Facebook

WYWIAD TYGODNIKA. Kuba Łokietek zachęca: zagrajmy w darta!

2021-04-26 7:58:19

Dzięki niemu w dużej mierze na początku roku rozpoczął się boom na darta, czyli popularne „rzutki”. Swoim porywczym i entuzjastycznym komentarzem podczas styczniowych Mistrzostw Świata w darta z udziałem Krzysztofa Ratajskiego przekonał gro osób w całej Polsce, aby próbowały swoich sił w tym sporcie. Kuba Łokietek, bo o nim mowa, dał się z bliska poznać szerszej publice za sprawą aktywnego współorganizowania Nocnej Ligi Darta, która kilka tygodni temu z pokaźnym powodzeniem zawiązała się w niedalekim powiecie wołomińskim

Jesteś młodym komentatorem, ale twój głos i osobowość są już bardzo dobrze rozpoznawalne zwłaszcza w środowisku darterskim. Jak wyglądała twoja droga na Woronicza? Od razu trafiłeś do TVP Sport i zacząłeś komentować? Taki był cel, pasja czy może nieco życiowego przypadku?

-Na Woronicza trafiłem na przełomie 2016 i 2017 roku. Pisałem dla fanowskiego magazynu „Barca Flash” o – jak nazwa wskazuje – Barcelonie. Tej piłkarskiej. Któregoś razu mieliśmy okazję przeprowadzić rozmowę z Jerzym Chromikiem, który zajmował się m.in. poszukiwaniem potencjalnych ludzi do pracy w redakcji internetowej. Po tym wywiadzie po prostu zapisałem sobie kontakt i parę miesięcy później odezwałem się z zapytaniem, czy może nie jest prowadzona jakaś rekrutacja, bo chciałbym spróbować swoich sił. Przesłałem kilka próbnych tekstów, odbyłem rozmowę z szefostwem, po czym spędziłem parę tygodni na „stażu”, po czym dano mi szansę na pozostanie w redakcji. Komentowanie zawsze stanowiło jedno z moich marzeń, ale zawsze byłem przekonany, że jeśli już, to skomentuję piłkę nożną. Dart się przewijał przez wiele lat, ale nie od początku pobytu w TVP byłem pewny, że podołam. Dopiero w trakcie mistrzostw świata 2020 zgłosiłem chęć i gotowość pomocy w tym temacie. Szefowie postanowili, że możemy spróbować i najwyraźniej się spodobało, bo tak już zostałem. Po części przypadek, ale też po części przekonanie, że jestem w stanie podołać.

Jak trafiłeś do Nocnej Ligi Darta? Z tego co wiem, z jej pomysłodawcą Robertem Biskupskim poznaliście się na… boisku piłkarskim.

-Poznaliśmy się przy okazji Nocnej Lidze Halowej, gdzie miałem epizod w jednej z drużyn, ale niezbyt mocny… Po tych styczniowych Mistrzostwach Świata w darcie Robert skojarzył, że jest taki koleś, taki Kuba Łokietek w jednym z zespołów. Połączył kropki i napisał do mnie, czy nie możemy zrobić jakiegoś krótkiego artykułu na Nocną Ligę Halową, na zasadzie „poznajmy się”, czyli ogólne przedstawienie zawodnika. Od słowa do słowa pomysł ligi darta ruszył, bo jak wiadomo halówka jest zablokowana. Myślę, że to dobry pomysł, bo czegoś takiego jeszcze nie było. Zważając na to, że rośnie popularność darta, więc jest to idealny moment, aby wykorzystać tę szansę. Szczegółami zajęli się już Robert z Adamem, natomiast ja zająłem się komentowaniem.

Z Mistrzostw Świata i Turnieju Masters przychodzisz komentować amatorskie zawody, co prawda zawody bez precedensu w naszym regionie, ale jednak amatorskie, więc różnica w przekazie jest na pewno ogromna. Jak to wygląda z perspektywy komentatora?

-Oczywiście, to też jest różnica komentować turniej, gdzie grają najlepsi zawodnicy na świecie. Tych zawodników światowych znam i nie trzeba o nich za dużo mówić. W turniejach amatorskich nie skupiam się na poziomie, tutaj należy skupić się na zrachowaniach tego amatora, a nie na tym, co on rzuca. To co on rzuca to nie jest nic ciekawego dla takiego odbiorcy z boku, który włączy telewizor i myśli: „eee rzuca 26, ja też tyle rzucam”. Dlatego trzeba to urozmaicić np. jakimś dowcipem. W tym tkwi główna różnica w komentowaniu. Takie turnieje też trzeba robić, dopóki ci amatorzy nie zaczną grać w turniejach ogólnopolskich i nie będą czuli potrzeby, że robią to po coś, a nie tylko rzucają sobie w domu. Na takich zawodach jest już kamera, komentarz itd. To właśnie takimi drobnymi gestami buduje się tę społeczność, żeby ci ludzie też chcieli grać w darta i próbowali swoich sił dalej. Najbardziej czego nie lubię to jest zabijanie tej pasji w młodych ludziach. Z tą myślą właśnie przyszedłem tutaj, aby jakoś tę pasję wśród amatorów zaszczepić i chyba nam się to udało. Jeżeli ktoś uważa mnie za jakiś autorytet i potem może sobie odsłuchać na streamie i powiedzieć: „ale fajnie skomentował mi ten mecz”, to mnie to buduje i napędza, bo każdy jest łasy na takie rzeczy. To nie jest tak, że mi to nie sprawia przyjemności, bo sprawia ogromną, ale dużo radości sprawia mi też to, że ci ludzie chcą wracać i chcą grać w darta. Też mam pasję do darta i dlatego tu jestem. Chciałbym, aby coraz więcej tych młodych ludzi mogło choć cząstkę tych emocji na tego typu turniejach odebrać. W ogóle myślę, że ten poziom będzie cały czas zwyżkował, mam nadzieję, że gdzieś kiedyś nie zapomnimy w tym wszystkim o tych amatorach. Wiadomo, że poziom będzie rósł i będą coraz lepsi ci zawodnicy… oczywiście jeśli to wszystko się rozwinie zgodnie z naszym planem. Mam jednak nadzieję, że nie odejdziemy totalnie od takiego amatorskiego podejścia i to chciałbym, aby się nie wydarzyło.

Co w twoim życiu dzieje się poza dartem? Nie samymi „rzutkami” w końcu człowiek żyje! Czy jednak się mylę…?

-Oj… na pewno dart stanowi dużą część mojego prywatnego życia i nie ukrywam, że gdyby wyłączyć sen, jedzenie i odpoczynek, to z 50% na pewno. Jeżeli nie gram w domu, to robię dla TVP Sport wywiady, komentuję, jeżdżę po turniejach, więc naprawdę duża część mojego życia jest związana z dartem. Jeśli chodzi o jakieś takie rozrywki poza dartem, to na pewno też piłka nożna, snooker, sporty motorowe, może nie tak szeroko, ale dart jest numerem 1. Ostatnio sprawiłem sobie zdrapkę „100 książek, które należy przeczytać przed śmiercią”, część przeczytałem, ale wróciłem do tego jeszcze raz. Kwarantanna spowodowała, że należy szukać jakichś innych bodźców, bo siedząc i nic nie robiąc w domu to można zginąć.

A właśnie, osobiście lotki i tarcza nie są ci obce. Jakie są twoje największe sukcesy jeśli chodzi o darta?

-Oj, z tymi sukcesami jest słabo niestety, ale głównie jeżdżę teraz po turniejach warszawskich. Nie startuję jeszcze w turniejach ogólnopolskich, bo uważam że jeszcze jestem za słaby, chociaż wiele osób mi mówi, że jak pojadę i zobaczę, to na pewno dojdę gdzieś daleko. Nie chcę przyjechać tylko na dwa mecze i wrócić do domu, oczywiście dla amatorów takie doświadczenie jest ważne, aby poznać chociażby te emocje. Jednak te warszawskie turnieje dają mi tyle emocji, że nie muszę jeździć po Polsce. Wiem jaki jest mój poziom, poza tym to byłaby strata pieniędzy na dojazd, dlatego nie jestem fanem, ale dla amatorów jest to ważne. Moje sukcesy? Raczej ćwierćfinały i dwa razy półfinały w Warszawie, ale tam też mamy mnóstwo znakomitych zawodników, wielu reprezentantów Polski na turniejach mniejszych rangą, może nie PDC, ale np. WDF, kiedyś BDO. Mnóstwo mamy w Warszawie zawodników, którzy od lat są w czołówce Łukasz Wacławski, Jacek Krupka… więc dla mnie sprawdzenie się z takimi zawodnikami to jakbym pojechał na ogólnopolskie zawody! Chciałbym jednak dalej rozwijać swoje umiejętności. W końcu muszę się tam wybrać na ogólnopolski turniej, jak tylko pandemia się skończy, aby się sprawdzić.

W jaki sposób przygotowujesz się do komentowania meczów „na szczycie”? Czy masz jakieś swoje ulubione epitety? Powiedzonka?

-W moim przygotowaniu nie ma nic niestandardowego. A przynajmniej tak mi się wydaje. Czas przygotowań zależy od imprezy. Do mistrzostw świata przygotowywałem się przez ok. 2-3 tygodnie. Przygotowanie, przejrzenie i wyciągnięcie wniosków ze statystyk sezonowych, przejrzenie wywiadów z zawodnikami – szczególnie z tymi mniej znanymi i artykułów na przestrzeni całego roku. Obejrzenie ostatnich spotkań poszczególnych zawodników jeszcze raz, przypomnienie sobie pewnych sytuacji. Jednak najlepszym przygotowaniem do każdego turnieju jest regularne oglądanie i czytanie. Większość faktów pozostaje w pamięci, dzięki czemu przed samym turniejem można sobie pozwolić tylko na odświeżanie pewnych rzeczy. Jeśli chodzi o słówka i powiedzonka, to mówi się w środowisku, że ulubionymi słowami komentatora darterskiego są: „wizyta” i „presja”. Coś w tym jest. Nie oszukujmy się – trudno jest turniej w turniej wymyślać nowe rzeczy o zawodnikach. Trzeba raczej skupiać się na aktualnościach, analizować spotkanie. Nie zawsze jednak się da i wtedy trzeba korzystać z „utartych powiedzonek”. Nie mam ulubionych, ale ludzie często mi piszą, że lubię używać zwrotu „oj, tak”. Przynajmniej pozytywnie, lepiej niż „oj, nie”.

A wyobraź sobie, że jesteś na miejscu pewnego topowego dartera i możesz wybrać sobie piosenkę na wejście przed ważnym meczem. Jaki to będzie kawałek? Może „Sweet Caroline”, który odśpiewałeś na żywo po rzuceniu pierwszego maxa w Nocnej Lidze Darta przez jednego z zawodników?

-Mniej więcej zastanawiam się nad tą sprawą raz w tygodniu! Serio! No może nie raz w tygodniu, ale chyba każdemu zdarzyło się postawić siebie w roli topowego dartera. „Sweet Caroline” raczej bym nie wziął. Po pierwsze, zarezerwowane, a po drugie ulubionemu darterowi nie można zabierać takich rzeczy! Ale tytułów w głowie mam mnóstwo. Nie będę zdradzał, bo co będzie, jeśli któryś z czytelników wespnie się na szczyt szybciej niż ja i „ukradnie” mi piosenkę? A tak na poważnie, kiedyś myślałem o Genesis – Jesus He Knows Me, ale obecnie mam innych faworytów.

Jak oceniasz poziom polskiego darta i zawodników, których miałeś okazję już poznać? Czy poza nastoletnim supertalentem Sebastianem Białeckim możemy w najbliższym czasie spodziewać się następców Krzysztofa Ratajskiego czy raczej na razie powinniśmy cieszyć się z jego sukcesów?

-Powinniśmy się cieszyć z sukcesów Krzysztofa, ale nie brakuje nam utalentowanych graczy. Ratajski jest zawodnikiem topowym i należy przeżywać każdy jego sukces, bo niestety nie jesteśmy krajem pokroju Holandii i po Raymondzie van Barneveldzie nie możemy spodziewać się Michaela van Gerwena i kolejnych geniuszów. Co nie oznacza, że paru graczy nie ma potencjału na bycie w elicie. Mieliśmy Tytusa Kanika z kartą PDC, mamy Krzysztofa Kciuka, a gdzieś w kolejce jest Sebastian Białecki i Sebastian Steyer. Jest też masa fantastycznych zawodników, którzy brylują na turniejach ogólnopolskich i być może ich nazwisko jeszcze gdzieś się pojawi w szerszym świecie. Nie ma co jednak zakłamywać rzeczywistości. Potencjału na tworzenie tylu talentów co w Holandii, Belgii czy Niemczech jeszcze nie mamy. Ten moment, gdy sukcesy odnosi Krzysztof Ratajski, powinien być czasem rozwoju. Nie można go zmarnować. 

Czy są jakieś cechy, zachowanie, tiki… które Cię irytują lub denerwują u darterów? A może są takie cechy, które szanujesz najbardziej? Z czego to wynika?

– Jeśli chodzi o zachowania przy tarczy, to niewiele rzeczy mnie denerwuje w zachowaniu zawodników. Jedynie jakieś celowe spowalnianie gry, leniwe wyciąganie lotek z tarczy… To jest zachowanie nie w porządku, a nadal zdarza się, że gracze to robią. Bardziej jednak irytuje mnie zachowanie „poza tarczą”. Niezrozumienie dla tych, którzy zaczynają przygodę z dartem. Ja wiem, że dla starszych stażem darterów pierwsze maksy i rzucone podwójne wydają się czymś naturalnym i gdy „świeżak” chce się pochwalić nowym osiągnięciem, to niezbyt zbiera im się na przesadne gratulowanie. I wcale tego nie wymagam. Wymagam tylko zrozumienia. Nawet nie tyle zrozumienia, co tego, aby nie zniechęcali. To dla naszego wspólnego dobra. Im więcej osób w Polsce gra, tym większa jest szansa, że ten sport w naszym kraju będzie się rozwijał. A co się podoba? To, że wciąż mamy kilka osób z głowami pełnymi pomysłów i zapału. Nawet spoza środowiska, a Adam i Robert z NLD są tego dobrym przykładem. Niektórzy działają przy organizacji turniejów, część tworzy swoje kanały YouTube’owe, inni popularyzują grę wśród znajomych. Mimo wszystko to środowisko mocno scalone. 

Pamiętasz jakąś nietypową sytuację, jaka przydarzyła ci się na turnieju lub w pracy związana z dartem? Jakaś niespodziewana sytuacja podczas meczu, który akurat komentowałeś?

-Z samego komentowania najzabawniejsze jest to, czego nie słychać na antenie, czyli nasze rozmowy między meczami lub przed transmisją. Jeśli chodzi o te sytuacje nieprzyjemne, to rozszyfrowanie pewnych rzeczy w trakcie meczu, które się dzieją poza tarczą. Pamiętam sytuację, gdy w trakcie UK Open wydawało nam się, że był jakiś konflikt między Gerwynem Pricem a Rickym Evansem. Okazało się, że tylko dyskutowali w sprawie zmiany tarczy. Czasami to trudne, aby odpowiednio ocenić sytuację. A potem ludzie piszą, żebym „przestał szukać na siłę konfliktów i odczepił się od danego zawodnika”. Tak to już jest.

Co według Ciebie jest najważniejsze w darcie? Technika? Psychika? Pasja? Może jeszcze coś innego? Na czym powinien skupić się darter na początku swojej przygody z tarczą i lotkami?

-Pasja jest zawsze najważniejsza. Gra musi cię cieszyć. Inaczej nie ma to sensu. Jeśli to wszystko sprawia ci radość, to można myśleć o regularnym treningu. Później o turniejach, gdzie można radzić sobie z presją. Technika jest najmniej ważna. Zawsze można pewne złe nawyki zlikwidować. Podsumowując, początkujący darter musi skupić się na pielęgnowaniu pasji i rozwijanie jej tak, aby gra po pewnym czasie nie przestała cieszyć.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Ewa Gruszka

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *