Facebook

Sensacyjny zwrot akcji

2017-07-25 10:18:41

Piłkarze Świtu stali się sprawcami kolejnej sensacji. Tym razem w dramatycznych okolicznościach wyeliminowali I-ligową Olimpię Grudziądz. Kibice zgromadzeni na stadionie przy Sportowej nie kryli radości po zakończeniu spotkania.

Olimpia lepsza w I połowie

Początek tego meczu należał do drużyny gości. Już w 1. minucie Mateusz Prus musiał interweniować po dośrodkowaniu z lewej strony boiska. Kilka minut później przyjezdni objęli prowadzenie za sprawą Roberta Janickiego. Grudziądzanie wykorzystali błąd nowodworzan i ruszyli z kontrą. Janicki dostał dobre prostopadłe podanie z lewej strony boiska i wyszedł sam na sam z bramkarzem, którego przelobował, umieszczając piłkę w siatce.

Świt dopiero w 25. minucie po raz pierwszy tego dnia zagroził bramce Olimpii. 9. minut później mogliśmy się cieszy z wyrównania. Biało-Zieloni ponownie udowodnili, że po stałych fragmentach gry są niezwykle groźni. Do wykonania rzutu rożnego podszedł Marcin Kozłowski. Piłka poszybowała w pole karne, jeden z zawodników zbił ją na 5. metr, gdzie czekał już Piotr Basiuk, który bez problemu umieścił piłkę w siatce.

Nie był to koniec strzelania w pierwszej połowie. Bramkę na 2:1 w 42. minucie zdobył ponownie Robert Janicki i była ona bliźniaczo podobna do tej z początku tego spotkania. Nowodworzanie schodzili to szatni w mało radosnych nastrojach.

Wyrównanie w końcówce

Początek drugiej odsłony tego spotkania również należał do przyjezdnych, ale nie przełożyło się to na wynik. Z czasem Świt zaczął stawiać druzynie z Grudziądza twardsze warunki, grając co raz wyższym pressingiem.

Zarówno Świt jak i goście mieli swoje okazje. Dla nowodworzan próbowali Gabrych, Dankowski czy Basiuk, ale Mateusz Prus również stanął na wysokości zdania ratując drużynę przed utratą kolejnych bramek. Raz wyszedł zwycięsko w pojedynku sam na sam, by za chwilę poszybować w górę i przycisnąć futbolówkę do piersi po groźnym dośrodkowaniu w pole karne.

Wysiłek biało-zielonych został nagrodzony w 86. minucie. Kozłowski dośrodkowywał z rzutu wolnego do Karola Drwęckiego. Kapitan wycofał piłkę na prawe skrzydło do Kamila Wiśniewskiego, a ten dośrodkował na głowę Mariusza Gabrycha, który ty razem pokonał Królczyka.

„Dajcie mi rzuty karne, a zobaczycie przedstawienie”

Takimi słowami zwrócił się do nas Mateusz Prus w czasie krótkiej przerwy, przed rozpoczęciem dogrywki. Pierwsze 15. minut należało zdecydowanie do Świtu. Olimpia jakby łapała oddech przed druga częścią i tak też się stało, ale żadna ze stron nie odważyła się śmielej odsłonić i o wyniku tego meczu miały zadecydować rzuty karne.

Wojna nerwów

Rozpoczęła się wojna nerwów, w której jako pierwsi mieli strzelać goście. Daniel Feruga bez problemu pokonał Mateusza Prusa, który rzucił się w zupełnie innym kierunku niż

strzelał rywal. Nie zawiódł jednak Kamil Dankowski, który również oszukał Królczyka i po pierwszej serii mieliśmy 1:1.

Jednak już w drugiej serii „magia” i doświadczenie Mateusza dało o sobie znać. Dobrze wyczuł, w który róg będzie strzelał Michalik i miał już piłkę na rękach, ale ta wylądowała w siatce. Piotr Basiuk podobnie do Dankowskiego pewnie pokonał bramkarza gości. W czwartej serii rzutów karnych bliższy obronienia strzału Mariusza Gabrycha był golkiper gości, ale spóźnił się z interwencją.

Jako piąty do piłki podszedł 37-letni Marcin Kaczmarek i tym razem bramkarz Świtu obronił ten strzał, a chwilę później Marcin Kozłowski dopełnił formalności. Na boisku jak i na trybunach zapanowała euforia, a kibice skandowali „Prus, Prus, Mateusz”.

Podsumowanie

Tak samo jak w meczu z Odrą, tak i przeciwko Olimpii cała drużyna Świtu zagrała bardzo dobrze. Tym razem musieli oni zostawić znacznie więcej sił na boisku. Czy było to wszystko na co ich stać? Myślę, że nie i nie ma większego sensu wskazywać w tym meczu poszczególnych silnych punktów, ale po widowisku jakie nam zaprezentował Mateusz Prus w serii rzutów karnych nie sposób go w nawet tak drobny sposób „wyróżnić”.

Całej drużynie należy się gromkie DZIĘKUJEMY!

Krótka historia

Nowodworzanie najdalej w Pucharze Polski zaszli w roku 2002, kiedy to w 1/4 zatrzymała ich dopiero Orlen Wisła Płock. W sezonie 1998/1999 w 1/16 Pucharu na Sportową przyjechała Legia Warszawa, a stadion pękał w szwach(3tys kibiców). Z tej konfrontacji pomimo porażki Świt wyszedł z twarzą ulegając 1:3, jedyną bramkę dla Świtu zdobył Marek Kryński.

Ostatni raz tak daleko Biało-zieloni zaszli w 2011 roku, a na stadion przy Sportowej 66 zawitał zespół Śląska Wrocław, który wygrał jedynie 0:1.

Czy w tej edycji Biało-zieloni powiedzieli ostatnie słowo? Do tej pory wyeliminowali dwa zespoły I-ligowe, które musiały wygrać, Świt mógł i to zrobił mimo, że nie był faworytem. Istnieje więc duża szansa, że w tym roku nowodworzanie będą mieli okazję nawiązać do największych sukcesów Świtu z przełomu lat 90-tych i 2000.

autor i foto: Wojciech Lewandowsk

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *