Facebook

LUDZIE Z PASJĄ. Młynarski w nowodworskim wydaniu

2019-11-06 5:15:53

W kolejnej odsłonie cyklu „Ludzi z pasją” przedstawiamy młodego i utalentowanego wokalistę. Dominik Rachoń niczym młody Wojciech Młynarski oczarował nas i przeniósł w świat poezji śpiewanej

Czasem piszę w nocy. Jestem wtedy uwolniona od codziennych spraw, z lampki sączy się ciepłe światło, a na kolanach leży kot miło pomrukując. To pozwala otworzyć głowę, zapomnieć o całej bieganinie. Takiej właśnie nocy nagle wyświetliła mi się informacja na Facebook’u. „Młody mieszkaniec Nowego Dworu zajął pierwsze miejsce w konkursie na interpretację piosenek Wojciecha Młynarskiego„. Kliknęłam, bo czemu nie? Posłuchałam, skupiłam się i zachwyciłam. Jeszcze tej samej nocy odnalazłam wykonawcę i napisałam wiadomość, że chcę porozmawiać i zaprosić do mojego cyklu. Ku memu zaskoczeniu odpowiedź przyszła zanim zdołałam rano na dobre się obudzić. Ucieszyłam się, że moim rozmówcą zostanie Dominik Rachoń, tegoroczny maturzysta, który postanowił zostać aktorem i robi wiele, by jego marzenie się spełniło.

Sportowo-muzyczne przepychanki

Spotykamy się po kilku dniach w jednej z nowodworskich kawiarni. Spóźniam się tylko 3 minuty, ale mój rozmówca już na mnie czeka. Z szerokim uśmiechem, wstaje od stolika i bardzo miłym gestem wita się ze mną. Zaskakuje mnie taka szarmanckość w młodym chłopaku. Zamawiamy kawę, ciacha i od samego początku czuję, że będzie to dobra rozmowa.

Przede wszystkim chcę wiedzieć, skąd wzięło się jego zainteresowanie takim niecodziennym dla młodzieży repertuarem. Czuję, że jednak muszę zapytać o początki, bo to, co usłyszałam w jego wykonaniu to jest pewien etap rozwoju, do którego mój bohater dochodził przez dłuższy czas.

-Do końca sam nie wiem skąd się to u mnie wzięło. Może dlatego, że zawsze miałem łatwość występów. Nigdy nie było problemu z tym, bym wziął udział w szkolnych akademiach, coś zapowiadał, czytał, prowadził konferansjerkę. Jeszcze w podstawówce w „piątce” motywowała mnie do tego Pani Małgosia Liwska – moja wychowawczyni. Potem był jakiś konkurs szkolny, zdobyłem laur najlepszego aktora… To mnie cieszyło i może wtedy zapaliło się to pierwsze światełko? – wyznaje mój rozmówca.

Patrzę na niego uważnie i nie umyka mojej uwadze postawa sportowca, którą widać w jego sylwetce. Pytam, czy były takie doświadczenia?

-Oczywiście, sport zawsze mnie kręcił. Jak poszedłem do gimnazjum to gdzieś na bok odeszła ta myśl o aktorstwie. Zaangażowałem się w sport. Najpierw to było podnoszenie ciężarów. U nas w NOSiRZe. Jednak był to czas, kiedy intensywnie rosłem i okazało się za parę miesięcy, że fizycznie nie bardzo nadaję się do tej dyscypliny. Dlatego potem przyszła koszykówka. Lubiłem bardzo grać w kosza i nawet wraz z rodzicami zdecydowaliśmy, że będę uczestniczył w zajęciach w warszawskim klubie Polonia. Jakie było moje zdziwienie, gdy po wyjściu z pierwszego treningu… ktoś ukradł mój telefon. To mnie szalenie zniechęciło. Poczułem się oszukany przez sportową brać, która według mnie nie powinna robić sobie takich rzeczy. Nigdy więcej tam nie poszedłem – wspomina z żalem w głosie Dominik. Myślę sobie, że chyba go rozumiem. Młody człowiek z zasadami i pewną ideą w głowie, a tu taka przykrość na samym wstępie. To może zaboleć.

Czuję, kiedy Dominik chce coś trudnego powiedzieć, ale nie znamy się na tyle, by przyszło mu to z dużą łatwością. Staram się go ośmielić, sama opowiadam o rozterkach mojej córki, która jest w jego wieku. Widzę, że to pomaga. Znów się otwiera.

-W połowie liceum człowiek jest taki zagubiony. Sam nie wie co chce dalej robić. W czym jest lepszy, w czym gorszy? Jaką obrać drogę na przyszłość? Mi chyba zdecydowanie pomógł przypadek. Ogłoszony został konkurs „Mam talent”. Rodzina i znajomi zaczęli mnie motywować bym wziął w nim udział. Mówili: „nadajesz się masz w sobie coś co przyciąga uwagę jak stoisz na scenie”. Zdecydowałem się. Wtedy na poważnie zainteresowałem się twórczością Wojciecha Młynarskiego. Przygotowałem na ten występ utwór „W Polskę idziemy”. Inspirowałem się wykonaniem pana Wiesława Gołasa. Jury, w którym był m.in. Rafał Brzozowski i Józef Pawłowski było dla nas bardzo pobłażliwe i ciepło oceniło mój występ. Udało mi się zaskarbić sympatię publiczności i jej głosami zdobyłem główna nagrodę ufundowaną przez Burmistrza Miasta. To mi dodało skrzydeł i postanowiłem brnąć w ten temat. Od Jury dostałem kilka cennych uwag, przede wszystkim, by bardziej być sobą, a nie kopiować oryginalnego wykonawcę. Przy tym utworze akompaniował mi pan Dariusz Kłosowski, za co serdecznie mu dziękuję – dodaje Dominik.

Świadoma decyzja

Zaraz potem mój bohater zapisał się na zajęcia wokalne do Pani Alicji Kabacińskiej w NOK. To otworzyło przed nim nowe możliwości. Występy na festiwalach i konkursach, zdrowa rywalizacja między uczestnikami, możliwości podpatrywania i czerpania z warsztatu innych osób, to nieocenione doświadczenia.

-Już po dwóch miesiącach przygotowań wystartowałem w pierwszym „poważnym” festiwalu w swoim życiu. To była „Muzyczna Jesień” w roku 2018. Przygotowałem interpretację piosenki „Diabły w deszczu” z muzyką Seweryna Krajewskiego i tekstem Agnieszki Osieckiej. Wtedy udało mi się zająć III miejsce na szczeblu wojewódzkim. Pamiętam, jak czułem się wdzięczny zarówno mojej nauczycielce Pani Alicji jak i losowi, który popchnął mnie w tym kierunku. Wiedziałem już, którą drogą chcę podążać. Zachwyciłem się piosenką literacką. Twórczością poetów z lat `60 i `70. Utworami, które mają duszę i przesłanie. Teksty Osieckiej czy właśnie Młynarskiego są uniwersalne, ponadczasowe. Bardzo chciałbym, żeby nie zginęły i nie zostały zapomniane przez moje pokolenie. Wśród obecnie zalewającego nas muzycznego fastfoodu, piosenka literacka dostarcza wzruszeń, pozwala się na chwilę zatrzymać i wczuć. Jednocześnie uważam, że ona mnie niesie. W domu śpiewam, na ulicy śpiewam…może razem coś zaśpiewamy? – proponuje Dominik. Zaczynam niezgrabnie nucić pod nosem, że panna Krysia, królowała na parkietach nie od dzisiaj… On natychmiast podchwytuje i już jesteśmy obiektem zainteresowania całej kawiarni.

Pytam o maturę i dalsze plany.

-Cały okres przed maturą był dla mnie mega stresujący. Chciałem osiągnąć jak najlepsze wyniki, bo wiedziałem już, że będę zdawać na uczelnię aktorską. Nie liczyłem na wiele, ale chciałem zdobyć to doświadczenie. W łódzkiej filmówce na 22 miejsca kandydowało 950 osób, w Akademii Teatralnej w Warszawie podobnie. Dostałem się do etapu przesłuchań i… tu poległem. Jednak nie żałuję tej próby. Wskazówki, które dostałem od egzaminatorów o pracy nad ciałem, nad dykcją, nad ekspresją, którą mogę wyrażać w swoich interpretacjach to bardzo cenne rady. Być może one pozwoliły mi na zajęcie pierwszego miejsca wśród dorosłych na I Festiwalu Piosenek Wojciecha Młynarskiego „Strasznie lubię cię piosenko” w Radomiu. Śpiewałem trzy utwory: „Jesteśmy na wczasach”, „Dziewczyny bądźcie dla nas dobre na wiosnę” i „Jeszcze w zielone gramy”. Ten sukces bardzo minie uskrzydlił i osłodził wcześniejszy występ w Białymstoku na Festiwalu Łucji Prus, gdzie dostałem się pod ostrzał ostrej krytyki ze strony jury. Jednak to na tym wydarzeniu usłyszałem bardzo ważne do mnie słowa, które powiedziała mi osobiście Pani Irena Santor „pamiętaj, że droga, którą sobie wybrałeś jest trudna, wyboista, ale prowadzi do pięknego celu, do twoich marzeń” – wspomina mój bohater.

Widzę, że nie jest dla niego trudnością otrząsnąć się z niepowodzeń i dalej iść w stronę, którą sobie wyznaczył. Cały czas uczęszcza na zajęcia wokalne do NOK-u, rozszerzył je o taniec (praca nad ciałem), został słuchaczem Studium Aktorskiego w Warszawie i robi wiele, by spełnić swoje marzenia.

Wychodzę ze spotkania pod dużym wrażeniem nie tylko umiejętności Dominika, ale i jego osoby. Mam poczucie, jakbym nieco przeniosła się w czasie. I spędziła miły wieczór w zadymionej kawiarence, gdzieś na Saskiej Kępie wśród warszawskiej bohemy lat `70-tych. Ja te lata ledwo pamiętam, Dominik wcale, ale potrafi stworzyć taki klimat swoją romantyczną postawą, szarmanckością i opowieściami, że aż miałam ochotę robić notatki na kawiarnianej serwetce jak Osiecka. To rzadka umiejętność wśród młodych osób dlatego myślę, że warto ją zauważać i doceniać. Powodzenia mu życzę i wierzę, że jeszcze nie raz zobaczę go na scenie.

Małgorzata Mianowicz

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *