Facebook

„Niedosyt jest zawsze”

2015-09-11 10:42:42

Rozmowa z Bartoszem Kujawskim o Mistrzostwach Polski w siatkówce plażowej

Bartosz w parze z Pawłem Kaczorowskim zajął w turnieju finałowym 9. miejsce, a druga para reprezentująca Nowodworski Ośrodek Sportu i Rekreacji Małgorzata Wawrzyński i Joanna Karasiewicz uplasowały się na 7. pozycji wśród kobiet

Tygodnik Nowodworski: Ciężko było zakwalifikować się do finałów rozgrywek?

Bartosz Kujawski: W tym roku było wyjątkowo łatwo. Oprócz pierwszego turnieju eliminacyjnego, gdzie nie udało nam się wejść do głównej rywalizacji, we wszystkich innych byliśmy w turnieju głównym. W większości zajmowaliśmy miejsca w pierwszej ósemce. Finały mieliśmy spokojnie zagwarantowane. Tak samo dziewczyny, które od początku sezonu były cały czas rozstawione w turniejach głównych.

Punktów, które zdobyły w tamtym roku, wystarczyło im na pierwsze zawody. Poszły one dobrze i to się nakręcało. Dzięki temu cały czas miały pewne miejsce w turnieju głównym. Dlatego jeśli chodzi o samo wejście do finałów, to w tym roku było nam zdecydowanie najłatwiej w dotychczasowych startach.

Jak Wam szło w całym cyklu Plaża Open, który miał być rozgrywany w Nowym Dworze?

Cykl Plaża Open strasznie stracił na randze. Czołowe drużyny odpuszczały sobie właśnie zawody z tego cyklu. Działo się tak ze względu na bardzo małą pulę nagród finansowych. Jeśli chodzi o nasze wyniki, to poza zawodami, które odbywały się w Nowym Dworze, najsłabsze wyniki mieliśmy właśnie na Plaża Open. Na tegorocznym finale w Gdańsku to się potwierdziło i poszło nam bardzo słabo. Najważniejsze jest to, że punkty były przyznawane wprost proporcjonalnie do puli nagród. Czym większa pula nagród, tym więcej punktów do zdobycia. Przez to, że na Plaży Open są bardzo niskie pule, to grając słabiej, nic nie traciliśmy. Nadrabialiśmy za to z nawiązką na turniejach wyższej rangi.

Czy same finały Mistrzostw Polski to była bardzo trudna przeprawa dla Was?

Tak. Wszyscy stwierdzili, że to był najmocniejszy finał w historii siatkówki plażowej w Polsce – zarówno w rywalizacji męskiej, jak i żeńskiej. Przyjechały wszystkie pary reprezentujące Polskę na arenie międzynarodowej.

Od razu wiedzieliśmy, że będzie bardzo ciężko. Po cichu liczyliśmy na pierwsze dziesiątki – i my i dziewczyny. Jednak za bardzo w to nie wierzyliśmy, widząc turniejową drabinkę i to, jakich mamy przeciwników.

Sam turniej finałowy był dla nas niespodzianką. Ja z Pawłem wygraliśmy trzy mecze, przegraliśmy dwa. Natomiast Gosia z Asią przegrały i wygrały po dwa mecze.

Właśnie, Ty i Paweł graliście przeciwko parze Kądzioła/Szałankiewicz. Jest to chyba jedna z najmocniejszych par w Polsce?

Tak, zdecydowanie – nie tylko w Polsce, ale i na świecie (Młodzieżowi Mistrzowie Europy – przyp. redakcji). W tym roku mieli troszeczkę gorszy sezon przez kontuzję Kądzioły. Byli przez to rozstawieni troszkę gorzej, za nami. Przez to właśnie trafiliśmy na siebie.

Dla mnie to był wielki zaszczyt zagrać z taką parą. Przekonaliśmy się też, że można z taką parą powalczyć. Jest to dla nas kolejny schodek, aby wznieść się jeszcze wyżej. Myślę, że jest szansa powalczyć w przyszłości z taką parą, jak równy z równym.

Czy po za parą Gosia Wawrzyńska/Asia Karasiewicz, które odniosły sukces, jeszcze jakieś zawodniczki NOSiR-u jeździły na turnieje eliminacyjne, bądź dostały się do finału?

Siostry Balcerowicz jeździły na turnieje eliminacyjne, jednak były to sporadyczne turnieje, bardziej na podtrzymanie formy. Jeśli pojawiłyby się kilka razy więcej, myślę, że była szansa na udział w finałach.

To samo odnosi się do naszej rozgrywającej Sylwii Pilarek. Jednak działo się to zbyt późno, aby uzbierać minimalną liczbę punktów. Sylwia zajmowała tam ze swoją partnerką podobne miejsca do Gosi i Asi. Gdyby jeździły od początku sezonu, raczej na pewno znalazłyby się w turnieju finałowym.

Rozmawiał Michał Kulesza

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *