Facebook

NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI. Szlakiem leoncińskich Olędrów

2020-06-20 12:33:01

Na początku XVIII wieku na terenach przywiślanych zaczęli pojawiać się nowi osadnicy zza Odry. Byli to mennonici – ewangelicy z Niderlandów, uciekający z powodu prześladowań religijnych i złej sytuacji gospodarczej wywołanej wojną o wyzwolenie Niderlandów spod panowania hiszpańskiego. Sam ruch jako taki powstał już w XVI wieku, a jego twórcą był Menno Simmons z Fryzji

Wiara mennonitów opierała się na Biblii, według nich było to nieomylne, objawione Słowo Boże. Uznawali chrzest wyłącznie od 14. roku życia, który miał być świadomą decyzją przyjęcia Jezusa Chrystusa. Wyrzekali się używania broni i sprawowania wysokich urzędów państwowych. Negowali wszelkie struktury państwowe. Ponadto mennonici wyzbyli się potrzeby handlu i picia alkoholu. Wart uwagi jest również fakt, że wierni mieli możliwość wyboru swojego pastora. Przez Polaków byli nazywani „olędrami”. Olędrzy nie byli do końca, jakby to mogło się wydawać, Niemcami. Pochodzili z Fryzji, krainy geograficznej leżącej obecnie na terenie Holandii. Po przestudiowaniu napisów z tablic nagrobnych, nie można jednoznacznie stwierdzić, czy posługiwali się językiem stricte niemieckim czy holenderskim, choć najprawdopodobniej był to dialekt tego pierwszego. Wynikało to zapewne z tego, że z czasem określenie „olędrzy” utraciło swoje znaczenie narodowościowe, zaś olędrami zwano wszystkich osadników, otrzymujących przywileje opierające się na prawie wprowadzonym właśnie przez kolonistów niderlandzkich.

Ci „polscy amisze” wkomponowali się w swoją nową ojczyznę bardzo szybko. To dzięki nim wierzby, które po dziś dzień osuszają teren z nadmiaru wody, są charakterystycznym elementem mazowieckiego krajobrazu. Przybysze osiedlali się głównie w małych miejscowościach o wiejskim charakterze, ale także m.in. w Dziekanowie, Łomiankach, Nowym Kazuniu, Nowym Secyminie, Śladowie czy Wilkowie.

Dawny zbór ewangelicko-augsburski w Secyminie Nowym z 1923 r.

Źródło: http://www.mazowieckiszlaktradycji.com/

Jako specjaliści od osuszania terenów i budowania nowoczesnych systemów melioracyjnych sprowadzeni na tereny przywiślane mieli za zadanie na tyle osuszyć te tereny, by można było na nich uprawiać rolę. Domostwa chroniły też charakterystyczne wyplatane z witek wierzbowych płoty. O kolonistach starsi mieszkańcy gminy mówią, że byli: „pracowici, mieli swoje prawo i jego się trzymali, byli w dobrych relacjach z Polakami, ale nie byli aż tak mocno zasymilowani”.

Wnętrze ewangelicko-augsburgskiego kościoła z 1923 r. w Secyminie Nowym

Charakterystyczne budownictwo mennonickie jest jeszcze widoczne w gminie Leoncin, gdzie stare drewniane domy zbudowane są na charakterystycznych usypanych groblach. Duże budynki o małych oknach pełniły funkcję mieszkalną i gospodarczą. Stawiane były równolegle do rzeki, by w razie fali powodziowej żywioł opłynął budynek, zmniejszając swoją prędkość i nie naruszając go. Pomieszczenia mieszkalne sytuowane były w górę rzeki tak, by fala powodziowa nie przynosiła nieczystości z części gospodarskiej. Przed zanieczyszczeniami i mułem chroniły też charakterystyczne wyplatane z witek wierzbowych płoty.

Największym śladem pozostawionym przez ewangelików jest dawny zbór ewangelicko-augsburski z 1923 roku znajdujący się w Nowym Secyminie. Po II wojnie światowej świątynia została przekazana w ręce kościoła katolickiego. Ponadto wzdłuż Wisły usytuowany jest szlak mennonickich cmentarzy, w większości porośniętych i zapuszczonych. Wnikliwi mogą jednak odnaleźć nagrobki w miejscowościach: Śladów, Secymin Nowy, Gniewniewice Folwarczne, Wilków nad Wisłą, Piaski Duchowne, Nowa Wieś Śladowska czy Sady.

Warto wspomnieć tutaj historię z 2015 r. kiedy to grupa znajomych z gminy Leoncin: Jezier, Mrówa, Marecki, Bodziu, Malwa i Los, postanowili oczyścić stary mennonicki cmentarz, znajdujący się w Wilkowie nad Wisłą. Cmentarz, na pierwszy rzut oka wydawał się być mały, ponieważ z zarośli wyłaniały się zaledwie 2-3 nagrobki z przełomu XIX i XX wieku.

Nagrobek z mennonickiego cmentarza w Wilkowie n/Wisłą

To było jak historia z filmu… Jak już zaczęliśmy z chłopakami obcinać gałęzie, kosić i grabić na tym cmentarzu, to odkrywaliśmy coraz więcej tablic nagrobnych! W tym momencie jest już ich kilkanaście, z czego z większości da się odczytać nazwiska zmarłych osób i daty. W większości są to tablice z przełomu XIX i XX wieku, udało nam się odczytać kilka sentencji z tablic, a nawet informację, że jedna osoba utonęła w Wiśle. Zamurowało mnie, kiedy pomiędzy ponad 100-letnimi nagrobkami, ujrzałem współczesną tablicę z granitu sprzed zaledwie kilku lat! To oznaczało, że ktoś z rodziny tych osadników musiał tutaj co jakiś czas przyjeżdżać! Przyczepiłem karteczkę z numerem telefonu i prośbą o kontakt do drzewa i… Po kilku miesiącach zadzwonił z Wrocławia mężczyzna, który jest potomkiem osadników, rodziny Brokopów, przyjeżdża tu od czasu do czasu. Ich grobowiec jest z resztą w świetnym stanie na tym cmentarzu – opowiadał nam wtedy Jezier.

Niewiele pozostało śladów po kolonistach z Niderlandów, dlatego tak ważne jest przypominanie o tych ludziach, którzy tak naprawdę kształtowali ten charakterystyczny krajobraz nadwiślańskiego rejonu. Dzięki tak wytrwałym osobom jak: Jezier, Mrówa, Marecki, Bodziu, Malwa, Los, a także przedstawicielom młodego pokolenia jak Dawid i Kuba oraz wielu, wielu innych, pamięć o olędrach i historii gminy Leoncin, na pewno nie zniknie.

Ewa Gruszka

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *