Facebook

„Ten zawód błyskawicznie uczy pokory”

2016-01-13 9:49:50

Przyjechał Pan do Nowego Dworu Maz., by wziąć udział w noworocznym turnieju halowej piłki nożnej. Skąd u Pana zamiłowanie do tej dyscypliny sportu?

Grałem w młodości w piłkę nożną – grałem na podwórku, ale trenowałem w klubie. Ta miłość pozostała, co prawda umiejętności i siły już coraz mniejsze, ale przyjechać do gościnnego Nowego Dworu Mazowieckiego i zagrać tutaj, to zawsze wielka frajda.

Dzisiejszy turniej jest dla Pana wyzwaniem?

Nie <śmiech>, nie podchodzimy do tego jakoś strasznie mocno. Nie gramy tak jak reprezentacja Polski, która będzie walczyła za pół roku we Francji… Tu przyjechaliśmy przede wszystkim się zabawić, spotkać. Natomiast wiadomo – najlepsza zabawa jest wtedy, kiedy drużyna wygrywa, aczkolwiek patrząc na to, co prezentują zawodnicy i kto w tych przeciwnych drużynach gra, to jestem pewien, że o zwycięstwo będzie trudno.

Piłka nożna to Pana pasja. Czy kabaret również? Dlaczego wybrał Pan ten zawód?

Jestem – można powiedzieć – Pana kolegą po fachu, ponieważ studiowałem dziennikarstwo, ale kiedyś pomyślałem: „Kurczę, fajnie by było, gdyby to ze mną przeprowadzali wywiady”.

Moi rodzice w domu bardzo często oglądali kabarety. W związku z tym ja mniej więcej wiedziałem, kto kim jest w polskim kabarecie. W momencie, kiedy poszedłem na studia, a wiadomo, że na studiach jest bardzo dużo czasu wolnego, zacząłem się bawić w takie samodzielne uprawianie kabaretu.

Co Pana śmieszy?

Bardzo dużo rzeczy. W ostatnim czasie bardzo dużo czasu spędzam z dziećmi, więc śmieszą mnie teksty moich dzieciaków. Czasem mnie drażnią, żeby nie było za kolorowo <śmiech>, ale to jest taki humor naturalny, spontaniczny, którego nie da się wymyślić od tak.

Śmieszą mnie sytuacje nieoczekiwane, absurdalne, zaskakujące. Od dłuższego czasu wyznaję taką tezę, że w Polsce bardzo łatwo jest uprawiać zawód satyryka, czy kabareciarza, ponieważ dzieje się wokół nas tyle śmiesznych rzeczy, że w tym zawodzie można nic innego nie robić, tylko siedzieć i obserwować. Śmieszą mnie więc właśnie takie sytuacje, których nikt nie byłby w stanie wymyślić, muszą być spontaniczne.

Kiedy zorientował się Pan, że ma dar rozmieszania ludzi?

Satyryk, który z góry zakłada, że potrafi rozmieszać ludzi, powinien dać sobie spokój, bo zawód kabareciarza uczy błyskawicznie pokory. Kabareciarz nie powinien myśleć: „tak potrafię rozmieszać ludzi”. Oczywiście czasami używamy sprawdzonych chwytów, sztuczek, czy tekstów gotowych, sprawdzonych tyle razy, że w 99% są skuteczne i zawsze zadziałają. Są to tzw. „pewniaki”. Nie sądzę jednak, by ktoś miał taką umiejętność, żeby powiedzieć „wiem, co zrobić, żeby ludzie się zaśmiali.” Nigdy do końca tej pewności nie ma.

Co jest tym pewniakiem o którym Pan wspomniał?

Nie zdradzę <śmiech>. Powiem tak: jak klient restauracji nie powinien zaglądać do kuchni, tak widz kabaretowy nie powinien wiedzieć, jakie są pewniaki kabaretowe.

Czy po zejściu z estrady zdarza się Panu powiedzieć: „coś zrobiłem nie tak”, „coś zrobiłem źle”?

Wiadomo, że tak <śmiech>. Czasami przyspieszyłem za bardzo, czasami zwolniłem za bardzo, zgubiłem wątek, zapomniałem tekstu, czasami nawet puenta nie wybrzmiała tak, jak powinna wybrzmieć. Tak to mniej więcej wygląda. Zapewniam, że zdarzają się takie rzeczy. Czasami człowiek się stara, niby wszystko jest okej, a te występy są za wolne, za mało dynamiczne. Sięgamy wtedy po te pewniaki. Są takie chwyty, które zawsze brzmią i one powodują, że wtedy wszystko działa tak, jak powinno.

To strona techniczna, a tematyka? Żałuje Pan jakiegoś podjętego tematu?

Nie. Jeżeli jakiś temat publiczności ewidentnie nie leży, to się to czuje. Staram się nigdy nie podejmować tematów, które łamią normy etyki czy moralności. Wiadomo, że bardzo ciężko byłoby napisać teksty kabaretowe o dziecięcym hospicjum. Pewnie lokatorzy hospicjów żartują między sobą ze swojego stanu zdrowia, ale im wypada to robić. Natomiast gdyby zrobił to ktoś postronny, ktoś, kto chciałby zrobić sobie dobry monolog, to moim zdaniem takich rzeczy raczej się nie powinno robić. Oczywiście nie ma pewności czy za rok, czy za pół roku nie pojawi się tekściarz, który napisze tak, że nikogo to nie obrazi, a może nawet będzie śmieszyło. Uważam, że temat tabu satyrycy powinni wyznaczać sobie sami, w zależności od swojej inteligencji, poczucia wrażliwości, smaku i estetyki.

 Jak ocenia Pan poziom polskich kabaretów?

Kabaret ludziom kojarzy się głównie z grupą ludzi. Ja od wielu lat występuję solo. Ten poziom, o który Pan pyta, jest bardzo różnorodny. Zauważam zjawiska niezwykle interesujące, świeże, twórcze i odkrywcze, ale są również zjawiska mniej ciekawe pod względem artystycznym.

Może Pan zdradzić, o kim mowa?

Nie będę wymieniał konkretnych nazw, bo to nie o to chodzi. Nie jestem upoważniony do recenzowania poczynań koleżanek i kolegów. Powiem najkrócej jak można – każdy, kto chociaż trochę interesuje się kabaretem, na pewno znajdzie dla siebie coś interesującego – od 7-letniego smyka, którego rodzice zabrali na występ, aż po 72-letniego emeryta, któremu chce się jeszcze pójść i zabawić. Warto zaznaczyć to, że kabaret oglądany w telewizji, a kabaret oglądany na żywo – to dwie różne „dyscypliny sportu”. Jeżeli ktoś chce mieć większe rozeznanie, to powinien wieczór poświęcić spektaklowi kabaretowemu i zapłacić 100 zł za bilet, pójść sobie, by obejrzeć na żywo, ponieważ gwarantuję, że będzie świetnie i widz będzie miał możliwość zobaczenia czegoś więcej.

Porozmawiajmy o Nowym Dworze Mazowieckim. Gościł Pan tutaj już nie raz, co się Panu w tym mieście podoba?

Pomińmy to, że byłem tutaj wiele razy na występach czy przeglądach kabaretowych. Przejeżdżając przez Nowy Dwór Mazowiecki zwracam uwagę na stadion i myślę sobie „tu grałem”, „tutaj jest hala piłkarska” i ona bardzo mi się podoba. Nowy Dwór zawsze kojarzy mi się z noworocznym turniejem halowym.

No właśnie, występował Pan tutaj wiele razy. Jaka jest nowodworska publiczność?

Bardzo ciężko jest mi generalizować, bo nowodworska publiczność, jak każda zresztą, jest zróżnicowana. Są ludzie, którzy lubią kabaret wysublimowany, wygórowany, ale są również tacy, którzy przychodzą, by się pośmiać – bez specjalnej refleksji. Generalnie odkąd pamiętam, zawsze było miło i sympatycznie. Pamiętam, że 4 lata temu byłem w Nowym Dworze na Manewrach Kabaretowych i tam przyszła mocno wyrobiona, festiwalowa publiczność. Bardzo ciężko było mi kupić ich czymkolwiek łatwym, dlatego jeśli ktoś odważył się na coś bardziej oryginalnego, to publiczność nie szczędziła braw, co było bardzo miłe i sympatyczne.

Poproszę o kilka słów dla naszych Czytelników.

Jeżeli o czymś marzycie w roku 2016, to proszę sobie to po prostu kupić i będzie najprościej <śmiech>.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo. Pozdrawiam wszystkich mieszkańców i czytelników Tygodnika Nowodworskiego.

Rozmawiał Adam Balcerzak

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *