Facebook

LUDZIE I ICH PASJE. 650 kilometrów wrażeń

2019-08-30 11:59:47

Morze i to, co z nim związane może być naprawdę fascynujące. Nawet dla kogoś, kto boi się wody, nie potrafi pływać, ale umie znaleźć inne uroki morskich klimatów

Hej, me Bałtyckie morze. Dla mnie zawsze najlepsze. Są morza piękniejsze, ciekawsze bardziej kolorowe. Są morza cieplejsze, bardziej błękitne, spokojniejsze. Może jest jakieś morze, co będzie konkurencją dla Bałtyku… ale nie wiem, gdzie to jest, no gdzie to jest? Taka refleksja przyszła mi do głowy po wysłuchaniu wspomnień mojej bohaterki.

Pasja z książek wzięta

Moją rozmówczynią jest Ela, spełniona mama, babcia a od niedawna również prababcia.  Kilkadziesiąt lat temu Elżbietę pochłonęła literatura marynistyczna. Mówi, że nie jest w stanie zliczyć ile książek o tej tematyce przeczytała. Poczynając od klasycznych pozycji jak „Czerwony Korsarz” J.F. Coopera i „Stary człowiek i morze” – E. Hemingwaya przez polskie kanony jak „Znaczy Kapitan” K.O. Borchardta, po współczesne opowiadania tj. „Byłem Kaczorem” siedemnastoletniego autora Sergiusza Nawrockiego, uczestnika rejsu „Szkoły pod żaglami”. Któregoś dnia wpadła jej w ręce publikacja pt. „Morskie drogowskazy polskiego wybrzeża” – bogata w historyczne informacje pozycja o latarniach morskich znajdujących się nad Bałtykiem. To wtedy przyszedł jej do głowy pomysł, by zwiedzić te wszystkie nadmorskie budowle.

Na „szczycie” latarni w Stilo.

 Bliza. Mój cel

Bliza to w języku kaszubskim latarnia. Magiczne miejsce, które przed laty wskazywało marynarzom wejście do portu lub ostrzegało przed niebezpiecznym brzegiem. Bliza to również odznaka, którą moja rozmówczyni postanowiła zdobyć. A może to zrobić każdy odwiedzając szlak latarni morskich na polskim wybrzeżu. Ela była zawzięta. Bo nie jest łatwo pokonać 650 km naszego wybrzeża, gdzie po drodze spotkasz 18 latarni. Jej się udało. Wszystko dlatego, że stali się z mężem szczęśliwymi posiadaczami samochodu, który służył nie tylko jako środek transportu, ale również był „sypialnią”.

-To otworzyło nowe możliwości. Człowiek na emeryturze staje się bardziej wolny, ma więcej czasu i może zrealizować swoje szalone pomysły. Zawsze byliśmy obieżyświatami i wiele spontanicznych wyjazdów za nami. Jednak do tej podróży musiałam się starannie przygotować.  Mieliśmy 10 dni na pokonanie całego szlaku latarni morskich, czyli ponad 650 kilometrów wrażeń – mówi Elżbieta. Zauroczona myślą o morzu i zaciekawiona jej opowieścią siedzę i zaczynam chłonąć to, co moja rozmówczyni chce mi przekazać.

-Pierwsza latarnia (zaczynając od wschodu) nad naszym szarym Bałtykiem to Krynica Morska. Tamtejsza latarnia jest „nie wysoka”. Lubię to określenie sama mając niespełna 150 cm wzrostu. Ma tylko 27 m wysokości i została odbudowana w latach pięćdziesiątych, po zniszczeniach dokonanych podczas II Wojny Światowej. Większość naszych nadmorskich latarni ucierpiała w czasie działań wojennych. Jakby nie patrzeć, były to budynki strategiczne, a jeszcze same się oświetlały. Co za ironia losu. Gdańsk Nowy Port, jest tam latarnia, choć nie świeci. Zakończyła swój żywot jak uruchomiono Gdańsk Port Północny. Jednak można ją zwiedzić. Wspinam się pod górę. Nie jest wysoko, ale schody zwężają się, im wyżej wchodzę. Na galeryjce spotyka mnie nie tylko piękny widok, ale i balustrada misternie wykuta ze stali. Brawo kowale. Kolejny cel to latarnia Gdańsk Port Północny. Nie można wejść, podejść też nie ma jak. Znajduje się  miejscu niedostępnym. Jest to teren portu tylko dla pracowników i obsługi. Ma nowoczesny kształt, jeśli ktoś lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku przyjmie za nowoczesne. Jest bardziej portowym obserwatorium niż latarnią. Lecę dalej. Żeby urozmaicić ci wirtualny pobyt w latarniach to pomyślałam teraz o Helu. Już sama jazda tam wprowadzić może w dobre klimaty. Na początku Chałupy i ten raj dla surferów. Małe holenderskie domki i cała masa kolorowych dzieciaków. Doceniam ich, ze potrafią wyczyniać cuda w wodzie i nad wodą. Nie mniej, celem kolejna latarnia. Spotykamy ją w Jastarni. Nie ma szansy, by zwiedzić. To najniższa latarnia na wybrzeżu, ma tylko ok 13 m. Jest ogrodzona. Znajduję się na dawnym wojskowym terenie. Teraz to już nikt nie wie do kogo to należy. Jest z nią związana pewna historia, którą przytoczę przy okazji odwiedzin innej latarni. Teraz mój cel to Hel. Po dojechaniu na miejsce moim oczom ukazuje się  przepiękny widok wieży z czerwonej cegły. Latarnia jest dość wysoka, ma ponad 40 m. Wspinanie się po stromych schodkach dało w kość. Fajnie się w końcu znaleźć na galeryjce. Wyobraź sobie teraz ten widok. Latarnia znajduję się praktycznie na samym końcu cypla. Patrzysz przed siebie… otwarte morze, patrzysz za siebie; wąski język półwyspu helskiego. Z jednej strony zatoka z latającymi kaitami, z drugiej nieograniczony bezkres morza. Można stać i patrzeć w nieskończoność. Tylko, że nam czas ucieka i trzeba jechać dalej. Wracamy na obwodnicę Trójmiasta, by dojechać do Sopotu. Tam znajduję się latarnia, która pełniła funkcję „zasłaniacza”. Wiesz, kurort od dawna znany, a kiedyś wybudowano jakieś zakłady chemiczne i latarnia miała zasłonić niezbyt atrakcyjny widok. Obecnie jedynie punkt widokowy. Można wejść i podziwiać słynne molo ze sporej wysokości. Rozewie. O tu to rodzi się historia. Latarnia w kształcie walca z galeryjką w jednej trzeciej swojej długości. Wiadomo, przylądek Rozewie to najbardziej na północ wysunięta część Polski. To już nie ma tajemnicy, dlaczego ją tam zbudowano. Jest najstarszą budowlą na polskim wybrzeżu. Jej podstawa jest betonowa, a zwieńczenie z metalu. Wielokrotnie była przebudowywana ze względu na podmycia i osadzanie się. We wnętrzach latarni jest muzeum, gdzie można poznać historię, jaka wiążę się z oświetleniem morskim. Od średniowiecza, aż do dziś. Trudno było mi rozstać się z tą latarnią. Pochłonięta i przesiąknięta jej historią nie miałam już ochoty na więcej. Przyszła noc.

Fragmenty buczka mgłowego na plaży w Stilo.

Stilo – koniec świata

-Kiedy zaczął się kolejny dzień wiedziałam, że będzie wyjątkowy. To dziś mieliśmy pojechać do Stilo. Poznałam wcześniej tą latarnię. Byłam tam kilka lat temu. Dreszczyk emocji, który przeszył moje ciało poczułam już po wjechaniu do wioski. Na zielonej tablicy, której administracyjnie zmieniono nazwę  na Ostetnik, ktoś przykleił naklejkę STILO – koniec świata. To dało mi do zrozumienia, że mieszkańcy są przywiązani do tradycji tego miejsca. A jest ich rapem kilkadziesiąt osób. Tu postanowiliśmy zatrzymać się na dłużej. Lubimy takie klimaty, gdzie jeszcze nie ma waty cukrowej, jednorożców i lodów nie koniecznie na patyku. Pole namiotowe, okazało się najlepszym wyborem. Bo jedynym możliwym. Po rozpakowaniu się poczułam klimat morskich opowieści i ruszyłam do latarni. Cudowna droga pod górę, wśród sosen, pagórków i ten zapach lasu. Pnę się i pnę i końca nie widać. Aż tu nagle moim oczom ukazuję się widok, którego nie zapomina się do końca życia. Czerń, biel i czerwień osadzonej na wzgórzu latarni. Po wybudowaniu w 1905 roku jedna z najnowocześniejszych na owe czasy w Polsce. Chodzę dookoła. Chcę poznać, poczuć, zrozumieć. Na recepcji pan nie stroni od opowieści. Zanim sprzedał bilety, już wiedziałam, że my w czerwcu to jeszcze jesteśmy ulubionymi turystami, ale ci w lipcu to już masakra. Wspinam się po schodkach, a to zajmuje sporo czasu. Nie dlatego, że schody trudne, ale okazuję się… że w latarni jest galeria obrazów i plansze przedstawiające historię tego miejsca. Malunki z widokami spienionego, morza zatrzymują mnie na chwilę. Łażę tak i łażę oderwać oczu nie mogę, jednak moim celem jest dotarcie na samą górę. Wychodzę na galeryjkę. Z latarni Stilo są najpiękniejsze widoki, jakie możesz spotkać na wybrzeżu. To tutaj nasze morze ma najbardziej piaszczyste plaże, to tutaj piasek jest mięciutki i miałki jak mąka, to tutaj są wydmy w lesie ukryte, to tutaj, na metr kwadratowy jest tylko 0,01 człowieka. Jak już się nasyciłam widokami i wszystkim, co było na górze, postanowiłam poznać latarników. To rodzina, która jest tutaj od lat pięćdziesiątych. Zajmuje niewielkie mieszkanie koło latarni. Wyobrażasz sobie mieszkać tu zimą? A oni mieszkają. Bo latarnia ciągle działa i trzeba ją monitorować i dbać o to, by była sprawna. Jak dowiedziałam się, od powojennych lat latarnia jest w dobrych rękach rodziny Łozickich. Pierwszy był pan Stefan, żołnierz z pod Monte Casino, następnie jego syn Romek, a teraz wnuk Damian, z którym miałam przyjemność wypić kawę i chwilę porozmawiać. Znam też małą tajemnicę tego miejsca. Jest tam niewielkie mieszkanko do wynajęcia na wakacyjne dni. Może to będzie dla mnie kolejna inspiracja na nadmorski wypad? W Stilo spędziliśmy dwa dni na relaksie i długich spacerach. Jednak potem trzeba było jechać dalej. A… mówiłam ci wcześniej o latarni w Jastarni z którą powiązana jest pewna historia. To właśnie w Stilo na plaży znajduje się część tzw. „buczka mgłowego”, którego fragmenty posłużyły do budowy latarni w Jastarni. O popatrz, mam nawet jego zdjęcie.

Latarnia morska Stilo.

Słucham tej opowieści i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że moja bohaterka ciągle jest w tych pięknych miejscach. Wraz ze swoimi wspomnieniami przenosi tam również mnie, aż nogi bolą od wspinania po latarnianych schodkach.

Pomimo tego, że wakacje szybkim krokiem zbliżają się ku końcowi, my jeszcze zostajemy na chwilę nad polskim morzem.

W kolejnym odcinku cyklu „Ludzie i ich pasje” Elżbieta opowie nam o drugiej części swojej wymarzonej podróży.

 

Małgorzata Mianowicz

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *