Facebook

WYWIAD TYGODNIKA. U pani Olgi za płotem

2021-06-10 12:15:10

Zapewne wielu z Was spacerując, biegając czy jeżdżąc na rowerze nie raz mijało w Skierdach kolorowy płot z różnego rodzaju drzwi, zastanawiając się co się za nimi się kryje. Nam udało się poznać te tajemnicze miejsce i jego fascynującą właścicielkę

Małgorzata Mianowicz: Kiedy po raz pierwszy robiłam zdjęcia tego płotu nie mogłam oprzeć się mojej ciekawości, by zajrzeć przez dziurkę od klucza i choćby po części zaspokoić moją dziennikarską ciekawość. Od początku zdawałam sobie sprawę, że za takim płotem musi kryć się wiele innych niespotykanych rzeczy, a właściciele muszą być nietuzinkowymi ludźmi. Skąd wziął się pomysł na tak niezwykłe ogrodzenie? Kto za nim mieszka?
Olga Dyżakowska: Ten poprzedni plot, który ogradzał naszą posesję był dość niski, a poza tym zaczął się ze starości rozpadać. Mam dwa dogi niemieckie, to duże psy, dlatego postanowiłam zmienić ogrodzenie na wyższe. Zaczęłam się interesować sprawą i oferty z rynku trochę mnie przerosły. Pomysł przyszedł spontanicznie. Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, która robi renowacje starych mebli, ona natychmiast podjęła temat i pomogła mi pozyskać pierwszą partię drzwi. I tak idea zaczęła przeradzać się w rzeczywistość. W tej chwili ogrodzenie składa się z około 100 sztuk drzwi, pomiędzy którymi są też wmontowane obrazy rowerów nawiązujące tematyką do firmy, którą prowadzę. Drzwi przyjechały do nas z różnych regionów Polski. Jesienią 2020r. zakończyliśmy montaż i malowanie. Od tego czasu płot stoi i spełnia swoją funkcję i muszę przyznać, że wzbudza ciekawość przechodniów.
MM: Wracając do rowerów. Za płotem prowadzona jest ich produkcja. Jednak to nie są zwykłe rowery, które najczęściej spotykamy na naszych ulicach.
OD: Tak, zdecydowanie. Konstruujemy i wykonujemy rowery na specjalne zamówienia dla osób, które nie są w stanie napędzać pojazdu w sposób tradycyjny. Z naszych rowerów korzystają głównie dzieci i dorośli z niepełnosprawnościami, które do napędu używają rąk. Mamy też wśród naszych klientów wielu sportowców wyczynowych. Ramy i widelce takich rowerów wykonane są z karbonu, dlatego ich konstrukcja jest bardzo lekka i wytrzymała. Cały rower poziomy z osprzętem może ważyć tylko 9 kg. Osiągi wyczynowców na naszych rowerach to nawet 60 km/godz. Na prostej drodze. A jadąc z górki można osiągnąć prędkość ponad 100 km/godz. Jestem szczególnie dumna z faktu, że na naszych rowerach paraolimpijczycy zdobywają liczne medale. Obecnie mamy już ponad dwustu mistrzów świata w różnych kategoriach na naszych handbike`ach (rowerach z napędem ręcznym). Firma współpracuje też z różnymi fundacjami wspierającymi dzieci niepełnosprawne. Na ich potrzeby konstruujemy również inny sprzęt np. narty czy deski na wodę, który jest wykorzystywany na obozach rehabilitacyjnych. Jestem szczęśliwa, kiedy rodzice dzieci niepełnosprawnych dzwonią do nas i dziękują, bo rower, który zakupili dla swojego dziecka zmienił jego życie. Dzieciaki wracają do samodzielnego funkcjonowania, integrują się z rówieśnikami, rehabilitują się na świeżym powietrzu. To często są najlepsze decyzje i inwestycje, które pozwalają odnaleźć radość w życiu osób dotkniętych niepełnosprawnością.
MM: Czyli żadna konstrukcja się nie powtarza?
OD: Praktycznie nie. Rowery są bardzo różne. Dostosowane do potrzeb osób, które będą z nich korzystać. Robimy dwukołowce, trzykołowce, czterokołowce, specjalne przyczepki do wożenia dzieci. Takie, które mają z założenia jeździć szybko lub wręcz odwrotnie, by nie osiągały zbyt wielkich prędkości, a można było nimi np. jeździć po piasku na plaży. Są też rowery, do których dokładamy napęd elektryczny. Zawsze rozmawiamy z przyszłymi użytkownikami i staramy się zaspokoić ich potrzeby i dostosować pojazdy do ich możliwości. W ten sposób osoby nie tylko rehabilitują się, ale też często wychodzą z depresji, odzyskują pewne sprawności, stają się bardziej niezależni oraz zaczyna się dla nich drugi rozdział w życiu. Zdecydowanie trudniejszy, ale bardziej pełny, kiedy chcą czerpać z życia pełnymi garściami.
Sporo naprawiamy też carbonowych ram w rowerach klasycznych, realizujemy różne zlecenia dla wojska, świata reklamy i motoryzacji, a czasem biżuterię lub elementy wystroju wnętrz.
MM: Wiem, że nie pochodzi Pani z naszych okolic. Co zatem sprowadziło Olgę Dyżakowską w nowodworskie rejony?
OD: Ja pochodzę z Łodzi, również Rafał – mój partner i Darek – mój przyjaciel oraz jeden z pracowników naszej firmy są z Łodzi. Kiedy ukończyłam moje pierwsze studia w Warszawie (dziennikarstwo), wróciłam na chwilę do Łodzi, ale ciężko było mi znaleźć satysfakcjonującą pracę. Potem udało mi się jeszcze ukończyć Zarządzanie Organizacjami Pozarządowymi, Politykę Społeczną i Socjologię. Wróciłam do stolicy i na początku zajęłam się pracą dziennikarską. Pracowałam w przeszłości w kilku redakcjach min. w Focusie, Jestem, Sukcesie, Auto Sukcesie, Lekarzu Rodzinnym, pisałam materiały dla wydawnictw branżowych np. w Głównym Inspektoracie Pracy. Mój mąż interesował się konstrukcjami kompozytowymi, pojawili się znajomi na wózkach z pytaniami o wykonanie dla nich rowerów i w ten sposób zaczęliśmy produkcję pierwszych sprzętów dla niepełnosprawnych sportowców, którzy zaczęli zdobywać na naszych produktach międzynarodowe medale. Potem nawiązaliśmy współpracę z człowiekiem ze Szwajcarii, bardzo znanym w środowisku parasportowców. Kilka lat trwał proces, zanim firma zaczęła przynosić jakiekolwiek zyski.
Gdybym nie była przede wszystkim społecznikiem nie wiem czy miałabym w sobie tyle samozaparcia, by prowadzić własny biznes. Uważam, że prywatni przedsiębiorcy nie są traktowani w naszym kraju jako grupa w jakikolwiek sposób wspomagana, uprzywilejowana. Wręcz odwrotnie. Ile zawiłych procedur, tony niepotrzebnych zezwoleń, licencji, dokumentacji, zestawień dla urzędów trzeba generować, bo system tego wymaga, wie każdy kto podjął się ciężaru prowadzenia własnej firmy. Mnie się to udaje tylko dlatego, że widzę poważny sens w tym, co robię i otaczają mnie fantastyczni ludzie, partner, pracownicy, przyjaciele, na których zawsze mogę liczyć. Dom w Skierdach kupiliśmy jakieś 6 lat temu, potem sąsiedzi zza płotu sprzedawali swoją posesję, którą również udało się nam kupić, oczywiście z pomocą kredytów. W ten sposób żyję na dwa domy (jeden to pracownia) w wielkim ogrodzie, który jest rajem dla naszych domowych zwierząt. Odwiedzają nas też inne leśne stworzenia, które zimą dokarmiamy. Moją pasją jest fotografowanie m.in. ptaków. Udało mi się naliczyć, że odwiedza nas ok. 40 gatunków ptactwa. Poza tym częstymi gośćmi są wiewiórki, które uratowane przez zaprzyjaźnionego weterynarza znajdują u nas schronie na starcie w nowe życie.
MM: Jak znajduję pani jeszcze czas na swoje artystyczne pasje? Pani dom to jedna wielka galeria. Aż dech zapiera, a wzrok co chwila zatrzymuje się na wielu elementach, meblach, obrazach, pracach, które nawet nie mam pojęcia w jaki sposób powstały.
OD: Moje dziecko jest artystycznie uzdolnione. I chcąc rozwijać jego zdolności i pasje sama zaczęłam uczestniczyć w różnych procesach „tworzenia”. Pochłonęło mnie to tak mocno, że przerodziło się w swego rodzaju hobby. Korzystam z różnych technik. Bardzo często wykorzystuje w swoich pracach elementy, które zostają nam z produkcji rowerów i inne odpady, które mogłyby trafić do kosza, ale trafiają do moich dziwnych instalacji. Mam możliwości i teren, by organizować z przyjaciółmi spotkania i warsztaty, na których wspólnie się inspirujemy, tworzymy i nakręcamy. I chyba najważniejsze, w pewien sposób resetujemy od codziennych problemów. Każdy człowiek ma w sobie pokłady kreatywności i staramy się je wyzwalać podczas naszych spotkań. W tym drugim domu zorganizowaliśmy pokoje gościnne, każdy z nich ma swój niepowtarzalny klimat i charakter. Jest pokój rowerowy, pokój naukowca, pokój potworów z wykorzystaniem prac mojego syna, ptasia sypialnia. Na naszych gościach największe wrażenie robi łazienka, która jest utrzymana w klimacie medycznym. Myślimy, żeby po zdjęciu obostrzeń, wynajmować nasze pokoje w ramach agroturystyki, jeśli tylko znajdą się chętni.
MM: Bardzo dziękuję z pyszny domowy sernik podany na „potwornym” talerzu i to, że chciała się pani podzielić swoją prywatną przestrzenią z naszymi czytelnikami. Dziękuję, też za udostępnienie zdjęć, by przybliżyć czytelnikom magię tego domostwa.

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *