowscy przywódcy postanowili wykorzystać ten mit do swojej inżynierii społecznej.
Bardzo ogólnie można wyznaczyć cztery główne etapy zmiany stosunku do tej rocznicy, które idą w rytm zmian przywódców zasiadających na Kremlu – Stalina, Chruszczowa, Breżniewa i Putina.

1️⃣

Przez pierwsze powojenne lata Dzień Zwycięstwa pozostawał de facto w cieniu względem obchodów Święta Pracy, jak i kolejnych rocznic Rewolucji Październikowej. Gigantyczna trauma i ogrom ofiar powodował, że za czasów Stalina obchody były mocno ograniczone, dzień ten nie miał statusu święta (prócz okresu 1945-1947) i był zwykłym dniem roboczym – odstępstwem od normy były tylko salwy wystrzeliwane tego dnia jako znak pamięci. Sama propaganda nie zajmowała się krzewieniem tego mitu, nie produkowano masowo filmów na ten temat, a weterani pozostawali porzuceni, poranieni, często kalecy na duszach i ciałach, w zapomnieniu. Wielu historyków tłumaczy takie podejście Stalina do tej rocznicy przez pryzmat jego lęków i obaw. Budowa kultu kolektywnego, zbiorowego zwycięstwa – w obliczu milionów zaprawionych w bojach żołnierzy, jak i okrytych „chwałą” radzieckich generałów – mógłby bowiem zagrozić budowanemu przez niego kultowi jednostki, kultowi Józefa Stalina. Jeżeli miało to być czyjeś zwycięstwo, to tylko i wyłącznie jego. Dodatkowo argumentem miało być to, że przede wszystkim trzeba było zająć się odbudową zniszczonego kraju. Na pamięć o tych wydarzeniach pora miała nadejść później.

2️⃣

Pierwszym pierwiosnkiem zmiany podejścia do Dnia Zwycięstwa i Wielkiej Wojny Ojczyźnianej była epoka rządów Nikity Chruszczowa. To wówczas dano zielone światło na podjęcie tego tematu przez propagandę oraz artystów, powstały tak znane i poruszające filmy, jak „Lecą żurawie” (1957), „Los człowieka” (1959), „Ballada o żołnierzu” (1959) czy „Ojciec żołnierza” (1964). Ich punktem wspólnym, który najlepiej obrazuje podejście do tematu WWO w ZSRR w tym okresie, było skupienie się na pokazaniu ran, strat i ofiary, którą ponieśli ludzie i żołnierze. Dominowało podejście bliższe „przeniesionej” i „opóźnionej” żałoby, aniżeli triumfu. To był czas, kiedy dominował ból, a nie feta. 9 maja stawał się bardziej dniem pamięci, aniżeli dniem zwycięstwa. Takie podejście było efektem polityki Chruszczowa, który stawiał na destalinizację, obalanie kultu jednostki. W ograniczonym stopniu dano wówczas pole do opowiadania o stratach poniesionych w czasie wojny. Niemniej, 9 maja nadal pozostawał zwykłym dniem roboczym. Zwycięstwo nadal zbyt mocno kojarzyło się z towarzyszem Stalinem.
3️⃣
Przełom w podejściu do pamięci o WWO nadszedł w roku 1965. To wówczas na 20. rocznicę zakończenia wojny, po raz pierwszy na tak dużą skalę od 1947 roku świętowano 9 maja. Nowy przewodniczący KC ZSRR, Leonid Breżniew, który sam traktował siebie jako weterana tego konfliktu (był wówczas wysokim oficerem politycznym oddelegowanym na południowy front; w roku 1945 brał udział m.in. we wkraczaniu Armii Radzieckiej do Pragi), postanowił wykorzystać to wydarzenie jako jeden z podstawowych budulców do ustanowienia „narodu radzieckiego”. Zaczęła dominować narracja triumfalistyczna, pokazująca ten konflikt jako zwycięski dla całego ZSRR, który był efektem wspólnego, zbiorowego wysiłku wszystkich narodów wchodzących w jego skład. Powstające wówczas filmy i propaganda skupiała się na prezentacji chwały i męstwa żołnierzy, wyraźnie zmienił się ich ton i wydźwięk – miejsce artyzmu filmów o tej tematyce z czasów Chruszczowa zastępowało z każdym rokiem coraz bardziej (na miarę ZSRR) pop-kulturowe podejście. Od 9 maja 1965 roku Dzień Zwycięstwa stał się oficjalnym świętem państwowym, dniem wolnym od pracy, a w następnych latach masowo zaczęto budować na terenie całego państwa pomniki i miejsca upamiętniające tryumf ZSRR. To wówczas m.in. ustanowiono „wieczny ogień” pod murami Kremla, a w ślad za tym praktycznie w każdym większym mieście ustanowiono podobne instalacje. Dzień Zwycięstwa nabrał charakteru mitu masowego i totalnego.
4️⃣
Wpierw epoka pierestrojki, rządy Gorbaczowa, a następnie upadek ZSRR i epoka jelcynowska, spowodowały, że na kilkanaście – krótkich, za krótkich – lat, narracja na temat swojej historii w Rosji zaczęła upływać pod znakiem otwierania archiwów, mówienia o zbrodniach stalinizmu, błędach i wypaczeniach, niekompetencji dowódców, taktyki rzucania do walk żołnierzy jako „mięso armatnie” itd. Mówiąc krótko – na ile było to możliwe, zaczęto mówić prawdę. Prawda ta jednak była bolesna, okrutna, obalała imperialne narracje i mity. W połączeniu z gigantycznym kryzysem gospodarczym lat 90-tych dała prawdziwą mieszankę wybuchową, która ostatecznie legła u podstaw legitymacji rządów twardej ręki Władimira Putina. To właśnie on bowiem zdecydował się na odejście od – w swoim i wielu Rosjan rozumieniu – okresu smuty, „samobiczowania”, obiecał powrót do dumy i imperium, co idealnie trafiło w potrzeby „upokorzonego narodu imperialnego”. Podobnie jak Breżniew, Putin zrozumiał, że mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej będzie idealnym nośnikiem, perfekcyjnym wehikułem dzięki któremu będzie można osiągnąć cele w polityce wewnętrznej, historycznej, tożsamościowej, jak i zagranicznej.
W początkowej fazie putinizmu, prócz rozniecania atmosfery rosyjskiej dumy, Dzień Zwycięstwa i Wielka Wojna Ojczyźniana zaczęła być przez Rosję traktowana jako narzędzie do utrzymywania w swojej strefie wpływów, w obszarze wspólnej pamięci i wspólnej tożsamości, wszystkich narodów dawnego ZSRR. I to mimo tego, że dla większości Rosjan praktycznie zawsze było to przede wszystkim „ich” zwycięstwo, jak i „ich” ofiara. W ich optyce to naród rosyjski miał najbardziej cierpieć i ponieść najwięcej strat ludzkich. Tymczasem według różnych statystyk można uznać, że pod kątem zniszczeń i strat cywilnych największe straty ponieśli Białorusini, a pod względem ofiar wśród żołnierzy – Ukraińcy.
Tym niemniej, poprzez celebrę i uświęcanie wspólnej ofiary Związku Radzieckiego, Rosjanie dążyli do utrzymywania na poziomie emocjonalnym związków swoich „ziem i narodów utraconych”. Rezonowało wówczas jeszcze echo breżniewowskiej inżynierii wspólnotowej i stąd tak nerwowe reakcje wywoływały na Kremlu wszelki przejawy prób obalania tego mitu (najgłośniejszym przykładem był demontaż pomnika radzieckich żołnierzy w Tallinie w 2007 roku, który wywołał m.in. cyfrową agresję Rosji).
🎺 Prawdziwy przełom nastąpił jednak w okresie 2008-2013 roku. Wpierw wojna w Gruzji, a następnie agresja skierowana przeciw Ukrainie (aneksja Krymu, rozniecanie separatyzmów lokalnych, wojna w Donbasie) stały się jasnymi sygnałami wzrastającego rosyjskiego militaryzmu. W efekcie coraz bardziej paląca dla Kremla stała się potrzeba „pracy nad społeczeństwem” w taki sposób, aby było ono w stanie nie tylko akceptować, ale wręcz wspierać przyszłą ekspansję terytorialną, być gotowe do rzucenia się „w śmiertelny bój z faszystowskimi siłami mroku, z przeklętą ordą” (cyt. z pieśni „Święta wojna”). Przekaz coraz bardziej zaczął służyć celom wewnętrznym, był przede wszystkim kierowany do Rosjan.

🎦

W wojennym roku 2008 (inwazja na Gruzję) na ekrany rosyjskich kin wszedł film „My z przyszłości”. To opowieść o tym, jak grupa współczesnych nastolatków z Petersburga w magiczny sposób przenosi się do czasów II wojny światowej i zostaje zmuszona stanąć ramię w ramię z radzieckimi żołnierzami do walki z Niemcami [trailer]. Film okazał się hitem i odbił się szerokim echem – w końcu pokazywał wprost pomost między współczesnością a przeszłością, dzieciaki z ery wczesnego putinizmu na ekranie brały w ręce karabiny i stawały do boju z faszystami. Uderzająca dosłowność, która była jednak tylko preludium.
🎥 W następnych latach państwowa maszyna na potęgę rozkręciła produkcję filmów i seriali poświęconych tematyce WWO. Wydawano wielomilionowe budżety, realizowano oszałamiające sceny batalistyczne – rosyjskie kina wypełniły prawdziwe blockbustery mówiące o chwale rosyjskiego oręża w walce z faszyzmem. Wystarczy przejrzeć tylko kilka tytułów by zrozumieć skalę tych produkcji: „Twierdza brzeska” (2010), „Stalingrad” (2013), „Bitwa o Sewastopol” (2015) czy „T-34” (2018).
Bodaj najbardziej symboliczną produkcją byli jednak „Spaleni słońcem 2” w reżyserii Nikity Michałkowa z roku 2010. Film ten stał się swoistym otwarciem na nową rosyjską politykę historyczną. Kto oglądał pierwszą część ten wie, że sam pomysł zrobienia jej kontynuacji był karkołomny. Tym niemniej, losy tego dyptyku najlepiej pokazują pogrzebanie podejścia, które zdominowało Rosję w latach 90-tych. Pierwszy część filmu była bowiem autentycznym arcydziełem filmowym, poruszającą próbą rozliczenia się ze stalinizmem. Druga stała się najczystszą propagandą rosyjskiego militaryzmu, podbudową mitu dzięki któremu Putin mógł zacząć realizować marzenia swoje i wielu Rosjan. Wpierw w Gruzji, a od ośmiu lat na Ukrainie.

***

✅ Dzisiaj Dzień Zwycięstwa to rozkręcona na niewyobrażalną skalę propaganda, mit-wehikuł dający Rosjanom dumę ze swojej ojczyzny, swoich żołnierzy, sankcjonujący rosyjski ekspansjonizm, wybielający i nadający praktycznie sakralny charakter wszelkim działaniom władz zmierzających do odbudowy utraconego imperium. Mit budowany przez dziesięciolecia, podlegający licznym zmianom, który w końcu za późnego Putina osiągnął monstrualny kształt. Dzisiaj to – cytując całkiem popularnego swego czasu w Rosji autora – prawdziwe opium dla mas. I warto o tym pamiętać patrząc na kolejną wystawną paradę na placu Czerwonym. Jest to symboliczny fundament tego, co Rosjanie robią na Ukrainie. To właśnie na tym micie ufundowany jest bowiem w dużej mierze rosyjski ekspansjonizm, jak i poczucie słuszności – w końcu Rosja, gdy idzie w bój, to tylko w słusznej sprawie. Świętej sprawie.
8 maja 2022, niedziela, g. 21:00

Tomasz Piechal – Szkice Wschodnie

– dziennikarz, ekspert ds. wschodnich. Redaktor naczelny TVP Dokument. W latach 2014-2018 analityk ds. Ukrainy w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia. Relacjonował dla polskich mediów rewolucję godności oraz aneksję Krymu.

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

TOiOWO NAUKOWO

Roboty i emocje

  Adepci Robotycznej Szkoły Aktorskiej świetnie czują się w każdym reper…

Wrzesień w Koperniku

Cywilizacja algorytmów na Festiwalu Przemiany. Plenerowy koncert muzyki elektron…

MACHINA SAPIENS - wystawa festiwalu Prze…

Sztuczna inteligencja w coraz większym stopniu wkracza w nasze życie. Powoli – l…