Facebook

REPORTAŻ. Życie na macie. Mistrz Świata z Nowego Dworu Maz.

2019-11-21 1:06:20

Pasja bywa dla wielu osób odskocznią od codziennego życia, chwilą relaksu lub przyjemności. Są też tacy ludzie, dla których pasja stała się sposobem na życie, a wręcz całym życiem

Mój bohater należy do tej drugiej grupy. Zdzisław Brzozowski, bo o nim mowa, od dziecięcych lat jest związany z najbardziej klasycznym sportem, jakim są zapasy. Już w rozmowie telefonicznej z panem Zdzisławem poczułam, że mam do czynienia z silnym charakterem. Fakty, podane były w sposób bardzo sympatyczny, ale konkretny. To się potwierdziło na naszym spotkaniu. W mojej ulubionej kawiarence zajęłam największy stolik. Wiedziałam, że mój bohater przyniesie swoje sportowe trofea. Chciałam, żeby się zmieściły. Nie było łatwo, bo jest ich naprawdę wiele.

Jak dowiedziałam się od mojego rozmówcy jego przygoda z zapasami zaczęła się, gdy miał 13 lat. Mieszkał wtedy w Zamościu i to tam zaczął uczęszczać na pierwsze treningi.

-Pamiętam, że było to na pierwszym treningu. Niefortunnie upadłem i złamałem sobie obojczyk. To wyłączyło mnie ze sportowego życia na kilka tygodni – wspomina Pan Zdzisław.  Nie poddał się. Nie zrezygnował. Po wyleczeniu wrócił do sekcji i zaczął regularne treningi. Zaczęły się pierwsze zawody, rywalizacja.

-Bardzo miło wspominam dawne czasy, kiedy to trenowałem i brałem udział w zawodach reprezentując barwy Hetmana Zamość. Trenując w tym klubie dostałem się do pierwszej ligi zapaśniczej w Polsce, po pewnym czasie trafiłem do kadry narodowej. To były czasy. Nie mogę nie wspomnieć też klubu Wisłoka Dębica, w którym miałem być zawodnikiem, gdybym nie dostał się na studia do Warszawy. Wisłoka zdobyła tytuł drużynowego mistrz świata. Trenowali tam sami mistrzowie i koledzy z zapaśniczej maty Rysiu Świerad, Jan Michalik, bracia bliźniacy Józef i Kazimierz Lipień…

Czuć, że te czasy wciąż pozostają w żywej pamięci mojego bohatera. Pamięta daty, nazwiska trenerów, kolegów, pomimo że upłynęło już sporo czasu od tamtych wydarzeń.

-Kiedy po maturze postanowiłem zdawać na warszawską Akademię Wychowania Fizycznego, okazało się, że udało mi się zrobić to z doskonałym wynikiem. Byłem czwarty wśród wszystkich abiturientów. W dniu inauguracji roku akademickiego odbywały się Mistrzostwa Polski w zapasach. Niech pani zgadnie co wybrałem? – śmieje się mój rozmówca. Odpowiedź raczej nie jest trudna. Wystartował w zawodach. Od tamtej pory związał się z klubem AZS-AWF Warszawa.

-Może pani pamięta Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980? – pyta pan Zdzisław. Byłam dzieckiem ale, pamiętam słynny „gest Kozakiewicza”, kiedy wygrał złoty medal w skoku o tyczce. Zdjęcie mistrza publikowała cała światowa prasa. Oprócz polskiej i radzieckiej – oczywiście.

-To właśnie wtedy brałem udział w turnieju przedolimpijskim, pokonałem Mistrza Rosji Anatolija Zarina. Widać, że wspomnienia przynoszą mu radość i dumę z tego, że mógł uczestniczyć w tak ważnych na tamte czasy wydarzeniach. Jak sam, mówi po skończeniu studiów przyszedł czas na stabilizację osobistą.

-No wie Pani, zakochałem się. Z Grażynką pobraliśmy się w 1980 roku. Ta miłość trwa do dziś. Udało się nam wychować trzech wspaniałych synów. A nie mieli ze mną lekko. Wszyscy trenowali zapasy, ale potem każdy z nich poszedł własną drogą – dodaje dumny tata. Najstarszego Rafała doskonale znam nie tylko ja, ale i chyba większość Polaków. Wspaniale śpiewa i zgrabnie prowadzi programy telewizyjne. Sama pamiętam, jak nie raz mówił w wywiadach, że upór odziedziczył po tacie. To on jako pierwszy przeczołgał go po macie, co dało siłę w dążeniu do marzeń.

-Najważniejsza jest wiara. Zarówno w swoje siły i możliwości jak i w to, że wszystko zaczyna się w głowie. To swoiste połączenie naszego ducha z ciałem, które trzeba ćwiczyć i poddawać coraz to większemu wysiłkowi. Dopiero takie zespolenie wyznaczy prawdziwą drogę do sukcesu. Trzeba, też szanować przeciwnika i zawsze mieć w pamięci, że on również napracował się by stanąć w tym miejscu, w którym jest dziś. Wszystko to można osiągnąć poprzez treningi, pracę nad sobą i przewartościowanie, które zachodzi w umysłach zawodników. Sport ukształtował nie tylko mnie, ale i moich najbliższych. W domu zawsze panowała sportowa atmosfera. Wspólne treningi, zawody, turnieje, wyjazdy. W wieku 50-ciu lat ostatni raz wystąpiłem w Mistrzostwach Polski seniorów w kat. 85 kg znalazłem się w pierwszej szóstce. Nawet już potem jak zakończyłem karierę zawodnika, cały czas jestem związany ze sportem. Cały czas jestem trenerem, fizjoterapeutą jak również nie zaprzestałem sam ćwiczyć i brać udziału w zawodach. Teraz już tych dla weteranów – dodaje pan Zdzisław. A na tym polu mój bohater ma naprawdę się czym pochwalić. Należy do Międzynarodowej Federacji Zapaśniczej (UWW – United World Wrestling) i od kilku lat startuje w międzynarodowych zawodach z dużymi sukcesami w swojej kategorii. Długo tu można wyliczać tytuły i medale, które leżą przede mną na kawiarnianym stoliku. Poczynając od 2010 roku – srebro z Serbii, 2011 – brąz zdobyty w Raciborzu, 2012 – srebro i brąz na Węgrzech, 2013 – znów srebro tym razem zdobyte w Sarajewie. W tym samym roku zawody w Kaliningradzie, gdzie prócz medalu z turnieju pan Zdzisław przywozi niezwykle ważne dla niego trofeum. Medal za „stalowy charakter” – przyznany przez organizatorów, za jego niezłomną postawę, walkę fair play, upór i sportową „sportową złość”. Widzę, że jest bardzo dumny z tego wyróżnienia, że rosyjscy zawodnicy potraktowali go jak sobie równego.

-Późniejsze starty w 2016 r. w Wałbrzychu również przyniosły brązowy medal, a w 2018 r. przyszedł czas na Amerykę. Zostaliśmy zaproszenia do zawodów US Open w Las Vegas. To była wspaniała wyprawa nie tylko dlatego, że udało mi się stanąć dwa razy na podium. Zwiedziliśmy z żoną kawał tego niezwykłego kraju. Zawarliśmy nowe znajomości i mogę powiedzieć, że Ameryka została zdobyta – uśmiecha się mój rozmówca. Kilka tygodni temu przyszedł dla pana Zdzisława jeden z najważniejszych dni w karierze zawodniczej. Na Mistrzostwach Świata Weteranów rozgrywających się na własnym podwórku, bo w Warszawie – zdobył upragnione złoto.

-Po kilku latach mojej ciężkiej pracy, kiedy z różnych zawodów przywoziłem brąz, srebro w końcu stanąłem na najwyższym miejscu podium. Zostałem Mistrzem Świata w swojej kategorii wagowej i wiekowej. Dodam, że obsada była bardzo mocna. Były drużyny z USA, Rosji, Niemiec, Ukrainy czy Południowej Afryki. Mazurek Dąbrowskiego, który zabrzmiał na dekoracji był tylko dla mnie, łzy szczęścia i dumy same płynęły po policzkach. Czułem, że doszedłem do miejsca, w którym mógłbym już zakończyć swoją drogę. Patrzę na jego twarz i widzę, że nie poprzestanie. Nie jest to jeszcze moment, gdzie człowiek z takimi ambicjami i pasją się zatrzymuję. Nie mylę się.

-Bo… muszę coś jeszcze pani powiedzieć. Właśnie dostaliśmy zaproszenie na Światowy Festiwal Zapaśniczy w Tokio. Będzie się odbywał w połowie stycznia przyszłego roku. Zawody będziemy rozgrywać na obiektach olimpijskich, tam gdzie za kilka miesięcy na macie pojawią się najlepsi zawodnicy Świata. Żona jeszcze nic nie wie… ale mam nadzieje, że spodoba jej się w „kraju kwitnącej wiśni”.

Udało mu się zawojować Amerykę, to i w Japonii świetnie da sobie radę. Czego w imieniu własnym i redakcji życzymy panu Zdzisławowi i trzymamy kciuki za powrót z medalem.

Małgorzata Mianowicz

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *