Facebook

POMIECHÓWEK. Pies musi trafić na swojego człowieka

2019-03-10 7:02:52

Na terenie gminy Pomiechówek od 4 lat działa grupa zapaleńców, którzy jako wolontariusze opiekują się bezdomnymi zwierzętami. Od blisko dwóch lat funkcjonują jako Stowarzyszenie „Pomiechowskie Bezdomniaki”. Opiekują się psami znajdującymi się w kojcach gminnych oraz psami i kotami, dla których znalazły się domy tymczasowe. M.in. o ciężkiej pracy wolontariuszy, adopcjach i przeciwdziałaniu bezdomności zwierząt rozmawiamy z Agnieszką Korzeniewską i Patrycją Dobrowolską z zarządu Stowarzyszenia

Działacie od 2015 roku. Liczyłyście ilu zwierzętom udało się Wam do tej pory pomóc?

Patrycja Dobrowolska: Odkąd działamy udało nam się znaleźć domy dla ponad setki psów i kotów. W ubiegłym roku wyadoptowaliśmy 34 zwierzęta. Dodatkowo kilka psów odnalazło swoich właścicieli.

Ile zwierząt macie teraz pod opieką?

P.D.: Obecnie w kojcach mamy 7 psów. W domach tymczasowych znajduje się ok. 10 psów i 10 szczeniąt. Zawsze mamy też pod opieką bezdomne koty, dla których staramy się znajdować domy tymczasowe. Jest także kilka grup kotów wolno żyjących, które z pomocą karmicieli dokarmiamy i sukcesywnie kastrujemy.

Jak znajdujecie domy tymczasowe? Chyba nie jest łatwo znaleźć osobę, która na jakiś czas przyjmie pod swój dach obce, często po przejściach, zwierzę?

P. D.: Prosimy na Facebooku, pytamy rodzinę, czy znajomych. Zdarza się, że bierzemy je do siebie choć każdy z nas ma już swoją gromadkę psów i kotów. Często pomagają nam osoby, które zgłaszają bezdomnego psa lub kota. Przetrzymują go u siebie do czasu aż znajdziemy dla niego schronienie jeśli np. kojce są przepełnione.

Szczenięta szybciej znajdują właścicieli?

P.D.: Nie zawsze. Czasami ciężko jest nam znaleźć dla nich domy, szczególnie wtedy, gdy jest ich dużo w danym momencie.

– Często ludzie nie próbują nawet adoptować bezdomnego psa, bo boją się procedur, stawianych wymagań…

Agnieszka Korzeniewska: Ale mówią to osoby, które nie miały z nami kontaktu. My nie mamy jakichś wygórowanych wymagań. Oczywiście nie wydamy 5-kilogramowego psa do kojca albo budy, bo byłoby to bez sensu.

P.D.: Nie wydajemy psa jeśli ktoś chce go zamknąć w kojcu lub umieścić na łańcuchu. Robimy wszystko, aby czas, w którym muszą być teraz w kojcu był jak najkrótszy. Nie chcemy żeby pies przechodził z kojca do kojca, bo nie o to walczymy każdego dnia. Marzymy, by miały lepsze życie i były członkami rodziny. Duże psy mogą mieszkać na dworze pod warunkiem, że będą mieć porządną budę i stały kontakt z opiekunami.

Jak wygląda taka procedura adopcyjna?

P.D.: Na początku zapraszamy osoby zainteresowane adopcją do nas. Żeby zobaczyły psy, zapoznały się z nimi. Na takim spotkaniu rozmawiamy, chcemy lepiej poznać przyszłych opiekunów, aby móc jak najlepiej dopasować rodzinę do psa i odwrotnie. Po adopcji utrzymujemy kontakt, bo wszystkie zwierzaki, które mamy pod swoją opieką są dla nas bardzo ważne. Rozmawiamy. Często też jesteśmy u tych osób przed adopcją, a później trzymamy kontakt po adopcji.

A.K.: Nie wchodzimy ludziom do domów, nie grzebiemy po kątach. Ale sprawdzamy na przykład jakość ogrodzenia. To jest bardzo ważne. Poza tym my nie kłamiemy, zawsze mówimy prawdę o psach. Żeby nie było sytuacji, kiedy ktoś powie „ja tego nie wiedziałem, pies zachowuje się inaczej, coś zniszczył”. Kiedy podpisujemy umowę, tam jest wzmianka o tym, że osoba adoptująca ma wszystkie informacje o psie, również jego stanie zdrowia. Nowy właściciel otrzymuje też książeczkę zdrowa, w której są informacje np. kiedy pies był odrobaczany, szczepiony.

A jak to jest z dziećmi? Czy wydajecie psy do domów, w których są małe dzieci?

P.D.: Tak, o ile dzieci wiedzą jak obchodzić się ze zwierzęciem i pies, czy kot nie jest adoptowany tylko po to, by być zabawką dla dziecka. Nie podchodzimy restrykcyjne co do wieku dzieci. Każde dziecko i każdy rodzic jest inny, dlatego zawsze staramy się jak najlepiej poznać rodzinę, nie odrzucając jej na samym początku tylko dlatego, że w domu są dzieci.

A.K.: Jeden z naszych psów poszedł nawet do domu, w którym psycholog zalecił dziecku psa. Chłopiec był zamknięty w sobie, miał problemy z adaptacją wśród rówieśników. Nie udało się rodzinie dostać psa w innych miejscach, a u nas tak. I okazało się, że właśnie ten pies bardzo pomógł chłopcu się otworzyć. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej adopcji.

Czyli do każdej adopcji trzeba podejść bardzo indywidualnie. Jesteście trochę jak psycholodzy zarówno ludzi jak i zwierząt. Doradzacie ludziom konkretne psy?

A.K.: Jakoś wyczuwamy tych ludzi i rozmawiając z nimi przed adopcją możemy stwierdzić, który pies będzie dla nich odpowiedni.

P.D.: Zawsze staramy się dopasować psa do osób zainteresowanych adopcją po to, by nie tylko pies był szczęśliwy, ale i rodzina, która przyjmie go pod swoje skrzydła.

Macie jakichś „weteranów”, którzy dłużej niż inni czekają na swoje adopcje?

A.K.: W tej chwili w kojcach najdłużej jest Wiluś i Balbina. Wilek już ponad półtora roku, Balbina odrobinę krócej.

Balbina i Wiluś to w tej chwili weterani Stowarzyszenia. Czekają na swój dom od ponad roku. Tel. w sprawie adopcji: 504 225 536, 604 504 349 lub 604 551 117

P.D.: Naszym marzeniem jest, żeby Wiluś i Balbina poszli do adopcji razem, znalazły wspólny dom. One się bardzo kochają.

Pewnie ciężko jest znaleźć dom dla dwóch psów?

P.D.: Mieliśmy już taką sytuację z Nuką i Kredką. One się bardzo zaprzyjaźniły, mimo że to dwie suczki i bardzo się od siebie różniły. Też dosyć długo czekały na swoją szansę. Aż wreszcie przyjechali państwo, którzy je zobaczyli i stwierdzili, że skoro one się tak bardzo lubią a sami mają warunki, żeby mieć dwa psy, to zabierają oba.

Są adopcje, które szczególnie zapadają w pamięć?

P.D.: Mamy dużo fajnych adopcji. Mniejsze psy zazwyczaj prędzej znajdują domy, te większe mają trudniej. Są takie psy jak Wiluś, które my po prostu kochamy i dziwimy się, dlaczego on nie ma jeszcze domu. Ale wiemy, że przyjdzie na to pora wcześniej czy później. Wierzymy, że przyjdzie taki moment, że ktoś zadzwoni i powie „ja tego psa chcę!”.

Tak było z Jokerem. Był u nas ponad rok i nagle zadzwonił od nas pan, zobaczył go i aż się zdziwił, że taki fajny i piękny pies tak długo nie ma domu. Tak to już jest, że pies musi trafić na swojego człowieka.

Podczas kiedy dla bezdomnego zwierzaka nie jest łatwo znaleźć dom, na portalach społecznościowych często ludzie ogłaszają, że mają do oddania szczeniaki i od razu pojawia się mnóstwo chętnych…

P.D.: Staramy się uświadamiać ludzi o kastracji, a jeśli już na świecie pojawiły się szczenięta radzimy, by nie oddawać ich wcześniej niż przed ukończeniem 8 tygodnia życia. Takie szczenięta są często nieodrobaczone i niezaszczepione. Hasło „oddam w dobre ręce” najczęściej wygląda tak, że psy są wydawane pierwszym chętnym osobom i spora ich cześć trafia później na ulicę…

A.K.: Była taka sytuacja, że sąsiedzi skarżyli się, że w jednym domu są co pół roku szczeniaki. Poszłyśmy tam w dobrej wierze i okazało się, że właściciele nawet nie wiedzieli, że coś takiego jak sterylizacja można zrobić. Teraz – dzięki funduszom z akcji zbierania nakrętek –  sunia jest wysterylizowana i jest w bardzo dobrej formie.

Kiedyś nie było obowiązku sterylizacji. Teraz, myślę, że także na skutek naszej pracy, umowa adopcyjna zobowiązuje do sterylizacji, jeśli przed adopcją nie zdążymy my tego zrobić. Wtedy osoba adoptująca zgłasza się do weterynarza i sterylizuje zwierzę na koszt gminy. Jest to bardzo duży krok w kierunku ograniczenia bezdomności.

Czasami bywa tak, że nie zdążycie pomóc zwierzęciu. Tak było przed prawie trzema tygodniami, kiedy potrącona sunia zmarła w męczarniach niemal na Waszych rękach. Bo nikt wcześniej nie udzielił jej pomocy.

A.K.: Sunia, którą dowiozłyśmy do lecznicy na dosłownie ostatnie 10 minut jej życia, żyłaby nadal, gdyby ktoś udzielił jej pomocy, żeby ktoś zareagował. Ona przez całą noc leżała na ziemi, kiedy temperatura na dworze wynosiła -5 stopni. Bardzo nas to załamało. Ona mogła żyć.

P.D.: W takim momencie mówisz sobie po prostu „mam dość, bo to co robię nie ma chyba sensu”.

Co zrobić w sytuacji gdy zobaczymy potrącone zwierzę, gdzie to zgłosić?

A.K.: Osoba, która potrąci zwierzę, zgodnie z prawem ma obowiązek zatrzymać się i udzielić mu pomocy. Najlepiej od razu zadzwonić na straż miejską lub policję. Policja na ogół ma informacje, która lecznica ma podpisana umowę w danej gminie na zwierzęta powypadkowe. Każda gmina musi mieć podpisaną taką umowę z lecznicą. Wiem, że ludzie boją się konsekwencji. Prawda jest taka, że bardzo często te zwierzęta wybiegają nie pilnowane albo przestraszone światłem i nie jest to wina kierowcy.

P.D.: Jeśli jednak dojdzie już do potrącenia, nie powinno się odjeżdżać i zostawiać bez pomocy. To najgorsze, co można zrobić.

Kolejnym problemem, z którym się mierzycie są pseudohodowle.

A.K.: Jest sporo osób, które po prostu ogłaszają się np. na facebook`u, że mają szczeniaczki do oddania. I pojawia się informacja o cenie. Czyli nie był to szczeniaczek, który pojawił się przez niedopilnowanie, tylko celowe działanie. Nie wiadomo czy te zwierzęta miały wykonane niezbędne badania, szczepienia. Nie wiadomo czy ten szczeniak nie jest wynikiem połączenia matki z synem. Nikt nie ma nad tym kontroli.

P.D.: W legalnie działających hodowlach psy przechodzą badania. Ciąża suczki jest pod stałą kontrolą lekarza weterynarii. Pseudohodowle rozmnażają psy w niekontrolowany sposób, sprawiając, że szczeniaki są później chore. Ludzie powinni zdawać sobie sprawę z tego, że jest różnica między psem za kilkaset złotych, a tym za kilka tysięcy. Kupując tańszego wspierają nielegalny biznes i przyczyniają się do ogromnego cierpienia tych zwierząt. Psy w takich miejscach są traktowane tylko i wyłącznie jak maszynki do zarabiania pieniędzy. Dlatego jeśli ktoś bardzo chce mieć rasowego psa niech zada sobie nieco więcej trudu, by kupić go z legalnej, sprawdzonej hodowli.

Organizujecie wydarzenie pn. Dzień Pomiechowskiego Bezdomniaka. W ubiegłym roku promowaliście chipowanie zwierząt, w tym roku na co postawicie największy nacisk?

P.D.: Będziemy promować sterylizację, jako tak naprawdę jedyną metodę przeciwdziałania bezdomności. My możemy opiekować się bezdomnymi zwierzętami całe życie i ten problem nigdy nie zniknie, jeśli ludzie nie będą decydować się na sterylizację zwierząt.

Jak można wesprzeć działania Waszego Stowarzyszenia?

P.D.: Można przede wszystkim zostać wolontariuszem i pomagać Bezdomniakom razem z nami. Zachęcamy do wyprowadzania na spacery psów, które przebywają w gminnych kojcach, ale także do poszukiwania im domów. Bardzo potrzebujemy domów tymczasowych, ponieważ zwierząt czekających na naszą pomoc jest coraz więcej, a nie zawsze mamy dla wszystkich miejsce.

Wiele naszych działań finansowanych jest ze środków Stowarzyszenia, dlatego też bardzo liczymy na wsparcie finansowe. Wystarczy zrobić przelew na nasze konto z dopiskiem „na cele statutowe”. Wszystkie dane można znaleźć na naszym profilu na Facebooku, wpisując Stowarzyszenie „Pomiechowskie Bezdomniaki”. Pomoc rzeczowa, taka jak karma, koce, zabawki dla psów też nam się jak najbardziej przyda.

A.K.: Gorąco też zachęcamy do włączenia się do akcji zbierania plastikowych nakrętek. Dzięki temu będziemy mogli sfinansować kastrację zwierząt właścicielskich.

M.A.

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *