Facebook

WYWIAD TYGODNIKA. Miedzy służbą a lękiem

2020-04-17 3:07:54

Z dyrektorem ds. medycznych Nowodworskiego Centrum Medycznego, dr Łukaszem Tomasikiem o warunkach pracy w czasie epidemii rozmawia Piotr Korycki

Piotr Korycki: Praca personelu medycznego nigdy nie była łatwa. Jak duży ma na nią wpływ panująca epidemia? Czy znajdujecie zrozumienie u pacjentów? 

Dr Łukasz Tomasik: Praca, można powiedzieć, nigdy nie była łatwa. System naszej pracy jest bardzo odległy od tego, znanego większości ludzi. Praca polega na dyżurach, zarówno w szpitalach, jak i SOR-ach czy na pogotowiu. Musi być dyżur nocny, dyżur świąteczny… ten czas, który dla wielu jest czasem odpoczynku czy świętowania, dla nas jest czasem pracy. Każdy z nas chce choć odrobinę tej normalności zażyć, a przecież ktoś musi pracować. Tak wiec ta praca nigdy łatwa nie była. Teraz, dodatkowo zetknęliśmy się z nową sytuacją, którą można by wręcz nazwać wojną biologiczną. Mocne słowa, ale ta epidemia spowodowała szkody wszędzie, także i w gospodarce. Mamy ogłoszony stan epidemii. Ja pamiętam stan wojenny. Wtedy nawet można było spotkać kogoś na ulicy, a obecnie widok jest bardzo przygnębiający pustych miast i wsi. 

P.K.: To jednak o czymś świadczy… 

Ł.T.: Tak, większość społeczeństwa jest bardzo odpowiedzialna i stara się dostosować do wszystkich zaleceń rządowych. 

P.K..: Jakie są obecnie relacje między lekarzem, pielęgniarką czy salową, a pacjentem. Czy zauważa Pan, teraz w dobie tych wszystkich zakazów i restrykcji, jakiej wyrazy sympatii lub zrozumienia ze strony tych, których leczycie? 

Ł.T.: Myślę, że obecnie społeczeństwo dostrzega nasze narażanie się na niebezpieczeństwo, wręcz poświęcenie. Teraz to niebezpieczeństwo jest szczególne, ale ono istniało zawsze. W każdej chwili można zakłuć się i później w wielkim stresie robić badania, aby sprawdzić, czy nie było zarażenia HIV, WZW B lub C… Pamiętajmy, że zarażenie się WZW C oznacza, że po 25 latach u tej osoby pojawi się nowotwór wątroby. Personel często się zaraża. Mało tego. Te choroby przenosi się do domu, do rodzin. O tym nikt nie mówi. Pracownicy Służby Zdrowia, którzy pracują do 65-tego roku życia w systemie 24 godzinnym przez cały rok nie mają jakichkolwiek przywilejów. Powiedzmy też o wszechobecnym stresie. Dotychczas dawało się słyszeć wiele głosów zniecierpliwienia niewydolnością systemu opieki medycznej w Polsce. Czy on jest niewydolny? Ludzie, którzy jeżdżą po świecie, nie tylko do krajów Trzeciego Świata, ale także Europy Zachodniej czy Ameryki, doskonale już wiedzą, że nigdzie nie jest idealnie, a u nas z pewnością nie jest tak źle, jak kiedyś się wielu wydawało. Znam bardzo wiele osób, które mieszkając na stałe w Anglii, przyjeżdżają do Polski tylko po to, aby tu się leczyć. Nie chodzi tylko o to, że w Polsce jest taniej. Ich zazwyczaj stać, aby zapłacić u siebie na miejscu. Oni przyjeżdżają, bo tu jest lepsza służba zdrowia. W krajach Zachodu jest nie do pomyślenia, aby np. za darmo jeździć do sanatorium. Zobaczmy obecną sytuację: Dziesiątki tysięcy Polaków wróciło do kraju, wierząc, że tu są bezpieczniejsi, a w razie choroby otrzymają solidną pomoc medyczną.

P.K..: Wróćmy do obecnej rzeczywistości. Nie ma teraz leku przed przyjściem do pracy?

Ł.T. Oczywiście, że boimy się. Każdy, logicznie myślący człowiek boi się o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich. Pracujemy dla najbliższych i to do nich możemy zanieść straszną chorobę. W innych zawodach, gdzie też istnieje zagrożenie zdrowia czy nawet życia, to ono dotyczy tylko tej danej osoby. W naszym przypadku, to zagrożenie jest zanoszone do bliskich. Ta obawa zawsze była, ale teraz jest bardzo spotęgowana. Nie mamy możliwości, aby nie wracać do domu. 

P.K.: Jak radzicie sobie organizacyjne, wszak chyba żadne przepisy nie przygotowały nas na obecny scenariusz? 

Ł.T.: To prawda. Scenariusz, który napisało nam życie, zaskoczył wszystkich. W podziemiach jednego ze szpitali mieści się stołówka, do której prowadzą metrowej grubości drzwi. To w rzeczywistości jest schron przeciwatomowy. Mamy wiele obiektów przygotowanych na wypadek wojny atomowej, ale praktycznie żadna jednostka nie jest dostosowana do potrzeb wojny biologicznej. Szpitale były i są budowane na normalne, typowe potrzeby. Struktury szpitala nie da się zmienić. Te obiekty są różne, budowane wedle indywidualnych planów. Nie da się zatem odgórnie zaplanować ich przestawienia na potrzeby walki z epidemią. W związku z tym, każdy stara się to zrobić metodą jak najmniej kolizyjną. Pamiętajmy, że aby wypełnić wszelkie zalecenia, trzeba by wybudować szpital tylko z myślą o takim przeznaczeniu. Musimy zachować trochę zdrowego rozsądku pamiętając, że musimy opiekować się także „normalnymi” pacjentami.

P.K.: No właśnie… SOR jest często zamykany. Co wtedy mają zrobić ci „normalnie” chorzy? Ktoś złamał sobie rękę, kogoś rozbolał ząb, ktoś inny myśli, że ma zawał… 

Ł.T.: SOR jest zamykany wówczas, gdy istnieje podejrzenie istnienia biologicznego zagrożenia. Jeśli pacjent i tak jest w ciężkim stanie, a dołożylibyśmy mu koronawirusa, to jego stan nie rokowałby najlepiej. Jeśli jest podejrzenie zawału, oczywiście należy dzwonić po pogotowie. Ono zawsze przyjedzie i jego obsada zdecyduje o dalszych krokach, jeśli trzeba, pacjent będzie przewieziony do działającego w danej chwili szpitala. Z wizytą u dentysty jest rzeczywiście ogromny problem. Sam musiałem szukać pomocy w warszawskim szpitalu. Tam te wszystkie pilne potrzeby są „łatane” tak, abyśmy mogli jakoś dotrwać do normalnych warunków. 

P.K.: Co z osobami, które czekały wiele miesięcy na wizytę u specjalisty lub na rehabilitację? Ich terminy „przepadły”?

Ł.T.: Absolutnie nie. Zabiegi, których przeprowadzenie nie ma znaczącego wpływu na zdrowie i życie pacjentów, zostały przesunięte w czasie, ale nie anulowane. Nadal obowiązuje ta sama kolejność. Gdy przychodnie zaczną działać, pacjenci zostaną poinformowani o nowej dacie wizyty. 

P.K.: Nasze czytelniczki pytają o dostępność lekarza ginekologa… 

Ł.T.: W bardzo pilnych przypadkach należy dzwonić do przychodni specjalistycznej w Nowym Dworze. Jeśli zajdzie taka potrzeba, kobieta może być przyjęta na oddział szpitalny i tu znajdzie pomoc. Natomiast cały czas w normalnym trybie prowadzone są ciąże. Zrozumiałe jest, że one nie mogą czekać.

P.K.: Dziękuję Panu za rozmowę.

Piotr Korycki

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *