Facebook

Lekarz odpiera zarzuty

2017-07-18 11:59:45

W numerze 24 Tygodnika Nowodworskiego przedstawiliśmy Państwu historię Pani Małgorzaty Michalskiej, której mąż wezwał karetkę pogotowia, w momencie kiedy kobieta zasłabła i straciła przytomność.

Przypomnijmy…

Do zdarzenia doszło dokładnie 11 maja, kwadrans po godzinie 14:00. Pani Małgorzata straciła przytomność, a kilka godzin wcześniej dostała silnych bólów brzucha. Kobieta wiedziała, że jest w ciąży. Od kilku tygodni przebywała pod stałą opieką ginekologa. Podczas wcześniejszych badań okazało się, że jest to ciąża pozamaciczna.

Mąż kobiety, w momencie jej omdlenia, natychmiast wezwał karetkę pogotowia, jednak po przyjeździe na miejsce zespołu Ratownictwa Medycznego, kobieta odzyskała przytomność. Gdy po wejściu lekarza do mieszkania okazało się, że kobieta jest przytomna, ten – według niej – bardzo się oburzył i nie widział potrzeby wzywania karetki pogotowia. Zdaniem Pani Małgorzaty, lekarz zachowywał się bardzo nieodpowiedzialnie. Mimo jej próśb i zapewnień, że jest w ciąży, ten nie wierzył i naciskał ją na brzuch, co jeszcze bardziej wzmacniało cierpienie.

Z relacji kobiety wynika, że musiała wręcz błagać lekarza, by ten podjął decyzję o przetransportowaniu jej do szpitala. Kobieta mówi również, że doktor nie podjął stosownych kroków, mimo nasilającego się bólu. Nie zostały jej podane żadne leki, które mogłyby zmniejszyć cierpienie.

Pani Michalska mimo ogromnego bólu, była zdana sama na siebie. Ból się nasilał, ale – jak opowiada – nie obchodziło ratowników. Kobieta twierdzi, że musiała zejść o własnych siłach z czwartego piętra. Jakby tego było mało, Pani Małgorzata twierdzi, że posadzono ją na małym stołeczku, zamiast położyć na łóżku. Po raz kolejny, podczas transportu do szpitala, straciła przytomność.

Jak informuje kobieta, po dojechaniu na SOR ratownicy nalegali, by zaprowadzić ją na oddział pod ręce. Jedynie interwencja pielęgniarki poskutkowała tym, że został przyprowadzony wózek, ale z karetki Pani Michalska musiała wyjść już o własnych siłach.

Pacjentka z pełną świadomością uważa, że życie zawdzięcza doktorowi Morelowskiemu. Jest również wdzięczna za opiekę personelowi oddziału ginekologii, który – jak zaznacza – zajmował się nią bardzo dobrze.

Dyrektor szpitala tłumaczy

1 czerwca wysłałem do dyrektora szpitala pytania, dotyczące wyżej wspomnianej sprawy. Otrzymałem odpowiedź, że lekarz, który przyjechał na wezwanie Pana Michalskiego przebywa na urlopie i dopiero po jego powrocie zostaną przeprowadzone czynności wyjaśniające. Lekarz wrócił z urlopu 12 czerwca. Tydzień po jego powrocie otrzymałem telefon od zastępcy dyrektora ds. lecznictwa – dr n. med. Jerzego Szubskiego z zaproszeniem na spotkanie. Na spotkaniu obecny miał być również ordynator SOR. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, 3 godziny przed, spotkanie zostało odwołane. Nie zaproponowano nowego terminu. Rozmowa miała dotyczyć właśnie wyżej wspomnianej sytuacji, opisanej szczegółowo przez Panią Michalską.

29 czerwca na skrzynkę e-mailową otrzymałem jednak szczegółowe wyjaśnienia. Dyrektor Szubski pisze, że po rozpatrzeniu skargi Pani Michalskiej nie stwierdzono nieprawidłowego zachowania zespołu Ratownictwa Medycznego. Jak czytamy w oświadczeniu dyrektora szpitala, karetka była na miejscu o godzinie 14:25.

– Posesja była ogrodzona, brama zamknięta, nikt nie czekał na karetkę, aby umożliwić dotarcie do pacjentki. Z relacji pielęgniarza-kierowcy dopiero po chwili u wyjścia do klatki pojawiło się dziecko, które umożliwiło dotarcie do pacjentki – czytamy.

Jak informuje Szubski, lekarz zebrał wywiad, zlecił pomiary podstawowych czynności życiowych, zbadał pacjentkę i zadecydował o przewiezieniu do SOR.

Dyrektor Szubski podkreśla również, że każde zasłabnięcie, zwłaszcza z utratą przytomności, jest uzasadnionym powodem wezwania Zespołu Ratownictwa Medycznego.

– Istnieje bardzo wiele przyczyn zasłabnięć i utraty przytomności. Postępowanie zależy od stanu pacjenta w chwili przybycia zespołu – od czynności resuscytacyjnych przy nagłym zatrzymaniu krążenia do pomiaru podstawowych czynności życiowych, zebraniu wywiadu, zbadaniu pacjenta do decyzji o dalszym postępowaniu – czytamy dalej.

Szubski w swoim piśmie podkreśla, że Pani Michalska siedziała przy stole, przytomna, z pełnym kontaktem logicznym. Jakie czynniki zadecydowały zatem o przewiezieniu pacjentki do szpitala?

– O przewiezieniu do SOR, mimo że stan Pacjentki był stabilny, wyniki badania podstawowych parametrów życiowych były dobre, zadecydowała niejasna i wymagająca dalszej diagnostyki przyczyna zasłabnięcia. Konieczne były dalsze badania i natychmiastowa konsultacja ginekologiczna zwłaszcza, że pacjentka z podejrzeniem ciąży pozamacicznej nie została skierowana przez lekarza prowadzącego do szpitala – czytamy dalej w oświadczeniu dyrektora.

Szubski informuje, że po przybyciu do szpitala, gdy karetka zatrzymała się przed wejściem do SOR, a ratownik poszedł po wózek, nastąpiło powtórne zasłabnięcie, ale przy pacjentce cały czas obecny był pielęgniarz. Kobiecie nie podano leków ze względu na zachowaną czynność oddechową, a także czynność serca z dobrze wypełnionym tętnem.

Dyrektor podkreśla w swoim wyjaśnieniu, że zarówno pielęgniarz, ratownik jak i lekarz zaprzeczają, że kwestionowali powód wezwania pogotowia przez Pana Michalskiego.

– Stałoby to w sprzeczności z dalszym postępowaniem i decyzją o przewiezieniu Pani Małgorzaty Michalskiej do SOR. W przypadkach niewymagających diagnostyki i leczenia w SOR/szpitalu pacjent po zebraniu wywiadów, zbadaniu, nieraz po doraźnie podawanych lekach zostaje skierowany do dalszego leczenia – podkreśla Szubski.

To nie jest prawda!

Pani Michalska twierdzi, że wyjaśnienia dyrekcji szpitala są nieprawdziwe.

– Po pierwsze nie siedziałam przy stole, tylko leżałam na łóżku w pokoju dziecka. Po drugie mój blok jest owszem ogrodzony. Furtka natomiast jest zawsze otwarta z dwóch stron, można wejść o każdej porze dnia i nocy. Od klatki do ogrodzenia jest 50 metrów. Moja 14-letnia córka cały czas stała pod klatką z otwartymi drzwiami, żeby już nie musieli dzwonić domofonem. Po trzecie, lekarz był chamski i arogancki. Leżałam na podłodze zlana potem, miałam powyginane ręce. Mój mąż myślał, że to udar, dlatego też zadzwonił po pogotowie. Po przyjeździe załogi wytłumaczył oburzonemu lekarzowi, że zadzwonił po karetkę, bo nie wiedział, co mi jest, że się na tym nie zna. Lekarz zapytał, czym mąż zajmuje się zawodowo. Odpowiedział, że obsługą maszyn, po czym lekarz powiedział, że w takim razie możemy o tym porozmawiać – mówi Pani Małgorzata. – Powiem Panu tak – teraz, po czasie, po przeanalizowaniu tego wszystkiego na spokojnie wiem, że lekarz wykazał się brakiem doświadczenia, zero umiejętności, zero odpowiedzialności – dodaje zrozpaczona kobieta.

Mamy komentarz lekarza!

We wtorek 4 lipca udało mi się skontaktować telefonicznie z lekarzem, którego Pani Michalska oskarża o nieodpowiedzialność, która mogła doprowadzić nawet do jej śmierci. Doktor odpiera wszystkie zarzuty i twierdzi, że skarga była niezasadna, a 90% informacji, które ukazały się w moim poprzednim artykule, jak również w skardze Pani Małgorzaty, jest nieprawdziwa.

– Postąpiłem zgodnie ze sztuką lekarską i empatią. Nie widzę nieprawidłowego działania – mówi doktor.

Lekarz wyjaśnia, że po jego przybyciu do mieszkania Państwa Michalskich, kobieta siedziała, była w dobrym stanie ogólnym, przytomna, logiczna w wypowiedziach – badania podstawowe wykonane przez zespół Ratownictwa Medycznego nie wykazały bowiem odchyleń od norm.

– Przy wyjściu z mieszkania zapytałem Panią Michalską, czy zejdzie do karetki sama. Powiedziała, że zejdzie. Zeszła przytomna.W karetce natomiast, kobieta siedziała na wygodnym fotelu, a nie na jakimś stołku, jak twierdziła. Prawdą jest, że kiedy jeden z ratowników poszedł po wózek, Pani omdlała. Trwało to około 3-4 sekundy – kontynuuje lekarz. – Byłem na urlopie. Kiedy z niego wróciłem, otworzyłem komputer i zobaczyłem skargę, a na drugi dzień tytułową stronę w prasie. Jest mi bardzo przykro z tego powodu. Jestem lekarzem już 45 lat. Skarga na moje działania została złożona po raz pierwszy – mówi lekarz.

Lekarz składa wyjaśnienia

Doktor poprosił o publikację dodatkowych wyjaśnień

– Pacjentka twierdziła, że w dniu poprzednim była badana przez lekarza ginekologa, który wykonał badanie USG. W związku z tym, że w jamie macicy nie stwierdził płodu, podejrzewał ciążę pozamaciczną. W dniu wizyty pacjentka wykonała badanie beta HCG i o jego wyniku  powiadomiła lekarza ginekologa, który polecił jej wezwać zespół pogotowia, celem przewiezienia do szpital, co uczyniła wzywając zespół specjalistyczny ratownictwa medycznego. Pacjentka w moim odczuciu nie rozumiała celu badania uważając, że powinienem wykonać polecenie ginekologa. W trakcie wizyty wykonano wszystkie możliwe badania do wykonania przez zespół. Podjąłem decyzję o przewiezieniu do szpitala z podejrzeniem ciąży pozamacicznej. Do karetki pacjentka zeszła o własnych siłach i na własne życzenie. Była przewożona w pozycji siedzącej, w wygodnym fotelu. W czasie transportu trwającego 3-4 min nie straciła przytomności. Krótkie, trwające 3,4 sek., omdlenie nastąpiło przed SOR. Pacjentka na wózku została przewieziona do Oddziału Ginekologii.

Nie podaliśmy danych personalnych lekarza, ponieważ prosił on o anonimowość.

Czy sprawa znajdzie swój finał w prokuraturze? Czy Pani Michalska będzie żądała od nowodworskiego szpitala odszkodowania? Tego nie wiemy. O rozwoju sprawy będziemy Państwa informować na bieżąco.

AB

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *