Facebook

REPORTAŻ. Cudzoziemcy w naszym mieście: Angelo – włoski wirtuoz smaku

2019-07-20 12:06:03

Jest w Nowym Dworze Maz. kilka lokali, gdzie możemy skosztować oryginalnej kuchni z różnych stron świata. Te smaki i ich twórcy potrafią przenieść nas daleko stąd, bez wiz, dewiz i paszportów. Dziś zabieram was do słonecznej Italii

Planując swój cykl o obcokrajowcach w Nowym Dworze Maz. jedną z pierwszych osób, które przyszły mi na myśl, był Angelo. Poznałam go ponad dwa lata temu, kiedy po powrocie z włoskich wakacji zatęskniłam za smakiem oryginalnej pizzy.

Mały, niepozorny lokalik na Osiedlu Młodych niczym nie zdradzał, że w środku odnajdę prawdziwy kulinarny raj. Pierwsze co mnie uderzyło po wejściu do lokalu to… prawda. Prawda włoskich przytulnych, rodzinnych knajpek, bez zadęcia, ze swoim rozgardiaszem i tym cudownym śpiewnym językiem, którego się nie wypowiada, a wykrzykuje. Gdy pizza zniknęła już z naszych talerzy z zaplecza wyszedł Angelo pozdrawiając i pytając jak smakowało. Przysiadł na chwilę, zamieniliśmy kilka słów, pochwaliliśmy danie i z pełną satysfakcją wróciliśmy do domu. Pomyślałam sobie ot, prawdziwe włoskie dolce vita i na dodatek pod nosem.

Jakie było moje rozczarowanie, gdy po kilku miesiącach lokal zastałam zamknięty na cztery spusty. Zaczęłam poszukiwania na lokalnych forach internetowych i okazało się, że nie jestem jedyną osobą, która tęskni za Angelo i jego kulinarnym kunsztem. Wszyscy prześcigali się w domysłach co się stało, czy gdzieś się przeniósł?

Gdy wczesną wiosną pojawiła się wiadomość, że otwiera nowy, większy lokal w centrum miasta, byłam jedną z pierwszych klientek. Udało się zorganizować sporą grupę znajomych i w sobotnie popołudnie zasiąść do włoskiej kolacji. Prawdziwej… pachnącej mozzarellą i bazylią, roześmianej i rozkrzyczanej, gdzie dzieciaki biegają między stolikami, a gospodarz co jakiś czas wychyla się z kuchni i pyta czy nam smakuje. Już wtedy, poprosiłam Małgosię – partnerkę Angelo, że chcę z nim porozmawiać dłużej, poznać jego historię. Nie było to proste, bo nasz Włoch, jak to Włoch perfekcyjnie mówi po włosku, a ja niestety „non parlo italiano”. Małgosia musiała zostać tłumaczem.

Nie od razu udało się umówić spotkanie. Włoski luz, a może natłok obowiązków związanych z organizacją nowego lokum przesuwał w czasie nasz wywiad. Moja cierpliwość zwyciężyła i w końcu któregoś dnia udało mi się wyciągnąć, niemal siłą, naszego kucharza z jego królestwa.

Obywatel Europy

Angelo pochodzi z rejonu Abruzzo w środkowych Włoszech, choć jak sam mówi to już prawie południe. Region położony nad morzem Adriatyckim jest jeszcze stosunkowo mało znany turystom. A warto go poznać, bo to tu błękitne morze spotyka się z zielonymi wzgórzami, w oddali widać ośnieżone szczyty, a wąskie uliczki średniowiecznych miasteczek potrafią wciągnąć na dłużej każdego, kto się w nie zapuści. Dlaczego wyjechałeś z tak uroczego miejsca? – Zawsze chciałem być kucharzem, to nie tylko mój zawód, ale pasja jeszcze z młodości. Po szkole gastronomicznej pracowałem w różnych lokalach, po pewnym czasie już w tych najlepszych w okolicy. Ciągle mi jednak brakowało możliwości realizacji swoich pomysłów. Swoich autorskich dań, gdzie mogę wyrazić siebie i przekazać moją filozofię włoskiej kuchni. Dużo w życiu dzieje się też przypadkiem i tak było ze mną. To za sprawą mojego przyjaciela Krzysztofa trafiłem do waszego kraju. Było to kilkanaście lat temu. Wcześniej Angelo mieszkał w Niemczech. Kawał czasu bo prawie 25 lat. W Polsce na początek trafił do Wrocławia i tam poznał Małgosię. Być może wtedy postanowił zagościć u nas na dłużej? Ten polsko-włoski mariaż trwa już ponad 10 lat. Razem pracują, Gosia pomaga w sprawach organizacyjnych, urzędowych, jest tłumaczką, kelnerką a jak trzeba to i elektrykiem. -Wrocław bardzo mi się podobał, otworzyłem tam swój lokal, było dużo gości. Po jakimś czasie dostałem propozycję z Krakowa, by prowadzić włoską restaurację w jednym z hoteli. Wiesz, już że przeprowadzek się nie boję. Więc się zgodziłem. Kraków też zachwycił mnie swoją atmosferą, jednak los tak chciał, że teraz jestem tutaj. Nie żałujesz? Wrocław, Kraków dwa piękne i oblegane przez turystów miasta. Dużo ludzi, dużo klientów chyba nijak nie można tego porównać z Nowym Dworem – pytam, bo pomimo uroków naszej okolicy różnice są kolosalne. – Mieszkamy tu prawie 3 lata. Powiem ci tylko tak. Gdyby mi się nie podobało, to nie prowadziłbym tu swojego interesu – szybko ucina mój rozmówca. – Ludzie wszędzie potrafią docenić smaczną kuchnię. Moje potrawy są oryginalne. Nie stosuję półśrodków. Produkty takie jak ser, salami, szynkę parmeńską, oliwki a nawet mąkę do pizzy sprowadzamy bezpośrednio z Włoch. Ciasto do pizzy zawsze robię na bieżąco, wypiekam w oryginalnym piecu. A to potrafi przekonać, klient nie lubi być oszukiwany. Ciebie przekonałem, prawda? Muszę mu to przyznać, jego pizza skradła moje serce i zawładnęła podniebieniem, a tiramisu osładza wszystkie troski dnia codziennego. Gdy na koniec uczty Gosia stawia przede mną maleńką filiżankę espresso, mówiąc – A to od firmy –  przymykam oczy i czuję się jakbym znów była na włoskim wybrzeżu.

Włoski, beztroski?

Angelo, nie zdradza wiele o sobie. Nawet przy mojej dociekliwości, niektóre pytania pozostają bez odpowiedzi. Pytam o warunki życia tutaj w naszym mieście. O to, jak udaje mu się załatwiać formalności związane z prowadzeniem lokalu. Widzę jak patrzy na swoją partnerkę i rozumiem, że to ona jest szyją tego biznesu. Dla Angelo kuchnia jest najważniejsza – szybko dodaje Gosia. Jak widzisz nawet ja nie mogę się doprosić u niego o pewne decyzje. To typowy Włoch, na wszystko ma czas. Wraz z przenosinami lokalu w nowe miejsce nastąpiły pewne zmiany, ale to nie wszystko, co chciałabym tu zrobić. Poszerzyliśmy ofertę o oryginalne włoskie pasty i desery. Jednak wciąż poza naszym zasięgiem są niektóre inwestycje. Nie jest też łatwo poradzić sobie z przepisami sanitarnymi, które w Polsce obowiązują. Angelo tych wszystkich wymagań kompletnie nie rozumie, działa bardzo spontanicznie, wybuchowo, ot  taki właśnie typowo włoski temperament. Pytam czy ktoś im pomaga? Czy mają pracowników? Mamy kłopot, bo mało kto jest w stanie zostać tu na dłużej. Angelo sprawuje niepodzielne rządy w kuchni i nie jest łatwo sprostać jego wymaganiom, to dość trudny współpracownik. Ale dla mnie mój Anioł. Śmiejemy się, bo daleko mu do wizerunku anioła.

Zauważam, że nasz bohater zaczyna się już lekko niecierpliwić, chce uciekać do swojej kuchni. Na koniec proszę go jeszcze o fotkę, na której trudno dostrzec uśmiech. Myślę, że zbyt mocno przycisnęłam pytaniami o „prozę życia”. Nie obyło się jednak bez urokliwego „Ciao, bella ragazza” – zanim zniknął w swoim królestwie, gdzie to On gra pierwsze skrzypce.

Małgorzata Mianowicz

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *