Facebook

Pędzący z wiatrem

2016-03-02 2:27:12

Jego pasją są latawce. Nie odkłada ich na strych, ale zabiera ze sobą niemal wszędzie, o każdej porze roku. W jakim celu? Bo za ich pomocą porusza się – na desce, na wózku, na deskorolce; po lądzie i po wodzie. Sprawia to ogromną frajdę – nie tylko jemu, także jego uczniom.

Marcin Filip mieszka w Wólce Kikolskiej w gminie Pomiechówek. Wśród jego zainteresowań są landkiting, kitesurfing, snowkite, czyli sport, którego cechą charakterystyczną jest użycie latawca.
Ciągle w podróży
– W jeden z zimowych weekendów pojechaliśmy z rodzicami nad Zalew Zegrzyński. Tam zobaczyłem wielką powierzchnię i latawce w powietrzu. I już wiedziałem. Wiedziałem, że to jest to, bo lubię wiatr, lubię wodę, pływać na żaglówkach. Potem wyjechałem do Sopotu i tam furtka się otworzyła. Regularne wyjazdy na Półwysep Helski, który jest mekką tego sportu, jednym z najlepszych miejsc do nauki w Europie. Pierwszy kurs instruktorski, pierwsza szkółka. Zdobyłem uprawnienia instruktora międzynarodowego, poznałem wiele osób, zacząłem pracę jako instruktor. To był ostatni rok liceum – wspomina Marcin.
Tak pojawił się w jego życiu kitesurfing, czyli sport wodny, w którym surfujący na desce używa latawca. To jednak nie wystarczyło Marcinowi. Stwierdził, że przecież latawca nie trzeba używać wyłącznie latem.
– Mało osób wie, że to sport, który można uprawiać przez cały rok, a nie tylko wtedy, gdy jest ciepło, na wodzie. Nie spakowałem latawca do szafy. Zacząłem interesować się wersją lądową, kupiłem wózek, poznałem chłopaków i tak się zaczęła zabawa z landkitingiem. Wybitnym miejscem do uprawiania landkitingu są łąki w Pomiechówku – tłumaczy pasjonat.
Wiosnę, jesień, zimę Marcin spędza w Pomiechówku, poruszając się po lądzie, a w okresie letnim, w przerwie między studiami śmiga za granicę albo nad morze. Ciągle jest na bagażach.
– Życie z wiatrem, kitem jest życiem z podróżami. Dużo podróżuję, dodatkowo jeżdżę na zorganizowane wyjazdy, np. w gronie studenckim, gdzie także szkolę innych. Wyjazdy i kontakty z ludźmi to największa zaleta mojej pasji. Miejscem, które zdecydowanie polecam, jest Porto Botte na Sardynii, gdzie nie ma tłumu, jest spokój, czysta woda, świetny wiatr, a do tego pyszna kuchnia włoska, bello fantastico – mówi Marcin.

Latawiec dla każdego
Kite (czytaj: kajt) to z angielskiego latawiec. Sport z jego udziałem staje się coraz bardziej popularny. Jakie są jego odmiany?
– Cała idea kite`a różni się jedynie środkami transportu, tym, czym się poruszamy. Zimą używamy do tego nart albo snowboardu. Jeśli jest mały wiatr, to mogą być również łyżwy albo wózek ze specjalnymi tasakami. Na lądzie w okresie wiosenno–jesiennym śmigamy na wózku buggy na trzech kółkach albo na deskorolce terenowej (montainboard). W wersji letniej używamy deski na wodę – tłumaczy młody instruktor. – W zależności od siły wiatru dobieramy odpowiedni rozmiar latawca. Podpinamy się pod specjalne pasy zwane trapezami. Latawca nie trzymamy bezpośrednio w dłoniach, ale przymocowujemy do pasa. Dzięki temu nie potrzeba dużo siły.
Podczas uprawiania sportu z użyciem latawca ważna jest ogólna sprawność fizyczna. Nie ma ograniczeń wieku, wagi i wzrostu. Ponieważ jednak sport jest nieco ekstremalny – wiąże się z prędkościami, czasami jakimś wyskokiem czy trikiem w powietrzu – istnieje ryzyko, że można się potłuc, dlatego zalecane są różnego rodzaju ochraniacze na łokcie, kolana i kask.
– Największą przeszkodą są bariery psychiczne, strach, częściej obecny wśród kobiet niż mężczyzn. Wbrew pozorom najbezpieczniejszą wersją jest wersja wodna. Woda jest miękka, pływający przypięty jest specjalnymi pasami. Jeżeli zaufa się instruktorowi, jego poleceniom, to nie ma się czego obawiać. Mamy specjalne krótkofalówki i kaski ze słuchawkami. Będąc na brzegu, mogę wydawać proste polecenia – mówi Marcin. – Mój profil na Facebooku nazywa się Kite Tata, ponieważ docelowym klientem w przyszłości będą dzieci. Dzieciaki szybko łapią, bardzo się z tego cieszą, nie boją się, nie mają tylu barier psychicznych co dorośli. To duża odpowiedzialność dla instruktora, natomiast jest to wielka frajda zarówno dla mnie, jak i dla moich młodszych czy starszych uczniów.

Nie tylko latawce
Okazuje się, że pasją Marcina jest nie tylko sport z użyciem latawca. Na pytanie, co studiujesz, Marcin odpowiada:
– To jest moja druga pasja. Rodzice są leśniczymi, a ja studiuję technologię drewna. Zaczynam drugi projekt – produkcję drewnianych desek surfingowych. Z drewnem mam styczność od urodzenia, w domu drewno, wszystko wokół mnie drewniane. Do tego lubię majsterkować, rozwiązywać problemy technologiczne, techniczne – tłumaczy.
Marcin lubi pracować z drewnem. Spod jego ręki wychodzą niepowtarzalne deski, na które – jak twierdzi – jest coraz większy popyt.
– Drewniane deski są w Europie coraz bardziej popularne, w Polsce jeszcze nie, a według mnie surfing zdobywa coraz większą popularność na polskim Bałtyku, sztormy przynoszą dużą falę, to się rozwija z roku na rok. Znalazłem swoją niszę w latawcach i w drewnie i tak się bawię – śmieje się Marcin. – Pasja w człowieku otwiera nowe możliwości i co najważniejsze – stale aktywnie motywuje do działania. Jak się ma pasję, to się robi coś dobrze, a jak się robi dobrze – to są tego efekty.
Każdego, kto jest zainteresowany sportem z wykorzystaniem latawca, poznaniem jego specyfiki, odbyciem szkolenia, zachęcamy do odwiedzenia strony: www.facebook.com/KiteTata.szkolenia

Anna Cichocka

Podobne artykuły

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *