Facebook

WYWIAD TYGODNIKA. Koronawirus – inne spojrzenie

2020-07-14 12:11:30

O panującej wciąż pandemii i związanym z nią koronawirusie z Wuhan napisano już wiele. Jednak do polskiego czytelnika przebija się niemal wyłącznie oficjalna, jedynie obowiązująca wersja walki z nim. Tymczasem na świecie, szczególnie w Azji i Ameryce, stosowane są także metody pochodzące z ośrodków medycznych, które nie są podporządkowane WHO. O tym właśnie rozmawiamy z praktykującym na dwóch kontynentach naturopatą, Ryszardem Grzebykiem

Redakcja: – Prawdopodobnie wkrótce czeka nas druga fala, a jeśli nie, to na wszelki wypadek już wykryto nowe zagrożenie, nowe wirusy. Pan ma na to swój, nieco odmienny od oficjalnego pogląd.

Ryszard Grzebyk: – Na początku podjęto całkiem sensowne działania zapobiegawcze, gdyż nikt do końca nie wiedział z czym mamy do czynienia. Jednak już w kolejnym kroku – moim zdaniem – zamiast zastosować środki szybkiej eliminacji, podjęto decyzje żeby działać tak, jak wszyscy i to ma wystarczyć. Zdecydowano, że wszyscy mają spełnić całą listę nakazów i zakazów, jaką wymyśliła sobie WHO. Jak pokazała Białoruś czy Tajwan, pomimo nie stosowania tam takich zaleceń i wbrew podawanym nam informacjom, śmiertelność wcale nie odbiegała od typowej w tej porze roku. Widać więc, że ta pandemia ma wiele wspólnego ze znaną nam z wcześniejszych lat, też ponoć bardzo śmiertelną, pandemią ptasiej czy świńskiej grypy. To moim zdaniem decyzje i środki podjęte na wyrost, w sposób nie do końca przemyślany. Oczywiście, niektóre grupy etniczne są bardziej podatne na np. wirusy grypy i na tym opiera się cała powtarzana w mediach informacja o śmiertelności tego wirusa. Z tego są znane i to od dawna np. północne Włochy o czym mówią wysokiej klasy specjaliści medyczni z różnych państw. Generalnie, osoby z ciepłego klimatu są bardziej podatne na grypę.

O tym mówi wielu epidemiologów i innych lekarzy, ale co ciekawe, głównie spoza Polski, więc widać, że być może część przedstawianych informacji nie do końca jest właściwie przeanalizowanych. Być może czynią tak w dobrej intencji by dmuchać na zimne…. Tu proszę co najmniej zapoznać się z tym co napisała prof. Majewska opierając się na danych statystycznych Covidowe żniwa w Polsce i Europie.

Na tym etapie znajomości wirusa uważam, że zupełnie niepotrzebnie traci się czas na maski, kwarantanny itd, gdyż ten koronawirus nie jest, jak widać z kalkulacji faktów i statystyk, tak groźny, jak się wydawało. Proszę pamiętać, że pojawił się w okresie grypowym, gdzie co roku, z powodu grypy jest kilkadziesiąt tysięcy zgonów i z tego nikt nie robił tragedii. Obecnie (na szczęście) liczba śmierci z powodu grypy nawet nie osiągnęła typowej liczby, wiec trudno tu mówić o pandemii. Z pewnością wprowadzone środki, w jakimś stopniu spełniły swą rolę, ale straty ekonomiczne nie były tego warte, gdyż jak wspomniałem na początku, są metody na szybkie i efektywne pokonanie takich wirusów. Błędem jest niezastosowanie ich i odrzucanie jako „ciemnoty ze średniowiecza”.

Red.: – Wypowiada się Pan dość zdecydowanie, a przecież nie jest Pan wirusologiem ani nawet lekarzem. Skąd taka pewność twierdzeń?

R.G.: – Nigdy nie twierdziłem, że jestem lekarzem. Uważam jednak, że wiedzę praktyczną mam w tym temacie wystarczającą by tak mówić.

Red.: – O tym świadczą nie tylko Pana pacjenci, jak i te dyplomy na ścianach, ale proszę o kilka słów wyjaśnienia…

R.G.: – Moje poszukiwania zaczęły się wtedy, gdy medycyna nie dała mi szans na normalne życie. Moje stawy były zniszczone, przez co, w młodym już wieku, miałem ogromny problem z poruszaniem się. Medycyna nie radziła sobie także z moją dokuczliwą alergią. Zrozumiałem wtedy, że sam muszę znaleźć rozwiązanie dla swych dolegliwości. Obecnie, jak widać, chodzę, biegam, ćwiczę, nie mam alergii. Zatem udało się, to „udanie” to kwestia wiedzy. Gdy już poznałem wiele „tajników”, postanowiłem, pójść tą drogą. Ukończyłem kurs ziołolecznictwa, homeopatii, osteoakupunkturę, psychoanalizę i kilka innych rzeczy we Francji, a następnie medycynę chińska, szkołę terapii manualnej w Kanadzie, gdzie zostałem naturopatą. W międzyczasie zrozumiałem, że jest coś, co łączy te wszystkie metody i zacząłem tych połączeń szukać. W konsekwencji odkryłem, że o wiele łatwiej usuwa się schorzenia, stosując jednocześnie, według pewnej kolejności i logiki, wspierające się substancje, co jak później zrozumiałem, nieświadomie zastosowałem w pozbyciu się alergii czy odbudowy stawów.

Od tej pory zaczęła się świadoma praca nad znalezieniem wspólnych mianowników w leczeniu, co doprowadziło do powstania mojej własnej metody leczenia przyczynowo-skutkowego. Bazuje ona na 16 głównych filarach. Dla porównania, dobry terapeuta czy lekarz stosuje w swej praktyce wiedze oparta na maksymalnie 4-5 filarach, podczas gdy kluczem do sukcesu jest takie ułożenie terapii, by obejmowała ona wszystkie zaburzone filary i wzajemnie się wzmacniała. Tu potrzebny jest czas by nastąpiło „odkręcenie” kolejności powstawania zaburzeń. To jest dość proste ale wymaga praktyki i postaw teoretycznych. W zrozumieniu tych połączeń i logiki pomogło mi kilku lekarzy z różnych kontynentów.

Red.: – Nadal nie rozumiem, jaki to ma związek z wirusami?

R.G.: – W swojej praktyce często muszę zmagać się z czynnikami powodującymi schorzenia autoimmunologiczne. To nie są tylko nowotwory czy alergie, ale cała masa innych dolegliwości. Tu mamy do czynienia z całym wachlarzem wirusów i bakterii chorobotwórczych. Musiałem się nauczyć szybko je eliminować.

Red.: – Zatem możemy wrócić do rozmowy o koronawirusie. Czytając Pana liczne publikacje, można odnieść nieodparte przekonanie, iż Pan ma całkiem inną teorię leczenia Covid-19 niż większość przedstawicieli medycyny oficjalnej…

R. G.: – Osobiście powiedziałbym, że nie inną, tylko bardziej opartą na wiedzy z medycyny naturalnej, która nie specjalnie w Polsce jest akceptowana. Przykład: po tym jak w jednym szpitalu w USA uzyskano pełne wyleczenia z koronawirusa podając pacjentowi dożylnie witaminę C, kilku moich znajomych naturopatow i lekarzy z USA stosuje tę metodę we wlewach dożylnych i mają doskonałe efekty w pokonywaniu tego wirusa, podobnie zresztą jak i innych. W Polsce ta metoda jest zabroniona. To oczywiście nie sama witamina C leczy, ale – nazwijmy to – jej przemiana w tlen, który jak wiadomo od bardzo dawna jest efektywnym środkiem niszczącym wirusy czy bakterie, oczywiście w odpowiednim stężeniu. Ot i cala „tajemnica” działania tej terapii. O terapiach tlenowych piszę cały rozdział w mojej książce Rak to nie wyrok.

Ukończyłem szkołę medycyny chińskiej, więc też rozumiem ze ten wirus powoduje powstawanie i kumulację flegmy w płucach oraz „gęstnienie” krwi. Na tej podstawie lekarze z Wuhan (tam co drugi lekarz ma ukończoną zarówno ich medycynę, chińską, jak i tę „zachodnią) opracowali formułę ziołowa. To między innymi dzięki niej udało im się opanować sytuację. Ta formuła została oficjalnie w Chinach dopuszczona do stosowania. Dlaczego więc jej nie stosować?

Red.: – Zatem, jakie rady dla nas i co by Pan zrobił będąc ministrem zdrowia?

R.G.: – To dla mnie za wysokie progi… Są dwie drogi. Jedna, gdzie wykonujesz wszystko, co zaleca WHO, a druga, gdy myślisz bardziej samodzielnie i podejmujesz (może i bardziej ryzykowne) decyzje, ale dbasz o naród który został ci powierzony, w sposób  bardziej dostosowany do specyfiki ludzi mieszkających w danym miejscu, a nie w sensie globalnym jak to czyni WHO. Ja wybrałbym tę drugą drogę. Co do pacjentów… Moim zdaniem, ślepa wiara w decyzje (w szerokim zakresie rozumienia życia społecznego) i ich automatyczne wykonywanie nie powinny odbywać się bezrefleksyjnie, tylko krytycznie sprawdzane w praktyce i zmieniane na lepsze. Tego w Polsce całkowicie brakuje.

Red.: – Prowadzi Pan terapie na dwóch kontynentach. Jest Pan znany zarówno we Francji, jak i Kanadzie. Nie słychać o Panu w Polsce. Czy polskie warunki są jakiś szczególne do tego typu działalności? Czy polscy pacjenci czymś się wyróżniają?

R.G.:  W zasadzie obecnie prowadzę doradztwo online w ciężkich schorzeniach i jak do tej pory to tylko z Chin i Azji południowo-wschodniej nie miałem zapytań o poradę. Polacy, podobnie jak i inni z krajów rozwiniętych, jak chorują, to o poradę zwracają się do lekarza. Dopiero, gdy tam nie znajdują pomocy, szukają takich, jak ja.  Czy Polacy czymś się wyróżniają? Myślę, że są bardziej niecierpliwi. Efekt terapii chcą mieć na „już”. Ponadto trudno im uwierzyć, że można dość dokładnie na odległość stwierdzić jakie są zaburzenia na podstawie opisu, wyników badań, zdjęcia języka lub twarzy. Polacy mniej ufają takim nieznanym im metodom.

W sumie, to odkąd prowadzę Akademię Naturopatii (Academy of Natural Health) to nie wiele mam czasu na doradztwo zdrowotne. Szkoła pochłania mi cały mój czas, ale jestem szczęśliwy, gdyż widząc studentów „łykających” tę dość szeroka wiedze przyczynowo-skutkową, aż serce się raduje, że to, co dane mi było połączyć i odkryć, inni będą stosować i rozwijać.

Red.: – Dziękuję Panu za rozmowę.

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *