Facebook

„Zwierzęta to nie maszynki do zarabiania pieniędzy”

2016-04-07 10:49:59

Eko-terroryści. Tak nazywani są dzisiaj przez właścicieli największych cyrków w Polsce obrońcy praw zwierząt. O co walczą, co zarzucają cyrkom? Na ten temat rozmawiamy z Joanną Kołsut – przedstawicielką obrońców praw zwierząt.

Podstawowe pytanie. Co Wy, obrońcy praw zwierząt, zarzucacie polskim cyrkom?

Przede wszystkim wykorzystywanie dzikich zwierząt do zapewniania ludziom rozrywki. Zwierzęta – na przykład lwy i tygrysy – powinny żyć w swoim środowisku naturalnym. Nasze warunki to nie jest ich klimat. Te zwierzęta nie są przystosowane do życia w Polsce.

 Właściciele cyrków twierdzą jednak, że to nie są dzikie zwierzęta, ponieważ są wychowywane od maleńka w Europie, karmione butelką…
Moim zdaniem w tym przypadku jest to mało istotne. Od wielu wielu lat żyły na swoich terenach. One są przystosowane do życia w swoim środowisku. Poza tym „dzikie” nie oznacza, że nie są związane z człowiekiem. Mogą być, ale dzikie oznacza nieudomowione, żyjące w warunkach niezależnych od człowieka. Widziałeś kiedyś tygrysa pilnującego czyjegoś domu?

 Nie widziałem, ale czy zwierzę, które żyje w środowisku człowieka od małego, a jest tygrysem, nie jest udomowione?
Nie. Taka jest definicja słów „dzikie zwierzęta”. One przez lata przystosowywały się do warunków, jakie panują na ich terenie. Ich genetyka jest na to nastawiona. Większość zwierząt można „udomowić”. Człowieka też – można przecież Polaka wychować w Afryce, ale czy będzie się tam czuł dobrze? Wydaje mi się, że nie. Nasze organizmy są również przystosowane do życia na terenach, jakie od wieków zamieszkiwali nasi przodkowie. Tak samo jest ze zwierzętami. Myślisz, że niedźwiedź polarny czuje się dobrze w klimacie Polski? Podobnie jak większość cyrków działa zoo.

 Okej, odstawmy na chwilę temat zwierząt dzikich, przejdźmy do tych wychowywanych w naszym klimacie, na przykład z koni, które również występują na cyrkowych arenach…
Konie od wieków służyły człowiekowi jako siła pociągowa, środek transportu, pomagały ludziom na wojnie. To są zwierzęta domowe. Konie wykorzystywało się od zawsze, zawsze były blisko człowieka. One są przyzwyczajone do obecności ludzi. Do występów koni na arenie cyrkowej nic nie mam. Sama jeżdżę konno. Tylko jest jeszcze kwestia szkolenia tych zwierząt. Mam nadzieję, że szkoli się je tak, jak powinno.

Czy chcecie zatem, aby wszystkie zwierzęta zniknęły z cyrkowych aren, czy raczej, żeby zniknęły tylko lwy, a konie zostały?
Osobiście chciałabym, żeby zwierzęta żyjące dziko, nie na naszym kontynencie, były tam, gdzie powinny, czyli na swoim terenie, w swoim środowisku. Wolałabym, żeby ludzie oglądali je na zdjęciach, albo w telewizji, a nie na arenie cyrkowej. Jeśli chodzi o konie i inne udomowione zwierzęta, chciałabym również, żeby zniknęły z cyrkowych aren. Przecież jest tyle rzeczy, którymi można zabawiać ludzi. Zaraz pewnie pojawi się pytanie: „ale czemu konie nie mogą zostać? przecież sama jeździsz konno”. Tak, jeżdżę, ale robię to dla siebie. Nie dla przyjemności innych.

 To co, Twoim zdaniem, jest tymi innymi rzeczami, które mogą zastąpić zwierzęta? Dyrektorzy cyrków tłumaczą, że zwierzęta w cyrku być powinny – choćby po to, by edukować dzieci, pokazywać im, jak wygląda koza, lew czy papuga. Jak widzisz polski cyrk bez zwierząt?
Ja nie jestem kimś, kto zarządza cyrkiem. Sama do nich nie chodzę, więc nawet za bardzo nie wiem, co można tam zobaczyć. Są przecież ludzie, którzy uważają się za magików. Raczej nie mają tylko kilku sztuczek. W końcu to magia (śmiech). Gdyby to zajmowało ok. 90% scenariusza, to bardzo chętnie bym się wybrała, żeby coś takiego zobaczyć. Poza tym wydaje mi się, że na takie pokazy wybierają się głównie dzieci, które mają ogromną wyobraźnię. Myślę, że ci ludzie, którzy wymyślają scenariusze spektakli cyrkowych z udziałem zwierząt, wymyśliliby coś równie fantastycznego – tylko z udziałem ludzi. Według mnie zwierzęta to trochę pójście na łatwiznę.

 Właściciele cyrków nazywają Was, obrońców praw zwierząt, eko-terrorystami. Czy trochę tak nie jest?
Niestety się z nimi zgodzę. Bywają ludzie, którzy troszeczkę przesadzają z tą swoją „miłością do zwierząt”.

 Są podstawy do tego, by twierdzić, że zwierzęta są bite i terroryzowane?
Tak. Myślę, że jedną z metod tresury jest bicie i terroryzowanie. Szczególnie tych egzotycznych, dzikich zwierząt. Zobacz, jeśli zdenerwujesz psa czy konia, to masz jakieś szanse na poskromienie go i obronienie się. Natomiast jeśli zdenerwujesz lwa, to myślę, że masz niewielkie szanse. One są nieobliczalne i bardzo niebezpieczne. Najłatwiej jest przecież takiemu zwierzęciu pokazać: „jeżeli Ty spróbujesz mi coś zrobić, ja zrobię ci coś gorszego, coś, co cię zaboli”.

A czy Twoim zdaniem włodarze miast, którzy podjęli decyzję o tym, żeby nie wpuszczać cyrku ze zwierzętami do swojego miasta podjęli słuszną decyzję?
Oczywiście!

Dlaczego?
O tym powiedziałam już wcześniej. Ludzi można zabawiać rożnymi innymi metodami. Niekoniecznie muszą to być zwierzęta.

Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również. Mam nadzieję, że kiedyś zmieni się mentalność ludzi i zobaczą, że zwierzęta to ani nie zabawki, ani nie maszynki do zarabiania pieniędzy i nie mówię tu tylko o cyrkach.

Rozmawiał Adam Balcerzak

Podobne artykuły

Comments

comments

2 komentarze

  1. Katarzyna odpowiedz

    Bardzo dobry artykuł i mądry.
    Pani wyżej zapewne sama „tresuje i katuje” więc urazono jej dumę
    Jaka szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *