Facebook

LUDZIE I ICH PASJE. A mogłem zostać w domu…

2019-08-26 2:00:00

Kontynuując cykl „Ludzie i ich pasje” zadałam mojemu rozmówcy szybkie pytanie. Myślisz „pasja”? Mówię… przyjemność – odpowiedział. Ja będąc typowym kanapowym lwem, jego pasji nie umieściłabym wśród jakiejkolwiek kategorii przyjemności. To męka, katorga, pot i łzy. Na szczęście, my ludzie jesteśmy różni

Gdy poznaliśmy się kilka lat temu, Darek był zwyczajnym facetem z dużym poczuciem humoru, który w umiarkowanym stopniu narażał swój organizm na wysiłek. Do pewnego dnia. Myślę, że zaczęło się w momencie, kiedy mężczyzna osiąga tzw. „wiek średni”. Początki jego biegania przypominają mi film Forest Gump, kiedy to tytułowy bohater zaczyna biec… ot tak po prostu.

Półmaraton krakowski 2017.

-Może nie do końca tak było, ale coś w tym jest. Ja do swojego biegania jednak się trochę przygotowywałem. Już po pierwszych próbach wiedziałem, ze łatwo nie będzie. Lekka nadwaga, wysłużone stawy, trochę rozleniwiony tryb życia… To nie były sprzyjające warunki do biegania. Była to jednak przemyślana decyzja, a ja mocno pragnąłem dotrzymać danego sobie słowa. Pierwsze treningi rozpocząłem wraz z początkiem kwietnia 2016 r. Starałem się codziennie przebiec ok. 3 km. Wspierałem się odpowiednią aplikacją, która zapisywała moje wyniki i inni użytkownicy mieli do tych zapisków dostęp. W ten sposób wyhaczył mnie mój przyjaciel Michał, który od dawna biegał maratony. Za jego namową zacząłem codziennie zwiększać dystanse. 24 kwietnia miał odbyć się Maraton Warszawski, a wraz z nim bieg towarzyszący na 10 km. Michał namówił mnie na udział w nim. Nie miałem zbyt dużo czasu by się przygotować, by sprawdzić swój organizm. Udało mi się jednak zrobić przed startem trening na dystansie 10 km, tak naprawdę by sprawdzić, czy przeżyję. Potem zrobiłem jeszcze jeden, by upewnić się czy nie był to przypadek. O popatrz to jest mój pierwszy medal – opowiada Darek i pokazuje mi swoje trofeum. Biorę do ręki, oglądam z każdej strony i delikatnie odkładam na stolik. Wiem, że nie jest ze złota, ale dla Darka to cenna pamiątka, z którą wiąże się jego cała przemiana i obecne życie. Bo niewątpliwie tak się stało. Poprzedni rok, jak każdy inny miał 52 tygodnie, a Darek miał 56 startów w zorganizowanych biegach. Wniosek nasuwa się sam.

Rozglądam się po pokoju, w którym rozmawiamy i widzę na ścianie wieszak z medalami, na półkach statuetki i inne biegowe trofea. Próbuję policzyć medale, ale spadają mi z wieszaka, bo już się nie mieszczą.

-Nie licz. Powiem ci, jest ich 104. To jest mój dorobek od 24 kwietnia 2016 do dziś. Oczywiście pamiętam prawie każdy swój start, ale niektóre były szczególne. Popatrz na tą statuetkę. To z Runmaggedonu. Zimowy Weteran – samolot oznacza lotnisko na Bemowie – tam był etap rekrut. 8 km – 30 przeszkód. Góra – to Wierchomla Mała, 28 km i 70 przeszkód, a żaglówka Ełk. Tu było najtrudniej. Zima, minus 14 stopni. Biegliśmy wokół jeziora z 35 kilogramową betonową trelinką. Prócz tego, były wykute w jeziorze przeręble, gdzie trzeba było wskoczy, a przypominam – minus 14. Runmaggedon ma to do siebie, że dystans przeważnie zawsze jest z „vatem”, może po to by nie zniechęcić niektórych na samym początku. Np. poziom hardcore to 21 km, a w rzeczywistości wyszło jakieś 28. Wiem o czym myślisz, że głupie, że człowiek sam siebie wystawia na taką próbę. A to tylko dlatego, że nigdy nie spróbowałaś. Adrenalina i poczucie, że dokonałem tego, dałem radę, daje mi taką satysfakcję jakiej nie czułem do tej pory i stawia przede mną kolejne wyzwanie… Skoro dałem radę to mogę podnieść poprzeczkę – mówi nam Darek.

Najlepszą motywacją są ludzie

Patrzę na niego i zastanawiam się, jak drobny chłopak, wcale nie atleta, jest w stan pokonać takie przeszkody? Kiedy skończy się granica wytrzymałości? Nie umiem sobie jednak odpowiedzieć na to pytanie, bo nawet mój bohater tego nie wie. Pytam zatem, co go uskrzydla, co daje motywację i chęci do dalszego progresu?

-Moja własna głowa i ludzie. To oni dają siłę. Teraz treningi najczęściej odbywam w towarzystwie moich kolegów i koleżanek ze Stowarzyszenia Rozbiegamy Nowy Dwór. Razem też wyjeżdżamy na biegi, które są organizowane w różnych zakątkach Polski. Często po ciężkim dniu sam nie zmobilizowałbym się wyjść na trening. W grupie jest inaczej. Zaraz ktoś coś wymyśli, podbije dystans, a ty jesteś w tym wszystkim i nawet jeśli planowałeś przebiec 5 km nagle wychodzi 15. Poza tym, dzielimy się doświadczeniami o tym, jak radzić sobie z kontuzjami, jak się odżywiać, jak przygotować do ekstremalnych biegów. No i wsparcie kibiców czy najbliższych. W takich chwilach od  razu chce się przyspieszyć, bo widzisz, że ktoś w ciebie wierzy i trzyma kciuki. Jak ze wszystkim są też w życiu biegacza chwile zwątpienia, niemocy, czy czystego lenistwa. Zawody mogą zostać odwołane, jednak silna motywacja nie pozwala nie iść na trening. I nie ważne, czy jest deszcz, zima, zawieje, zamiecie… Wkładasz gogle narciarskie, by nie parowały i biegniesz. A tego biegania trochę się nazbierało. Przygotowałem się trochę na nasze spotkanie i podliczyłem wszystko, co udało mi się pokonać od pierwszych treningów. Sam jestem trochę zaskoczony, bo nigdy tego nie liczyłem. Ponad 4500 przebieganych kilometrów, 430 treningów, w tym 113 startów w zawodach, jeden maraton, jeden ultramaraton, 2 korony polskich półmaratonów, 3 korony Runmaggedonów w tym dwie zimowe – wylicza Darek.

Tu muszę przyznać mu rację. Na własne oczy widziałam, jak obecność kogoś bliskiego może uskrzydlić biegacza. Nie raz miałam okazję spotykać się z nowodworskimi biegaczami, szczególnie podczas organizowanych przez nich imprez biegowych w naszym mieście. Na Półmaratonie Trzech Rzek, Piąteczce czy Biegu Obrońców Modlina w Twierdzy. Stowarzyszenie to świetnie zaprogramowana machina, gdzie każdy ma swoje miejsce i zadania do wykonania. Darek to Promotor – taki napis widnieje na jego stowarzyszeniowej koszulce. I wcale się nie dziwię. Można jeszcze dodać – Niezbędnik. Zawsze wszystko ma w swoim przepastnym samochodzie, nigdy nie odmówi pomocy i jest przygotowany na nieprzewidziane sytuacje. Niektórzy nazywają go dobrotliwie Tato. Bo jak ojciec potrafi znaleźć rozwiązanie w kłopotliwych chwilach. I jeszcze na koniec z każdej imprezy nagra żartobliwy film ze swoim dowcipnym komentarzem.

-I jeszcze jest ten pozytyw, że w grupie, czy to naszej czy na zawodach zawsze występuję jakiś element rywalizacji. To też mobilizuje. Wszystkie moje „życiówki” zrobiłem podczas startów w zawodach, bo w tłumie się walczy. Często w jednym biegu bierze udział  kilka, kilkanaście osób z RozbiegaMY Nowy Dwór. Mamy już taką swoją tradycję, że ci co pierwsi ukończą bieg czekają na resztę i kibicują na mecie. To są takie miłe, cudowne chwile, dla których warto biegać w grupie – mówi Darek.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zobaczyłam łezkę w oku u tego „twardziela”. Spotykamy się kilka dni po tym, jak udało mu się ukończyć morderczy bieg na 63 km w Wieliszewie ku czci Powstańców Warszawskich. Po tym dystansie schudł 4 kilogramy. Jeszcze widzę otarcia i rany na nogach. Pytam o plany na przyszłość, bo wiem, że nie poprzestanie tylko na bieganiu. Coraz częściej widzę go ja jeździ na rowerze.

-Ano mam nową zajawkę i już pierwszy start za sobą w triatlonie, cieszę się, że od razu z małym sukcesem. Drużynowo zajęliśmy drugie miejsce na pudle. Myślę pociągnąć ten temat wtedy prócz biegania będę trenować jazdę na rowerze i pływanie – kończy swoją opowieść Darek.

Każda pasja ma swoje etapy. Teraz już wiem, że są  początkujący pasjonaci, są zaawansowani i jest poziom… Darek Bagnicki.

Małgorzata Mianowicz

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *