Facebook

Można sprawdzić, ile waży historia

2015-10-21 11:02:57

To miejsce odwiedzają ludzie z całego świata. Mowa o Muzeum Kampanii Wrześniowej i Twierdzy Modlin. Piotr Biłda, dyrektor muzeum w szczerym oraz intrygującym wywiadzie dla Tygodnika

Zacznijmy od początku… jak powstało muzeum?

Powstało z inicjatywy Władysława Wyrucha – pierwszego, ówczesnego dyrektora placówki. Jego pierwszą siedzibą była działobitnia gen. Dhena. Jest to jeden z obiektów kompleksów Twierdzy.

Dlaczego zostało przeniesione w miejsce, w którym teraz się znajdujemy, czyli do budynku przy ul. Baśki Murmańskiej?

Tamten obiekt był własnością Agencji Mienia Wojskowego i został sprzedany. Budynek kupiła osoba prywatna i trzeba było szukać innej lokalizacji. Dzięki staraniom dyrektora Wyrucha i Miasta Nowy Dwór Mazowiecki udało się podjąć decyzję o remoncie tego budynku (przy ulicy Baśki Murmańskiej – red.)  i zaadoptowaniu go do potrzeb muzeum – mam na myśli alarm, kraty, gabloty muzealne… to wszystko dostaliśmy od miasta.

Był Pan świadkiem powstawania muzeum?

Ja jestem kontynuatorem, przejąłem tę instytucję po śmierci dyrektora, pułkownika, doktora Władysława Wyrucha. Na zebraniu sprawozdawczo-wyborczym, po nagłej śmierci dyrektora, zostałem wybrany prezesem zarządu i do dziś pełnię tutaj rolę kustosza, dyrektora zasobów tego muzeum. Moim zadaniem jest troska i opieka nad turystami, którzy zwiedzają to miejsce. Mam im przekazać historię, fakty i ciekawostki dotyczące eksponatów, które się tutaj znajdują oraz dbać o pozyskiwanie nowych zbiorów.

Muzeum żyje…

Nasze muzeum żyje, to prawda. Od czasu do czasu ludzie dostarczają nam coraz ciekawsze pamiątki. Niedawno dostaliśmy bardzo cenny czteroramienny świecznik z okresu Księstwa Warszawskiego – rzecz jak najbardziej oryginalna. Przedmiot ten otrzymaliśmy od sympatyków naszego muzeum.

Ciekawym kontaktem, który nawiązaliśmy jest kontakt, z osobą, która zgłosiła się do nas z oryginalnym listem francuskiego generała – Franciszka Chasselopu-Laubat. Dokument ten świadczy o fakcie budowy Twierdzy, zawiera oryginalny podpis generała. Człowiek, który posiada ten list przyjechał do nas, wraz z żoną, z Olsztyna. Zostawił on jego kserokopię, a niebawem trafi do nas również oryginał tego listu, napisanego ręcznie – piórem – na oryginalnym papierze z epoki.

Do naszego muzeum wielu ludzi przynosi pełne reklamówki łusek, amunicji, które my musimy w jakiś sposób zabezpieczyć, opisać i zachować – pamiętając o bezpieczeństwie. Nie możemy przechowywać amunicji z prochem, nie wspomnę o amunicji artyleryjskiej czy bombowej… Absolutnie tego mieć nie możemy. Zdarza się, że ludzie przynoszą pełne łuski i amunicje, które są bardzo niebezpieczne. Procedura wtedy jest taka, że musimy wezwać policję oraz patrol saperski, który zabezpieczy teren znaleziska, a to, co zostało znalezione, jest utylizowane na poligonie. To są też działania, które my – jako muzeum – musimy na co dzień wykonywać. To nie jest łatwa praca. Poza dyrektorem, który zna wszystkie zasady i przepisy dotyczące prowadzenia muzeum, muszę być archiwistą, muszę znać się na militariach, broni, uzbrojeniu, dokumentach oraz na numizmatykach… epoka carska w Twierdzy jest dominująca, a co za tym idzie – turyści znajdują na tym terenie wiele carskich monet i przynoszą je do nas.

Muzeum odwiedzają tylko Polacy czy również inne narodowości?

Cały świat. W naszym muzeum gościliśmy ludzi z krajów takich jak: Japonia, Tajlandia, Chiny, Singapur, Australia, Finlandia, Szwajcaria, Szwecja, Niemcy, Rosja, Francja, Wielka Brytania, Irlandia, Floryda, a nawet Szkocja. To są bardzo ciekawi turyści… szczególnie bardzo spodobała nam się wizyta grupy japońskich studentów. Wizyta ta była dla nas ogromnym wyzwaniem – zwłaszcza pod względem lingwistycznym, ponieważ wszyscy uczestnicy wycieczki znali tylko język japoński. W rezultacie daliśmy radę. .

Czy jest tutaj miejsce, które turyści lubią najbardziej?

Oczywiście. Nasze muzeum zachowuje zasadę interaktywności. Oznacza to, że eksponaty, które są bezpieczne oraz zabezpieczone można dotknąć, wziąć do ręki, pokręcić lufą armatki, założyć hełm na głowę, po to, by zobaczyć, ile waży historia.

W jednej z sal znajduje się plansza, na której eksponujemy geografię miejsca lokalizacji Twierdzy Modlin. Inscenizacja, która znajduje się na planszy przedstawia położenie wojsk polskich i niemieckich w czasie wrześniowych dni. To miejsce cieszy się ogromnym zainteresowaniem dzieci, ponieważ mogą oni uczyć się – bawiąc – zmieniając sytuację taktyczną żołnierzy. Wyeksponowaliśmy tam plastikowe figurki żołnierzy, którymi dzieciaki mogą się bawić oraz uczyć żywej lekcji historii. Z moich obserwacji wynika, że dzieciaki doskonale orientują się, gdzie przebywali Niemcy, gdzie byli Polacy, gdzie i kto się bronił i bardzo fajnie inscenizują to na tej ogromnej planszy. Tam w czasie lekcji muzealnych rozgrywa się prawdziwa kampania wrześniowa. Plansza ta żyje, dzieciaki imitują dźwięki wybuchów, strzałów, bomb…

Często wycieczki szkolne odwiedzają muzeum? Prowadzone są tu lekcje historyczne?

Tak. Prowadzimy ze szkołami cykl spotkań, zajęć edukacyjnych polegających na przeprowadzeniu lekcji historycznej o tematyce Kampanii Wrześniowej i wydarzeniach z 1939 roku. Mamy salę pełną pamiątek z tego czasu, prawdziwych dokumentów, które pokazują – w sposób żywy i namacalny – dynamikę i tragizm wrześniowych dni oraz bohaterstwo żołnierzy polskich. Szczególnie ważnym i fascynującym dokumentem jest fragment listu pożegnalnego, który pisał polski żołnierz umierający na forcie Zakroczym we wrześniu 1939 roku. Napisał on kilka prostych słów w tym liście „Umieram za ojczyznę, dajcie opiekę żonie i dzieciom”. Tekst jest napisany w niecodzienny sposób graficzny, otóż wynika z niego, że ten żołnierz umierał, bo z litery na literę znaki napisane są bardzo niewyraźnie. Świadczy to o tym, że piszącemu skończyły się siły witalne. W miejscu, obok gablotki z tym listem przypominamy młodzieży o patriotyzmie, polskości… wartości te nie straciły ważności do dnia dzisiejszego i warto o nich pamiętać.

Po co ludzie tutaj przyjeżdżają?

Bardzo wielu zwiedzających to są byli żołnierze, którzy służyli w garnizonie Modlin w okresie powojennym, kiedy Modlin funkcjonował jako garnizon Wojska Polskiego. Bardzo dużo żołnierzy pełniło w Twierdzy służbę czynną lub było żołnierzami zawodowymi, którzy pracowali w budynku naszego koszarowca i teraz przyjeżdżają do nas ze swoimi synami czy wnukami, żeby pokazać im miejsce, w którym służyli. Dzięki temu wiążą się relacje między turystami, a pracownikami muzeum. Ludzie przyjeżdżają i odwiedzają muzeum z sentymentu, ale też muzeum jest miejscem spotkań ludzi z całej Polski. Oni się tu integrują.

Tuż obok muzeum znajduje się park militarny. Jest tam jeszcze dużo wolnego miejsca, czy coś jeszcze się w nim pojawi w najbliższym czasie?

Sprawa pozyskiwania eksponatów do parku jest ciągle sprawą otwartą. Wszystko odbywa się tak wolno, ponieważ ciężko znaleźć darczyńcę, który zechce te eksponaty podarować, ale są bardzo dobre przesłanki, że tak się stanie. Największym wyzwaniem nie jest samo pozyskanie sprzętu, tylko jego transport do Modlina. Są to dosyć spore finanse, nie mieszczące się w ramach budżetu muzeum.

Rozmawiał Adam Balcerzak

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *