Facebook

Nieodpowiedzialność lekarza mogła doprowadzić do śmierci

2017-06-21 12:00:06

Pani Małgorzata Michalska jest w ciąży pozamacicznej, ponadto wychowuje trójkę dzieci. 11 maja br. kobieta zemdlała. Mąż wezwał karetkę pogotowia. Przez nieodpowiedzialną załogę karetki, kobieta omal nie straciła życia.

Był 11 maja, godzina 14:15. Pani Małgorzata straciła przytomność, a kilka godzin wcześniej dostała silnych bólów brzucha. Kobieta wiedziała, że jest w ciąży. Od kilku tygodni przebywała pod stałą opieką ginekologa. Podczas wcześniejszych badań okazało się, że jest to ciąża pozamaciczna.

Mąż kobiety, w momencie jej omdlenia, natychmiast wezwał karetkę pogotowia. To, co wydarzyło się po przyjeździe lekarza do domu państwa Michalskich, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.

Lekarz niedowiarek

Pani Małgorzata, dosłownie kilka minut przed przyjazdem załogi karetki pogotowia, odzyskała przytomność. Gdy po wejściu lekarza do mieszkania, okazało się, że kobieta jest przytomna, ten bardzo się oburzył.

– Jeden z ratowników, po wykonaniu standardowych badań, stwierdził, że wszystko jest w porządku. Wmawiał mi, że udaję, że to nie było omdlenie, tylko pewnie się czymś zdenerwowałam i wydawało mi się, że zemdlałam – mówi z żalem Pani Małgorzata. – Ja coraz gorzej się czułam. Poinformowałam załogę karetki, że jestem w ciąży, lecz w macicy nie było płodu na USG. Pokazałam też lekarzowi wynik badania wykonanego 11 maja rano (tego samego dnia, w którym doszło do omdlenia – przyp. red.). Nie potrafił go jednak odczytać, stwierdzając, że nie wykazuje żadnej ciąży. Uparcie powtarzałam, że jestem w ciąży, a ból coraz bardziej się nasilał – dodaje kobieta.

Nieodpowiedzialny lekarz, mimo próśb naszej czytelniczki i zapewnień, że jest w ciąży, naciskał ją na brzuch, co jeszcze bardziej wzmacniało cierpienie.
Z relacji kobiety wynika, że musiała wręcz błagać lekarza, by ten podjął decyzję o przetransportowaniu jej do szpitala. Kobieta mówi również, że doktor nie podjął stosownych kroków, mimo nasilającego się bólu. Kobiecie nie zostały podane żadne leki, które mogłyby zmniejszyć cierpienie.

Radź sobie sam człowieku

Pani Michalska mimo ogromnego bólu była zdana sama na siebie. Ból się nasilał, ale to nie obchodziło ratowników. Kobieta musiała zejść o własnych siłach z czwartego piętra. Jakby tego było mało, w karetce posadzono panią Małgorzatę na małym stołeczku, nie położono jej na łóżko. Po raz kolejny, podczas transportu do szpitala, kobieta straciła przytomność.

– Z tego, co usłyszałam, podczas przekazywania mnie na SOR, byłam nieprzytomna przez 4 minuty – relacjonuje Michalska.

Jak informuje kobieta, po dojechaniu na SOR, ratownicy nalegali, by zaprowadzić ją na oddział pod ręce. Jedynie interwencja pielęgniarki poskutkowała tym, że został przyprowadzony wózek, ale z karetki pani Michalska musiała wyjść już o własnych siłach.

– W tym czasie miałam już bardzo silny krwotok wewnętrzny, ponieważ w wyniku ciąży pozamacicznej rozerwało jajowód i właściwie minuty decydowały o moim życiu. Z SOR-u natychmiast trafiłam na salę operacyjną, gdzie ledwie mnie odratowano – wyjaśnia kobieta. – Nie wiem, czy doszło wtedy do upadku lub jakiegoś uderzenia w brzuch, gdyż podczas operacji było coś nie tak z moją śledzioną – dodaje Pani Małgorzata. – Jak w tym czasie ratowano moje życie, skoro nie wykonano podkucia, by w takiej niespodziewanej sytuacji podać leki? – pyta p. Michalska.

Traktowali mnie dobrze

Pacjentka z pełną świadomością twierdzi, że życie zawdzięcza doktorowi Morelowskiemu. Jest wdzięczna za opiekę personelowi oddziału ginekologii, który – jak zaznacza – zajmował się nią bardzo dobrze.

– To ludzie mili, pozytywnie nastawieni do pacjenta, służący pomocą o każdej porze dnia i nocy. Dzięki ich empatii, człowiek nie traci nadziei i szybciej wraca do zdrowia – chwali oddział pani Małgorzata.

Pani Małgorzata jest matką trójki dzieci. Przez nieodpowiedzialne zachowanie lekarza oraz ratowników mogła stracić życie.

– Co stałoby się z moimi dziećmi? Czy oni zdają sobie sprawę z tego, że schodzenie ze schodów, czy wychodzenie z karetki mogły nasilić krwotok? Mnie się udało, ale inni pacjenci „obsługiwani” przez ten zespół mogą nie mieć tyle szczęścia – mówi zrozpaczona kobieta.

Jest stanowisko szpitala

Kilka dni po zgłoszeniu interwencji, zadaliśmy dyrektorowi Nowodworskiego Centrum Medycznego pytania związane z powyższym problemem. Otrzymaliśmy odpowiedź od zastępcy dyrektora NCM – dr. Jerzego Szubskiego, z której wynika, że zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające w tej sprawie, które ma na celu wyjaśnienie wszelkich okoliczności związanych ze sprawą. Opóźnienie postępowania spowodowane jest nieobecnością lekarza karetki, który przebywał na urlopie. Na dzień pisania artykułu, otrzymaliśmy obietnicę od zastępcy dyrektora, że po powrocie lekarza zostaną przeprowadzone kolejne rozmowy wyjaśniające, po czym do naszej redakcji wpłyną ostateczne wyjaśnienia. Lekarz wrócił z urlopu 12 czerwca, z związku z czym czekamy na oficjalne stanowisko w tej sprawie.

AB

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *