Facebook

SPORT. GAME ON! Czyli alleluja i do tarczy!

2021-04-19 11:00:23

Zjawiskowość niektórych sportowych dyscyplin – nie bójmy się tej tezy – w sporej mierze opiera się na ponadprzeciętnych, atletycznych warunkach fizycznych osób uprawiających ją, ale również opiera się na poziomie endorfin, jakie dana dyscyplina może widzowi dostarczyć

Dart zrzesza zdecydowanie coraz większy przekrój społeczeństwa i zadaje kłam powyższemu stwierdzeniu. Jeden lokalny turniej w miejscowości Pasek, w gminie Klembów (pow. wołomiński) w jedną nanosekundę rozbudził z zimowego snu amatorów sportów kanapowych. Spotkać tam można było fanów Robin Hooda, miłośników słodkich Ciastek i fit Gruszek, prawdopodobnych potomków króla Łokietka, chytrych underdogów i matematycznych geniuszy. Wszystko to w akompaniamencie… śpiewającego komentatora. Dzieliło ich właściwie wszystko, ale pod osłoną nocy połączyła ich ona. Jedyna taka w regionie: Nocna Liga Darta.

Dart, to dla wielu osób była do niedawna po prostu popularna gra barowa, tzw. „rzutki”, w której Anglicy stworzyli Mistrzostwa Świata. Z naciskiem na „była”, bowiem obecnie dart w Polsce przeżywa swój renesans dzięki sukcesom polskiego dartera Krzysztofa Ratajskiego na międzynarodowej arenie. Do już i tak rozbuchanego pieca coraz mocniej dorzucał również komentator Kuba Łokietek, który w niezwykle emocjonalny sposób komentował poczynania polskiego dartera. Tuż po styczniowych Mistrzostwach Świata w Darcie, gdzie nasz „Polish Eagle” dotarł aż do 1/8 finału, sizalowe tarcze w sklepach rozeszły się na pniu. Tylko w styczniu sprzedawcy sprzedali więcej tarcz, niż niekiedy w cały rok. Nie trzeba było również długo czekać na rozwój tej dyscypliny w naszym lokalnym otoczeniu, chociaż – jak się potem okaże – otwarty turniej zorganizowany przez Nocną Ligę Darta, wybiegł daleko poza lokalne granice, a zmagania amatorów i pół-amatorów śledziło codziennie pokaźne grono darterskich, ale i nad wyraz pozytywnych świrów z całej Polski.

Nocna Liga Darta to nie był strzał w 10, ale w triple 20. Organizatorzy i pomysłodawcy Nocnej Ligi Darta to: Robert Biskupski, Adam Baran i Mariusz Ochociński. Skąd więc pomysł akurat na darta?

– Nikogo tutaj chyba nie oszukamy, bo ten boom urodził się oczywiście po Mistrzostwach Świata z udziałem Krzysztofa Ratajskiego. Te emocje, które wzbudził spowodowały, że i w nas obudził się entuzjazm do tej dyscypliny. Uznaliśmy, że być może znajdziemy chętnych, którzy są takimi samymi zajawkowiczami jak my. Tym bardziej, że do tego sportu nie potrzeba wiele. Potrzeba tarczy, lotek i kilku zawodników. Co najważniejsze, każdy może wziąć w tym udział, nieważne czy jesteś amatorem czy profesjonalistą. Na tym etapie najważniejsze były tak naprawdę chęci i tak będzie też w kolejnych turniejach – mówi organizator, Robert Biskupski.

Organizatorzy nie porzucają oczywiście swoich dotychczasowych projektów związanych z piłką nożną, jednak nie ukrywają, że od teraz również dart będzie stanowił ważną część ich wspólnej działalności.

– Pandemia z jednej strony nam pokrzyżowała plany, ale z drugiej strony gdyby nie ona, to nigdy byśmy z Nocną Ligą Darta nie ruszyli. Tak więc siedząc w domu, nudząc się, zastanawialiśmy się co zrobić… Pojawił się wtedy boom na Krzysztofa Ratajskiego. Było to przyczynkiem do tego, aby nasz czas wolny zagospodarować i ruszyć z kompletnie nowym projektem – mówi organizator, Adam Baran.

Wtedy po czerwonym dywanie, odgarniając bujną czuprynę z czoła i podwijając ochoczo rękawy do pracy wkroczył on! Następca Włodzimierza Szaranowicza i jak się potem okazało, centralna postać projektu. W pokręcony świat darta, widzów i sympatyków swoim komentarzem miał wprowadzać bowiem sam – tego nazwiska fanom darta nie trzeba dwa razy powtarzać – oj tak, Kuba Łokietek. Czy Kuba jest potomkiem słynnego Króla Władysława Łokietka? Jak sam przyznał, raczej nie, jednak nigdy nie można mieć 100% pewności co do meandrów historii.

– Poznaliśmy się przy okazji Nocnej Lidze Halowej, gdzie miałem epizod w jednej z drużyn, ale niezbyt mocny… Po tych styczniowych Mistrzostwach Świata w darcie Robert skojarzył, że jest taki koleś, taki Kuba Łokietek w jednym z zespołów. Połączył kropki i napisał do mnie, czy nie możemy zrobić jakiegoś krótkiego artykułu na Nocną Ligę Halową, na zasadzie „poznajmy się”, czyli przedstawienie zawodnika. Od słowa do słowa pomysł ligi darta ruszył, bo jak wiadomo halówka jest zablokowana. Myślę, że to dobry pomysł, bo czegoś takiego jeszcze nie było. Zważając na to, że rośnie popularność darta, więc jest to idealny moment, aby wykorzystać tę szansę. Szczegółami zajęli się już Robert z Adamem, natomiast ja zająłem się komentowaniem – przyznaje skromnie komentator, Kuba Łokietek.

W połowie marca rozpoczął się długo wyczekiwany, trwający kilka dni, w pełnym reżimie sanitarnym, otwarty turniej darta. Dzięki przychylności i uprzejmości wójta gminy Klembów, Rafała Mathiaka, to właśnie tu, w kameralnym Kinie za Rogiem w miejscowości Pasek wschodzące gwiazdy darta miały okazję zabłysnąć po raz pierwszy. Na liście startowej pojawiło się 31 panów i 1 pani. Już na wejściu do sali turniejowej wielu osobom oczy powiększyły się do rozmiarów pięciozłotówek. Profesjonalna tarcza, oświetlenie, transmisja na żywo, wygłuszenie ścian w miejscu salki kinowej, a do tego kosmiczna atmosfera… Powiedzieć, że zestawienie tych cech robiło spore wrażenie, to jak nic nie powiedzieć. Niektórzy trenowali od lat, inni od kilku miesięcy czy dopiero tygodni, to wtedy nie było ważne. Liczyła się dobra zabawa, rywalizacja i po prostu chęć sprawdzenia się, jak długo jeszcze trzeba trenować, by osiągnąć poziom Michaela van Gerwena czy Gerwyna Price’a. I choć w priorytetach polskich stacji telewizyjnych dart był jeszcze do niedawna daleko za szachami, to emocje towarzyszące zmaganiom amatorów sięgały zenitu w każdej jej części. I to nie tylko w fazie grupowej wśród uczestników, ale również i w internetowej społeczności darta, która regularnie śledziła relację na żywo ze zmagań i kibicowała odważnym uczestnikom.

Nie obyło się oczywiście bez wywiadu na gorąco, który Robert Biskupski przeprowadził ze zwycięzcą turnieju

Nie sposób opisać każdy pojedynek, jednak wartych odnotowania jest kilka bezprecedensowych sytuacji, zwrotów akcji czy historycznych momentów, które zaważyły na nietuzinkowości całego wydarzenia.

Nad oprawą techniczną turnieju czuwał Mariusz Ochociński (pierwszy z lewej) wraz z komentatorami

Z wysokiego C zaczął Kuba Rydzewski, który popisał się efektownym checkoutem. Zejście ze 114 i zakończenie lega singlową 7, potrójną 19 i bullem, mile zaskoczyło zarówno oglądających mecz internautów, komentatorów, jak i zawodników, oczywiście poza samym Kubą, który podręcznikowo wykonał swoje zadanie. Rzecz jasna, jak można się domyślać, po tak mocnym wejściu miejsce w 1/8 finału zajął… jego rywal.

Objawieniem fazy grupowej był jeden z najbardziej doświadczonych zawodników – Michał Krakówko. Jego nazwisko odmieniane było przez wszystkie przypadki na każdych zmaganiach w fazie grupowej. Michał szedł jak burza, zostawiając swoich przeciwników daleko w tyle, pozbawiając ich już po kilku rzutach wszelkich nadziei na to, że mogą cokolwiek urwać z pojedynku z nim. Posągowa postawa, pełna koncentracja na twarzy i pedantyczna celność w najwyższe tarczowe wartości również i w tym przypadku nie wystarczyły, by ugrać coś więcej niż tylko 1/8 finału.

Ogromnym fanami Robin Hooda okazali się Rafał Krawczyk, Kamil Wycech i Adam Nguyen, którzy z uporem maniaka wbijali… lotkę w lotkę. Oczywiście w darcie takie przypadki czasami się zdarzają i są niezwykle widowiskowe, jednak należą one do dość niecodziennych obrazków. Rachunek prawdopodobieństwa równy jest trafieniu szczęśliwego numerka, a tym panom ta sztuka się udała. Szczęściarze!

„A historii tego swetra i tak byś nie zrozumiał…” pomyślał zapewne Paweł Wasilewski stając beztrosko w szranki ze swoimi przeciwnikami, zupełnie nieświadomy, jakie poruszenie wywołał wśród widzów. Jak się okazało, decyzja Pawła o założeniu akurat TEGO swetra wywróciła jego życie do góry nogami. Równie dobrze mógłby udać się do Urzędu, by zmienić swoje imię w dowodzie na… Ciastek. Wszystko za sprawą charakterystycznej postaci na swoim granatowym pulowerze, przypominającej postać Ciastka z bajki o zielonym ogrze i napisem „Bite me!” (ugryź mnie). Niestety, ku rozczarowaniu swoich fanów, ich ulubieniec w 1/8 finału założył elegancką koszulę, jednak Ciastek pozostał w sercach widzów do dzisiaj.

Na kartach historii lokalnego darta wpisała się również jedyna kobieta, biorąca udział w rozgrywkach. Odważny krok, określonej mianem „TurboGruszki” i występ na równi z panami, miał za zadanie zachęcić inne reprezentantki płci pięknej, by próbowały swoich sił w darcie. Po występie Ewy, jest to teraz kwestia nieco sporna… Niemniej, wygranie pierwszego lega, a potem meczu i otarcie się w derbowym meczu powiatu nowodworskiego z Bartkiem Gardynikiem o awans do 1/8 finału jest historycznym wynikiem. Tu trzeba oddać cesarzowi co cesarskie, a jej rywalom dżentelmeńską postawę.

Underdog. To słowo powtarzane jak mantra w zestawieniu z nazwiskiem Adama Nguyena. Niepozorny zawodnik nie tylko rzutem na taśmę rozprawił się ze swoimi przeciwnikami z fazy grupowej, ale również pokonał w 1/8 łapiącego zadyszkę na kończących lotkach Bartka Gardynika. Awans do ¼ to niewątpliwy wyczyn tego zawodnika i zimna krew zachowana do końca.

Finały to były istny crème de la crème. Jeśli ktoś uważał, że poziom turnieju nie jest zbyt wygórowany, miał niesamowitą okazję odszczekać te słowa. W meczu o 3. miejsce Paweł Łachut ustrzelił najwyższą możliwą wartość – 180 pkt. w jednym podejściu, czego skutkiem było odśpiewanie na wizji przez Kubę Łokietka fragmentu piosenki „Sweet Caroline” na cześć tego zawodnika i złożenie hołdu przez Roberta Biskupskiego do stóp Pawła. Torpedowanie dziewiętnastek przez Michała Leśniaka nie wystarczyło na dogonienie rywala i ostatecznie Michał zajął najbardziej nielubiane przez sportowców – 4. miejsce. W wielkim finale rozpędzająca się lokomotywa ukryta pod postacią Roberta Książka zatrzymała się dopiero na stacji końcowej – zwycięstwie w turnieju. Patryk Chlaściak był tylko tłem, dla wybijającego się Roberta, który nomen omen do 1/8 finału dostał się rzutem na taśmę. Warto dodać, że wielu zawodników bardzo chciałoby osiągnąć poziom takiego „tła”, jakim był Patryk, bowiem poziom finałów stał na poziomie, którego nie powstydziliby się topowi polscy darterzy.

Organizatorzy i finaliści turnieju organizowanego przez Nocną Ligę Darta

– Bardzo się stresowałem fazą grupową, ale potem stres odpuścił. Podszedłem do tego na luzie, chciałem się pobawić, zabawa była świetna i czekam na kolejną ligę. Drugie miejsce biorę w ciemno – mówił vice mistrz, Patryk Chlaściak.

Patryk trafił jednak w finale na Roberta Książka, który miał ogromne wsparcie swoich najbliższych i pozytywna energia w połączeniu z doświadczeniem mogło przynieść tylko jeden scenariusz.

– Moja przygoda zaczęła się 1.5 roku temu, kiedy mój kolega zaprosił mnie do „Ryby”, baru w Wołominie, były potem nawet delikatne sukcesy. Wkręciłem się w to, zaraziłem tym bakcylem mojego tatę, dzięki temu miałem sparingpartnera tuż obok. A tutaj czym było dalej, tym było lepiej. Stres był w grupach, bo były kamery, komentarz… ale kiedy odskakiwało się od przeciwników to głowa była spokojniejsza. Fajnie, że w finale udało się przejść na double-out. Poziom też był zarąbisty – mówi zwycięzca, Robert Książek.

Zwycięzca Robert Książek z komentatorem Kubą Łokietkiem

Czasem wystarczą tylko 3 miesiące treningów, aby osiągnąć naprawdę dobry wynik!

– Muszę przyznać jestem „dzieckiem” Krzysztofa Ratajskiego, ponieważ rzucam od 3 miesięcy. Wcześniej nie interesowałem się tym sportem. Kilka dni przed turniejem przyszły do mnie lotki Sebastiana Białeckiego i już po kilku minutach udało mi się rzucić nimi maxa, więc postanowiłem że nimi zagram i ten wynik udało się powtórzyć teraz w turnieju. Jestem bardzo zadowolony – mówił zdobywca 3. miejsca, Paweł Łachut.

Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia i czasami pozostaje jednak lekki niedosyt…

– Niestety głowa nie wytrzymała, nie udało się wykończenie, natomiast mecz o 3. miejsce – przeciwnik stoosiemdziesiątka, nie dał szans. Pozamiatał. Ale udało mi się zarazić swoich znajomych, rodzinę, teraz rzucamy w kilka osób i być może uda mi się namówić ich na udział w kolejnej edycji – mówił Michał Leśniak, zdobywca 4. miejsca.

Na pytanie, czy był to turniej pierwszy i ostatni czy jeden z wielu, Adam Baran odpalając kolejnego papierosa, demonicznym wzrokiem odparł z rozbrajającą szczerością i pewnością siebie: „Oczywiście, że jeden z wielu”. Z takim tonem głosu się po prostu już nie dyskutuje! Możemy mieć więc 100% pewność, że jeszcze nie raz będziemy mogli obejrzeć zmagania, być może wschodzących, topowych gwiazd polskiego darta?

I właśnie tego organizatorom należy życzyć; pójścia za ciosem i dalszego rozbudowywania darterskiej społeczności. Panowie podjęli się niezwykle karkołomnego zadania wyrwania sportu amatorskiego ze szponów szalejącej nadal pandemii i powiedzieć, że ta sztuka po prostu im się udała, to potężne niedopowiedzenie. Prężnie rozwijane media społecznościowe to niezbity dowód na to, że trzeba mierzyć daleko i sięgać wysoko.

Bierzcie zatem swoje lotki w dłonie i… alleluja i do tarczy!

Ewa Gruszka

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *