Facebook

„Paczka ma być impulsem do zmian…”

2015-12-17 4:20:51

W ubiegły weekend zakończył się XV finał Szlachetnej Paczki. W rozmowie z nami akcję podusmowuje liderka regionu Pomiechówek – Aleksandra Borkowska

Zacznijmy od początku i przypomnijmy naszym czytelnikom, czym jest Szlachetna Paczka?

Jest to projekt, który został stworzony przez księdza Jacka Wiosnę Stryczka. Ma on na celu pomagać ludziom. Nie jest to natomiast taka pomoc jak np. Caritas, lecz jest to pomoc najczęściej jednorazowa, która daje ubogim ludziom impuls do zmian. Osoby te dostają spersonalizowaną paczkę. Jest ona tworzona adekwatnie do potrzeb tych ludzi.

Skąd wiecie czego Ci ludzie potrzebują?

O potrzebach dowiadujemy się wtedy, kiedy nasi wolontariusze spotykają się z rodzinami. Po spotkaniach tworzymy opis rodzin, który pojawia się na internetowej stronie akcji, po czym darczyńca wybiera sobie rodzinę, której tworzy paczkę. Akcja ma celu pokazanie rodzinom, że nie są sami, pozostawieni sami sobie, a pokazuje im, że mają wsparcie w innych ludziach.

Ilu rodzinom udało się pomóc w Twoim rejonie, w Pomiechówku?

W moim rejonie udało się pomóc niestety tylko 19-nastu rodzinom…

Ciężko pracowało się z rodzinami?

Ja nie mogę wypowiadać się ogólnie. Powiem więc o swoich rodzinach, ponieważ ja również jestem wolontariuszem. W tym roku opiekowałam się dwoma rodzinami i nie miałam z nimi żadnego, nawet najmniejszego problemu.

Jakie te zakwalifikowane rodziny miały wymagania? Ciężko było im sprostać?

Właśnie to jest najciekawsze, ponieważ te rodziny potrzebują dużo, ale chcą dostać niewiele. Uważam, że jest to pewnego rodzaju paradoks. Te rodziny mają kolosalne potrzeby, ale jeśli ktokolwiek zapyta je czego potrzebują to tak naprawdę trudno jest im powiedzieć. Muszą się naprawdę bardzo długo zastanowić.

Olu byłaś liderką rejonu Pomiechówek – jakie były Twoje zadania? Jakie są zadania Twoich wolontariuszy?

Musiałam przede wszystkim opanować zespół i zorganizować logistycznie całą akcję. Wspomnę tu, o pewnej kwestii… Wszystkim wydaje się, że wolontariat i cała idea Szlachetnej Paczki to jest „hop siup”, a tak naprawdę to jest bardzo ciężka praca. Musimy pozyskiwać rodziny, tworzyć ich historię, spotykać się i rozmawiać z tymi rodzinami, musimy jeździć i prosić o podpisywanie zgód… Dopiero w momencie kiedy wszystkie formalności zostaną sfinalizowane możemy działać i pomagać rodzinom. Wielu ludziom się wydaje, że to jest nic, a to jest naprawdę ciężka praca, sterta dokumentów i ogrom poświęconego czasu.

Jakie kryteria musi spełniać rodzina by była zakwalifikowana do projektu?

Przede wszystkim rodzina musi wykazać się tzw. postawą bohaterską. Oznacza to, że rodziny, które nie mają w życiu lekko nie błagają o litość, nie mówią, że „mi się to należy, bo jestem biedna”. Te rodziny walczą, by ten swój stan zmienić. Ciekawe jest to, że rodzina nie może sama zgłosić się do projektu, tylko musi mieć swojego pośrednika.

Co było najdroższą paczką? Jaka była jej kwota?

Najdroższa paczka kosztowała 8 tysięcy złotych. W skład tej jednej paczki wchodziło wiele prezentów. Rekord w tym roku pobiła szkoła w Pomiechówku, która stworzyła dla jednej rodziny 46 paczek – w tym była lodówka i wersalka. Widok tych prezentów był imponujący.

Natomiast łączna wartość wszystkich paczek to koszt około 40 tysięcy złotych.

Czy w pewnym momencie Twojej pracy pojawiła się wątpliwość i brak siły, czy walczyłaś do końca?

Miałam chwile zwątpienia, ponieważ praca lidera to – jak już wspomniałam – bardzo ciężka praca.

Cieszę się, że udało mi się to pogodzić ze studiami.

Czy podczas spotkań z rodzinami pojawiało się wzruszenie?

Tak. Jak o tym pomyślę to mam łzy w oczach. Miałam w swojej opiece rodzinę Państwa Kołeckich z Wygody Smoszewskiej. Współpraca z tymi ludźmi to było coś niesamowitego. Cała rodzina jest fantastyczna. Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc tej rodzinie.

Jak reagowali ludzie, kiedy dotarliście już do nich z paczką?

Miałam dwie rodziny, więc opowiedzieć mogę o dwóch reakcjach. Pierwsza reakcja to był szok i niedowierzanie. Nawet nie było emocji. To była rodzina pozostawiona sama sobie. Nikt nie pomagał, nikt im nie chciał pomóc. Dostali między innymi wykładzinę, węgiel… Byli w takim szoku, że nawet słowa z siebie nie wykrzesali. Fajnie było zobaczyć jak chłopiec, który marzył o dinozaurach dostał plecak z dinozaurem…. Szczerze powiem, że rozczarowałam się, że tej pozytywnej reakcji nie było. Natomiast w rodzinie Kołeckich było mnóstwo emocji. Ciekawostką było to, że najbardziej ucieszyła tę rodzinę pralka. Dzieci od niej nie odchodziły nawet na krok.

Proszę Cię Olu – podsumuj krótko tegoroczną akcję Szlachetna Paczka.

Nie zrobiłam wszystkiego, co chciałabym zrobić. Uważam, że to, co mogłam zrobić – zrobiłam w 100%, ale martwi mnie to, że była mała liczba wolontariuszy. Obwiniam o to siebie. Zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby liczba wolontariuszy była większa, to automatycznie udałoby się pomóc jeszcze większej liczbie rodzin. Zgłoszeń było wiele, ale niestety większość nie zakwalifikowała się podczas weryfikacji. Jestem pewna jednego – w przyszłym roku chciałabym znaleźć więcej wolontariuszy – nie tylko ludzi młodych, ale również starszych.

Dziękuję za rozmowę,

Dziękuję.

Rozmawiał Adam Balcerzak

Comments

comments

2 komentarze

  1. Hosting odpowiedz

    W tamtym roku jedna paczka miala srednia wartosc 1,8 tys. zl i robilo ja ok. 30 osob. Rekordem byla paczka, na ktora skladalo sie az 80 pudel i hula-hop. Zdarzali sie darczyncy, ktorzy w pudla pakowali wegiel. W przypadku takich darow warto skonsultowac sie z wolontariuszem.

  2. marcia odpowiedz

    Mam nadzieję, że dla wielu Szlachetna Paczka tym impulsem będzie, bo jest naprawdę świetna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *