Facebook

Od jutra masz nowego tatusia…

2018-01-22 7:30:05

O tym, że ojcowie i mężowie są dyskryminowani w polskich sądach rodzinnych przekonani są chyba wszyscy. Patrząc na statystyki, trudno dziwić się tym opiniom. Mężczyzna, który nagle stanie przed koniecznością udawadniania w sądzie, że nie jest wielbłądem, czuje się zaszczuty, bezradny i z góry przegrany. Tymczasem od pewnego czasu na naszym terenie rozpoczęła działalność fundacja „Jestem tu”, której głównym zadaniem jest niesienie pomocy ojcom w ich walce o prawa wobec dzieci.

Gdy kobieta wchodzi do sądu rodzinnego, wiadomo jest, że właśnie przyłapała męża na rozrywkach z kochanką. No, może było inaczej… Może pił i bił niemiłosiernie. Ona znosiła to dzielnie przez lata całe, aż wreszcie powiedziała „dość”. Zabrała węzełek, małe dzieciątko pod pachę i teraz szuka schronienia niebożę. Tchnięta ostatkiem sił, przyszła szukać sprawiedliwości w sądzie. Czyż to nie do takich, jak ona skierowane są programy przeciwdziałające przemocy w rodzinie? Czyż to nie w trosce o te kobiety ministerstwa tworzą kolejne niebieskie, czerwone i tęczowe telefony? Idąc w Warszawie sądowym korytarzem można zobaczyć wielki plakat z krzykliwym hasłem: „Dość milczenia” a z niego bije po oczach posiniaczona, pokorna twarz niewieścia.

Tuż obok przechadza się mężczyzna. On nie jest posiniaczony. To zapewne sprawca jej nieszczęścia. Jeśli nawet nie jej, to jakiejś innej, słabej, niewinnej…. Stereotypy? Zapewne, ale jakże utrwalone w powszechnej świadomości. Także świadomości sędziów.

Pan Marek W. z Nowego Dworu nieźle się ubawił, kiedy jego kilkuletni synek zakomunikował mu, że będzie miał nowego tatusia. – Co ty opowiadasz – zapytał się chłopaka z uśmiechem. – Tak, bo mama się zakochała – dopowiedział brzdąc. Ojciec oczywiście wziął to za dziecięcą wyobraźnię. Gdy wkrótce zaczęły się w domu systematyczne awantury, jeszcze niczego nie skojarzył. Krzyki, prowokacje, wzywanie pomocy z byle powodu lub bez powodu a na końcu tobołki przed drzwiami. Pan Marek synka nie widział od ponad roku. Jedyne, do czego ma prawo, to… płacenie alimentów.

W podobnej sytuacji znalazł się p. Piotr K. z Pomiechówka. Kiedyś ufający w sprawiedliwość, dziś nam opowiada: „Jeszcze tak niedawno takie słowa jak alimenciarz i rozwodnik były dla mnie epitetami. W moim małżeństwie nie układało się dobrze, ale nikt nikogo nie oskarżał o zdradę, nie było awantur, nikt nie miał problemu z alkoholem. Raziło mnie to, że żona jest tak podatna na podszepty niechętnej mi, jej siostry i fakt, że ukrywa przede mną spore sumy pieniędzy, ale jakoś udało się nam wychować czworo dzieci. Problem zaczął się, gdy jesienią 2015 mroku ciężko zachorowałem. Zbiegło się to w czasie z sytuacją, kiedy to z niezależnych od nas powodów mieszkaliśmy daleko od siebie. Ja zostałem z córką, żona z dwoma synami. Trzeci syn już się usamodzielnił. Żona widząc, że z powodu choroby nie nadaję się już do pracy, oświadczyła, że nie zgadza się na wspólne zamieszkanie. Miała się „zastanowić”. „Zastanawiała” się tak dwa lata. W czerwcu ubiegłego roku z pisma sądowego dowiedziałem się, że żona wystąpiła o rozwód bez orzekania o winie, ale domagając się odebrania mi praw rodzicielskich do najmłodszego syna i alimentów. O ukrytych 200 tysiącach złotych nie wspominała. Sąd naturalnie, w decyzji zabezpieczającej alimenty jej przyznał. Przyznał nie rozpatrując dowodów, nie sprawdzając wiarygodności jej twierdzeń, nie bacząc na to, że z powodu choroby nie mogę pracować a mam na utrzymaniu studiujące dziecko…. Moje zażalenie czeka na rozpatrzenie już kilka miesięcy. W tym czasie musze się zapożyczać, aby te alimenty płacić.

W pierwszym szoku zacząłem na oślep szukać ratunku. Trafiłem do jakiegoś stowarzyszenia, do którego zostałem za 400 zł. przyjęty. Innej pomocy nie dostałem. Podczas kolejnej próby było już lepiej. Za jedyne 100 złotych otrzymałem profesjonalną poradę prawną. Na resztę nie było mnie stać. Dopiero za trzecim razem trafiłem tam, gdzie nie żądając nijakiej zapłaty, znalazłem wszechstronną pomoc zarówno prawną, jak i organizacyjną. Była to Fundacja Jestem Tu.

Fundacja, o której opowiada nasz bohater, jest w Polsce podmiotem nowym. Jej główny projekt „Jestem Ojcem” skierowany jest do ojców, którzy zmuszeni są do walki przed sądem o prawo dziecka do posiadania ojca; oraz swoje prawo do wychowywania, kochania i znania własnego dziecka. Jak czytamy na stronie www.jestemojcem.org ,. Jego twórczynie zamierzają pomagać rodzinom, które znalazły się w kryzysowych sytuacjach oferując im wsparcie prawne i psychologiczne. Na konsultacje z ekspertami zapraszają nie tylko ojców, ale także rodziców, którzy nadal próbują się porozumieć i znaleźć wspólną drogę; rodziców, którzy świadomi końca swojego związku zamierzają przygotować siebie i dziecko do wielkiej zmiany w życiu.
Piotr Korycki

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *