Facebook

Konrad Karaszewski: „Ja już się nagrałem”

2017-06-23 12:59:06

Przy okazji ostatniego spotkania sezonu 2016/2017 na ul. Sportowej 66, 35-letni pomocnik Świtu – Konrad Karaszewski – ogłosił koniec swojej piłkarskiej kariery. W biało-zielonych barwach wystąpił 59 razy. Czy to oznacza, że całkowicie pożegna się ze sportem?

Tygodnik Nowodworski: Decyzję o zakończeniu kariery podjął Pan już wcześniej czy w ostatnim czasie?

Konrad Karaszewski: Decyzja zapadła w przerwie między rundą jesienną a wiosenną. Ja już się swoje nagrałem, niech teraz młodsi się wykażą (śmiech).

Co dalej? Czy to już w ogóle koniec ze sportem? Jakie plany na przyszłość?

Po meczu z Lubawą odwieszam korki na ten przysłowiowy kołek i skończę ze sportem. W trenerkę nie chcę się bawić, bo nie mam do tego cierpliwości. Nie dałbym rady uczyć młodych, przekazywać im tej wiedzy. Poza tym to wymaga ogromu czasu, pracy i wyrzeczeń. A co dalej? Zobaczymy.

Jak będzie Pan wspominał pobyt na Sportowej?

Mimo wszystko dobrze. Przyszedłem tutaj po poważnej kontuzji i dużym znakiem zapytania było, czy w ogóle wrócę na boisko. Udało się, grałem tutaj przez 2 lata, udowodniłem coś sobie i tym wszystkim, którzy mówili, że nie dam rady.

W ciągu tych 2 lat miał Pan do czynienia aż z trzema trenerami. Z którym najlepiej się panu współpracowało?

To nie jest tak, że z jednym trenerem pracowało się lepiej, a z drugim gorzej. Marek Papszun, który znał mnie z Legionovii, dał mi szansę na odbudowanie się po kontuzji w Nowym Dworze. Z kolei trener Cecharz wykonał na jesieni tytaniczną pracę z zespołem, który został całkowicie przemeblowany. Jesienią musieliśmy się poznać, dograć na boisku i to wiosną, już za Rafał Kleniewskiego, zaprocentowało, że ze środka tabeli znaleźliśmy się w ścisłej czołówce.

Nie bał się Pan grać z „13” na plecach? Niektórzy piłkarze są przesądni i unikają jej jak ognia.

Numer jak każdy inny. Kiedy przychodziłem, to był chyba pierwszy numer wolny zaraz po „12”, którą miał chyba rezerwowy bramkarz. Więc ja wziąłem „trzynastkę”. Niektórzy faktycznie dopisują sobie do tego jakąś numerologię, ale ja nie. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że numer 8, z którym grałem w Legionovii, przynosi pecha, bo nabawiłem się groźnej kontuzji.

Zobaczymy się jeszcze na stadionie przy Sportowej?

Nie skreślam, ani nie wykreślam Nowego Dworu, ponieważ przeżyłem tutaj kilka miłych chwil. Myślę, że spotkamy się i to jeszcze nie raz. Mieszkam niedaleko i jeśli tylko nie będzie mi kolidował termin meczu z rodzinnymi sprawami, to już 15 lipca zawitam tutaj z powrotem, żeby obejrzeć chłopaków w meczu Pucharu Polski.

Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za rozmowę oraz, jako kibic, za ostatnie dwa lata spędzone w Świcie.

Dzięki, do zobaczenia.

Wojciech Lewandowski

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *