Facebook

Kasia Moś: W życiu najważniejszy jest rozwój

2017-10-19 8:29:51

Zawsze uśmiechnięta i pełna życia. Rozmawiam z reprezentantką Polski na Eurowizji 2017 w Kijowie – Kasią Moś.

ADAM BALCERZAK

a.balcerzak@nowodworski.info

Na początku naszej rozmowy chciałbym zapytać, jak wspomina Pani pracę z zespołem The Pussycat Dolls?

The Pussycat Dolls założyła Robin Antin, było to w latach 90-dziesiątych. W tym zespole część dziewczyn śpiewała, część tańczyła. Do wspólnych koncertów zapraszane były gwiazdy amerykańskiej sceny muzycznej takie jak Fergie, Christina Aguilera, czy Christina Applegate. W momencie kiedy ja byłam w stanach, zespół z Nicole Scherzinger już nie istniał, ponieważ ona odeszła. Dopiero później zespół wrócił i ponownie koncertował. Wtedy ja miałam przyjemność zagrać z dziewczynami kilka koncertów. Miałam podpisany półroczny kontrakt, właśnie z Robin Antin.

Jak doszło do współpracy?

Do współpracy doszło czystym przypadkiem. Pojechałam do Las Vegas, żeby odwiedzić moją przyjaciółkę. Zaśpiewałam tam w klubie karaoke, akurat była tam też jedna z tancerek Robin Antin, która zaprosiła mnie na przesłuchania do zespołu. Wróciłam do Las Vegas po trzech tygodniach i się udało. Tak jak powiedziałam, wyszło to czystym przypadkiem.

Kilka lat później dała Pani o sobie przypomnieć, podczas polskich preselekcji do Eurowizji, najpierw 2016, a później 2017. Wygrała Pani te ostatnie i poleciała do Kijowa reprezentować nasz kraj. Jak z perspektywy czasu ocenia Pani tę przygodę?

Wspominam ją bardzo fajnie. W zeszłym roku w Eurowizji startowaliśmy z piosenką „Addiction” – nie udało się, ale ta piosenka do dzisiejszego dnia jest mi bardzo bliska. W tym roku wystartowałam z piosenką „Flashlight”. Mój udział w Eurowizji przyniósł, szczerze mówiąc, same pozytywne rzeczy. Uważam, że konkursy rządzą się swoimi prawami. Dla nas było ważne, żeby dostać się do finału. Tak też się stało. Dzięki temu drzwi, której wcześniej były dla nas zamknięte, otworzyły się. To jest najważniejsze. Gramy coraz więcej koncertów, a to dla nas muzyków, ludzi którzy tworzą piosenki, jest najważniejsze.

Czyli Eurowizja w pewien sposób zmieniła Pani życie.

Tak, jestem tego pewna. Jednak gdyby nie małe kroczki, które wcześniej wykonywałam, gdyby nie wiele lekcji, godzin pracy, to nic z tych rzeczy by się nie wydarzyło. Także zachęcam wszystkich młodych – pracujcie.

Polacy, jak również polskie gwiazdy, wspierali Panią, podczas Eurowizji. Doda na przykład przerwała swój koncert i stworzyła „strefę kibica”, by wspólnie z publicznością obejrzeć finał konkursu…

Słyszałam o tym (śmiech). To było bardzo piękne. Serdecznie dziękuję.

Czuła Pani wsparcie Polaków?

Tak, czułam bardzo. Czułam wsparcie między innymi od Cleo, czy Moniki Kuszyńskiej, która pisała do mnie i bardzo mnie wspierała. Kiedy wróciłam do Polski, z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa, natomiast z drugiej strony trochę smutna, bo myślałam, że zajmiemy wyższe miejsce (22 miejsce – przyp. red). Byliśmy bardzo zadowoleni z naszego występu. Szczerze mówiąc bałam się tego, że jak wrócę do Polski, to mnie ludzie będą chcieli zamordować za to, że byliśmy tak nisko (śmiech). Strach był niepotrzebny. Spotkałam się z bardzo fajnym przyjęciem. Wszyscy moi fani, których poznałam dzięki Eurowizji, są ze mną do dzisiejszego dnia. Wielu muzyków mi tej Eurowizji gratulowało. Do dzisiejszego dnia spotykam ludzi, którzy mówią, że mój występ był wzruszający, że trzymali za mnie mocno kciuki, i że cieszą się, że tam pojechałam. Właśnie z tego należy się cieszyć. Słowa krytyki zawsze się znajdą. Ludzie bardzo lubią hejtować i pisać niefajne rzeczy na temat muzyków, sąsiadów i otaczającej rzeczywistości. Jest w nas coś takiego, że lubimy brzydko o kimś się wyrażać (śmiech),

Aktualnie możemy oglądać Panią w programie „Twoja twarz brzmi znajomo”. Jak zareagowała Pani na propozycję wzięcia udziału w tym programie?

Zawsze trzeba się zastanowić. Kiedy z Kaśką – moją managerką – zastanawialiśmy się nad udziałem w jakimś programie, jeśli oczywiście byłaby taka propozycja, to wybór padł na „Taniec z gwiazdami”, bo zawsze bardzo się chciałam nauczyć tańczyć. Jeśli chodzi o program „Twoja twarz brzmi znajomo”, to wydawało mi się, że się nie nadaję, że będzie to dla mnie zbyt trudne. Kiedy dostaliśmy tę propozycję to pomyślałam sobie, że w życiu ważny jest rozwój. Ten program pozwolił mi rozwinąć się wokalnie, tanecznie i aktorsko. Co ważne, z aktorstwem nigdy w życiu nie miałam do czynienia, więc jest to dla mnie nowa przestrzeń. Jestem szczęśliwa, bo wszyscy uczestnicy są wspaniali i cudowni. Nie tylko od muzyków, bo i od Ani Dereszowskiej, Kacpra Kuszewskiego, Beaty Kowalskiej, czy Mariusza Ostrowskiego dużo się nauczyłam. Samo patrzenie na to, jak oni wchodzą w te postaci jest dla mnie niezwykle edukujące. Ja zawsze podkreślam, że w życiu najważniejszy jest rozwój, a udział w tym programie bardzo dużo mi dał.

Zaangażowała się Pani w akcję „Zerwijmy łańcuchy”. Czemu służy ta akcja?

Protestujemy przeciwko trzymaniu psów na łańcuchach. My, ludzie, przypinamy się łańcuchami do bud na znak protestu. Bardzo podoba mi się hasło tegorocznej akcji „przywiążmy się do siebie, a nie do budy”. To jest w stu procentach prawdziwe. Ja od najmłodszych lat walczę z tym procederem. Kiedyś ktoś powiedział, że jest to łańcuchowa tradycja. Ja mam inne tradycje i z czego innego jestem w życiu dumna. Mamy XXI wiek. Trzymanie psów na łańcuchach już dawno powinno się zakończyć. Zresztą warto zaznaczyć, że psy od małego są trzymane bardzo często na tej samej kolczatce, która w momencie kiedy pies dorasta wżyna mu się w szyje i gardło. Powinny być o tym informowane służby, powinna reagować policja czy straż miejska, bo często jest tak, szczególnie w małych miasteczkach, że gdy dzwoni się na straż miejską to oni nie wiedzą, co mają z tym fantem zrobić. W moich rodzinnych stronach spotkałam się z tym, że poinformowaliśmy policję o problemie, natomiast policja poinformowała tych Państwa, których sprawa dotyczyła, że dzisiaj do nich przyjadą z interwencją, więc pierwszy raz ten pies coś zjadł i napił się wody. Przede wszystkim to, co się dzieje jest bardzo często niezgodne z prawem. Według ustawy, która jest teraz, pies powinien mieć 1,5-metrowy łańcuch i przede wszystkim może być na nim uwiązany tylko 12 godzin w ciągu doby. Ale kto to tak naprawdę sprawdzi? Te psy są całe życie na łańcuchu, czego efektem jest to, że dziczeją i mogą być niebezpieczne jak się urwą, ponieważ nie znają wolności, człowiek im tę wolność zabrał. A jak wiadomo, dla wszystkich stworzeń, tak jak dla nas ludzi, wolność jest najważniejsza i podstawowa.

Na koniec pytanie, które zadaję każdemu mojemu rozmówcy – jakie przesłanie, miałaby Pani dla naszych Czytelników?

Zawsze się kierowałam tym, że droga rzadziej wybierana prowadzi nas do fajnych rzeczy. Trzeba słuchać własnego serca i kierować się tym, co nam ono podpowiada, bo najczęściej podpowiada nam bardzo dobrze i słusznie. Ja wierzę w intuicję. Przede wszystkim trzeba pracować, pracować, pracować i nie przechodzić obojętnie ani wobec zwierzęcia, ani wobec żadnego człowieka. Do tego zachęcam (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

Ja również bardzo dziękuję.

Występ Kasi Moś na Eurowizji 2017 w Kijowie:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *