Facebook

Zawód: Balsamista zwłok

2015-07-22 2:12:49

Adam Ragiel z Czarnowa (gm. Pomiechówek) to mistrz w swoim fachu. A zawód ma niecodzienny – balsamuje zwłoki i robi wszystko, by żywi nie widzieli na zmarłych oznak choroby, cierpienia i śmierci. Żeby patrząc na zmarłego bliscy powiedzieli: „O matko! On za życia nie wyglądał tak, jak teraz”

Tygodnik Nowodworski: Jak to wszystko się zaczęło?

Adam Ragiel: Nie planowałem pracy w tym zawodzie. Nie było to moim marzeniem, gdy byłem dzieckiem – wtedy jeden chce być strażakiem, drugi policjantem.

Ale zawsze interesowała mnie medycyna, ciągnęło mnie w tę stronę. Dlatego w wieku 18 lat zrobiłem kurs ratownika medycznego. Chciałem jeździć na karetce. Miałem znajomych, którzy mówili: „Nie będzie problemu, etaty się zwalniają, potrzebujemy ludzi”.

I pojeździł Pan karetką?

Nie. Jakoś się nie ułożyło. Jeden pan był na wychowawczym, miałem wskoczyć na jego miejsce, ale dwa dni wcześniej on wrócił do pracy. Czekałem dalej…

Za miesiąc była podobna sytuacja, ale tym razem na etat załapał się syn księgowej. Trzecie podejście i… nie miałem prawa jazdy kat. C, które było wtedy wymagane, żeby jeździć karetką. Więc sobie odpuściłem.

I?

Nie minął miesiąc, pojawił się znajomy i mówi, że jest praca dorywcza w zakładzie pogrzebowym. Jako asysta. Czyli przenieść trumny do kościoła, z kościoła na cmentarz. Przez jakiś czas pracowałem tak z doskoku. Uczestniczyłem w przygotowaniu zwłok i nie miałem z tym żadnego problemu. Zaczęło mnie to interesować, ale przełom nastąpił, gdy pojechaliśmy do zakładu medycyny sądowej. Brałem udział w zabieraniu zwłok spod pociągu. Wtedy pojawiły się obawy; nie wiedziałem, czy dam radę. Ale pomyślałem, że trzeba spróbować.

Ile miał Pan wtedy lat?

19. Zabraliśmy ciało, zawieźliśmy do zakładu i po raz pierwszy byłem świadkiem sekcji zwłok. Gdy zobaczyłem, jak to wszystko przebiega, jakie są czynności, jak wszystko jest opisywane, to była chwila – już wiedziałem, co będę robił.

Wtedy zacząłem szukać kursów, które przyuczają do zawodu laboranta sekcyjnego. Ale w Polsce znalezienie takiego szkolenia graniczyło z cudem. Po jakimś czasie trafiła się opcja w Katedrze Medycyny Sądowej na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie był organizowany taki roczny kurs.

Czego się tam Pan nauczył?

Wszystkich technik sekcji zwłok, czyli preparowania, przeprowadzania sekcji administracyjnych, szpitalnych i sądowych. Te ostatnie polegały na ustalaniu przyczyny zgonu. To było właśnie najciekawsze – obserwowanie, jak wszystko wygląda od środka, jak działa, tzn. działało. To mnie wciągnęło całkowicie.

W międzyczasie praca wymagała też przygotowania zwłok. I zacząłem sam szukać technik, które mogłyby ulepszyć cały ten proces. No bo u nas tego nie było. Wiadomo – każdy robił to swoimi metodami, podpatrzył, jak się gdzieś nakłada makijaż, używał zwykłych kosmetyków. Ale to nie dawało zamierzonego efektu, bo zmarły albo wyglądał sztucznie albo tworzyła się maska na twarzy.

Do tego brakowało kilku elementów, które są bardzo ważne. Chodzi o dezynfekcję, toaletę, zabezpieczanie zwłok. Dlatego zacząłem szukać szkoleń w tej dziedzinie. Ale u nas niczego podobnego nie było, więc trzeba było szukać za granicą, np. w Anglii, gdzie trafiłem do instytutu balsamacji.

Wielka Brytania była jednym z wielu punktów na pańskiej szkoleniowej mapie.

Jeździłem po różnych krajach. Chciałem poznać techniki, zwyczaje pogrzebowe, podpatrzyć, jak inni to wszystko robią. I porównać do poziomu w Polsce. Bo zawsze panowało takie przekonanie, że u nas się tego nie robi, a jeśli się robi, to dużo gorzej.

Za granicą rzeczywiście robili cuda?

Nie, nic mnie tam nie zaskoczyło, wszystko było przereklamowane. To jeszcze ja im podpowiadałem, co można zrobić inaczej.

Zdarzało się, że słyszałem, iż ciało jest kilka dni po zgonie i już za późno na pewne zabiegi. U mnie nie ma „za późno”. Ciało – niezależnie od stanu, w jakim się znajduje – zawsze musi być przygotowane. I zawsze było, a za granicą byli tym zaskoczeni.

Wtedy nastąpił kolejny przełom. Pomyślałem: ” Czemu nie uczyć tego fachu innych?”. Już wiedziałem, że mam tyle informacji, tyle techniki, że spokojnie dam radę. To był 2006 r. Ale oczywiście pojawiła się chwila zawahania – w końcu to miała być taka pierwsza szkoła w Polsce.

Co się takiego wydarzyło, że jednak zaczął Pan prowadzić szkolenia?

Musiałem przygotować zwłoki, które miały zostać przetransportowane do Stanów Zjednoczonych. Do kraju, w którym krążyła opinia, że w Polsce balsamacja jest w powijakach. Ale zrobiłem, co trzeba i po jakimś czasie otrzymałem telefon z USA, że „jest bardzo dobrze”. I tak w 2008 r. powstała szkoła, która jako jedyna w Polsce uczy technik balsamacji i przygotowania zwłok według światowych standardów.

Czy podczas szkoleń niektórzy kursanci „wymiękają”?

Zdarzają się osoby, które po jednym dniu mówią, że np. chcą zająć się samym makijażem. Pewne rzeczy ich odrażają, bo wiadomo, że czasami ciała są w różnym stanie.

A jak do kwestii przygotowania zwłok podchodzą polskie zakłady pogrzebowe?

Wielki błąd przedsiębiorców pogrzebowych jest taki, że omijają punkt przygotowania zwłok. Przyjmują odzież, wybierają najpiękniejszą trumnę, karawan, kwiaty i nie pytają, czego sobie życzy rodzina. Co z tego, że trumna będzie śliczna, gdy w środku zwłoki są w opłakanym stanie, a rodzina podejdzie i powie: „Proszę zamknąć wieko, bo nasz bliski bardzo źle wygląda”. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby ciało nie było przygotowanie – nawet, kiedy jest w stanie rozkładu. Nie zdarzyło mi się coś takiego. Tak można je zabezpieczyć, tak można ubrać, że rodzina zapamięta zmarłego takim, jakim był za życia.

Widać później tę wdzięczność bliskich, kiedy przygotuje Pan ciało?

Tak, oczywiście. Przez pewien czas, kiedy miałem szkolenia w Chorzowie, prowadziłem taką obserwację w kaplicy, aby zobaczyć reakcje ludzi. Wchodziła najbliższa rodzina i w 80 proc., kiedy ciało nie było przygotowane, prosiła o zamknięcie trumny.

Z kolei, gdy zajmowałem się zwłokami, to praktycznie w 100 proc. można było usłyszeć: „O Boże, jak ty pięknie wyglądasz. Widać, że jest ci dobrze, że to cierpienie w końcu minęło”. Albo: „O matko! On za życia nie wyglądał tak, jak teraz”.

Jak zatem przebiega cały proces przygotowania zwłok?

Odbieramy ciało np. ze szpitala, przewozimy do chłodni. Najpierw jest dezynfekcja powierzchniowa, czyli obmycie zwłok. Później następuje toaleta pośmiertna – golenie twarzy, obcinanie paznokci, podcinanie włosów. Następnie nałożenie odzieży i kosmetyka pośmiertna, czyli zatuszowanie przemian, które są na twarzy czy dłoniach.

Z kolei przy balsamacji jest dezynfekcja, toaleta, zabieg balsamacji, założenie odzieży i makijaż.

Który etap jest dla Pana najciekawszy?

Balsamacja, bo efekty są niesamowite. Ona przywraca wygląd sprzed śmierci. Polega to na tym, że do układu krążenia wstrzykuje się specjalne płyny, które trzeba dobrać w zależności od karnacji i od tego, na co zmarły wcześniej chorował. Każdy płyn ma inny kolor.

Jaki kolor by mi Pan dobrał?

W pani przypadku – przy takiej karnacji pośredniej – to byłby chromatech, taka jasna czerwień. On sprawi, że – w pomieszaniu z krwią, która pośmiertnie jest bardzo ciemna – będzie naturalny efekt. U osób o bladej karnacji, daje się ciemniejszy płyn.

Czy przyszedł kiedyś ktoś do Pana i powiedział, że „chcę wyglądać tak i tak, a jak rodzina będzie mówiła coś innego, to proszę jej nie słuchać”?

Ludzie dzwonią do mnie, mówią, że piszą testament i chcą mnie do niego wpisać, bo – gdy umrą – ich życzeniem jest, abym przyjechał i ich przygotował.

Muszę zaznaczyć, że moment pogrzebu to taka chwila, która rodzinie całkowicie odbiera myślenie. Oni nie są w stanie wybrać dobrego zakładu pogrzebowego. Słuchają sąsiadów, którzy mówią: „Idź tam, bo było dobrze”, a w rzeczywistości było zupełnie odwrotnie.

Poza tym, bliscy w takich momentach nie myślą o potrzebach zmarłego. Często zdarza się, że nie jest spełniana wola nieboszczyka. Np. zmarły nie chciał pogrzebu kościelnego, ale rodzina tego nie przyjmuje do wiadomości, bo „Co ludzie powiedzą?”.

Dlaczego w ogóle Polacy boją się zmarłych?

Bo źle wyglądają po śmierci.

Adam Ragiel prowadzi biuro usług pogrzebowych świadczących kompleksowe usługi w powiecie nowodworskim (pogrzebyragiel.pl).

 

Podobne artykuły

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *