Sporne 10 ton
W numerze 25 TN
z 24 czerwca ukazał się artykuł „Domy walą się od
wstrząsów”. Pisaliśmy w nim
o wielotonowych ciężarówkach, jeżdżących drogą
powiatową w Nowym Modlinie mimo stojącego tam zakazu wjazdu
samochodów powyżej 10 t. Mieszkańcy snują przy okazji
domysły co do tego, jaki towar może być przewożony pojazdami. Ciekawość
potęguje fakt, że skrzynie towarowe niektórych aut przykryte
są plandekami, co daje pole do najrozmaitszych teorii. Do redakcji
zgłosiła się pani Bożena Tometczak, właścicielka cegielni,
któremu to zakładowi stawiano najwięcej zarzutów.
Pani Tometczak wyjaśnia, co i dlaczego przywożą do jej firmy
ciężarówki
Teren cegielni, która działała tam jeszcze przed wojną, do rodziny p. Tometczak należy od 1983 roku. Problemy zaczęły się pod koniec ubiegłego roku.
- W grudniu, kiedy złożyliśmy wniosek o rozszerzenie kodów związanych z odzyskiem, czyli rozszerzeniem asortymentu dowożonych materiałów, zaczęto pisać anonimowe donosy do ochrony środowiska. Zarzucano nam, że degradujemy teren, zasypując doły jakimiś szkodliwymi pyłami. Przyjeżdżały do mnie różne kontrole i komisje, które nie potwierdziły tych zarzutów. Bo to przecież nie my zdegradowaliśmy ten teren, lecz wręcz przeciwnie, pracujemy nad jego rekultywacją. I mamy na to dokumenty! - podkreśla p. Tometczak. - Mimo to mieszkańcy wciąż powołują się na swój protest z 2007, w którym napisali, że w 91 r. odbyło się zebranie, na którym nikt nie zgodził się na przywożenie tutaj pyłów. Tymczasem to niemożliwe, bo ziemię przylegającą do zakładu przejęliśmy dopiero w 97 roku po dawnym PGR, a poza tym żadne pyły nie są tu przywożone. Moim zdaniem, ktoś świadomie podburza i wprowadza w błąd ludzi. Pyłów nie było, nie ma i nie będzie. Za pośrednictwem pana Burza, przedstawiciela spółdzielni mieszkaniowej, zaproponowaliśmy niedawno spotkanie z mieszkańcami Nowego Modlina, ale odzewu nie ma tej pory – dodaje właścicielka cegielni.
Nasza rozmówczyni ma dokument zdawczo–odbiorczy, dołączony do umowy zakupu z 1997 roku działek położonych w okolicy jej zakładu. Wypisane jest tam, w jakim stanie przejęła ziemię od Agencji Rolnej Skarbu Państwa. „Na przejętych działkach znajduje się „dzikie” wysypisko śmieci oraz wylewisko wody powstałe w wyniku melioracji. Melioracja pól wsi Nowy Modlin nie była uzgadniania z kierownictwem gospodarstwa” - brzmi zapis.
Właścicielka cegielni przyjmuje ziemię z wykopów, budów i gruzy wykorzystywane do zasypywania 5-6 metrowych dołów dla wyrównania terenu (dla tej działalności była robiona również dokumentacja geologiczna).
Samochody, tzw. patelnie, które przywożą te materiały, są zakrywane plandekami nie po to, by zataić rodzaj towaru, lecz ze względu na przepisy – gruz, ziemia i temu podobne muszą być nakryte m.in. ze względu na bezpieczeństwo.
- Zdaję sobie sprawę, że na drodze prowadzącej do zakładu stoi znak ograniczający ciężar pojazdów. Ale przecież epoka taczki już się skończyła... Czym mamy przywieźć ziemię z wykopu czy gruz? Autem osobowym? Cegielnia jest tu pewnie dłużej niż ten znak, a nikt nas nie informował, że będzie jakieś ograniczenie - komentuje Bożena Tometczak.
Kilka dni temu na drodze dojazdowej do cegielni postawiono dwa nowe znaki ograniczenia do 10 ton. Wg p. Tometczak, to utrudnienie spowoduje kolejne duże straty.
OD REDAKCJI
Sprawa nie jest łatwa. Z jednej strony mieszkańcy narzekają na uciążliwości spowodowane przejazdem ciężarówek, z drugiej – w okolicy Nowego Modlina działa kilka firm, dla których korzystanie z ciężkiego transportu jest sprawą „być albo nie być”. Oprócz cegielni jest tu bowiem „Eko Zysk”, asfaltowania, zakład produkcji bloczków, PGR, stacja paliw i parę innych, dla których zakaz wjazdu ciężarówek oznacza widmo bankructwa.
Poddajemy to pod rozwagę starostwu powiatowemu, do którego należy troska o tę drogę. Może zamiast stawiania kolejnych znaków, co najłatwiejsze i najmniej kosztowne, warto zająć się gruntownym remontem podupadającego szlaku. A tymczasowo może trzeba zastanowić się nad umieszczeniem pod znakiem dopisku: Nie dotyczy firm z Nowego Modlina?
Teren cegielni, która działała tam jeszcze przed wojną, do rodziny p. Tometczak należy od 1983 roku. Problemy zaczęły się pod koniec ubiegłego roku.
- W grudniu, kiedy złożyliśmy wniosek o rozszerzenie kodów związanych z odzyskiem, czyli rozszerzeniem asortymentu dowożonych materiałów, zaczęto pisać anonimowe donosy do ochrony środowiska. Zarzucano nam, że degradujemy teren, zasypując doły jakimiś szkodliwymi pyłami. Przyjeżdżały do mnie różne kontrole i komisje, które nie potwierdziły tych zarzutów. Bo to przecież nie my zdegradowaliśmy ten teren, lecz wręcz przeciwnie, pracujemy nad jego rekultywacją. I mamy na to dokumenty! - podkreśla p. Tometczak. - Mimo to mieszkańcy wciąż powołują się na swój protest z 2007, w którym napisali, że w 91 r. odbyło się zebranie, na którym nikt nie zgodził się na przywożenie tutaj pyłów. Tymczasem to niemożliwe, bo ziemię przylegającą do zakładu przejęliśmy dopiero w 97 roku po dawnym PGR, a poza tym żadne pyły nie są tu przywożone. Moim zdaniem, ktoś świadomie podburza i wprowadza w błąd ludzi. Pyłów nie było, nie ma i nie będzie. Za pośrednictwem pana Burza, przedstawiciela spółdzielni mieszkaniowej, zaproponowaliśmy niedawno spotkanie z mieszkańcami Nowego Modlina, ale odzewu nie ma tej pory – dodaje właścicielka cegielni.
Nasza rozmówczyni ma dokument zdawczo–odbiorczy, dołączony do umowy zakupu z 1997 roku działek położonych w okolicy jej zakładu. Wypisane jest tam, w jakim stanie przejęła ziemię od Agencji Rolnej Skarbu Państwa. „Na przejętych działkach znajduje się „dzikie” wysypisko śmieci oraz wylewisko wody powstałe w wyniku melioracji. Melioracja pól wsi Nowy Modlin nie była uzgadniania z kierownictwem gospodarstwa” - brzmi zapis.
Właścicielka cegielni przyjmuje ziemię z wykopów, budów i gruzy wykorzystywane do zasypywania 5-6 metrowych dołów dla wyrównania terenu (dla tej działalności była robiona również dokumentacja geologiczna).
Samochody, tzw. patelnie, które przywożą te materiały, są zakrywane plandekami nie po to, by zataić rodzaj towaru, lecz ze względu na przepisy – gruz, ziemia i temu podobne muszą być nakryte m.in. ze względu na bezpieczeństwo.
- Zdaję sobie sprawę, że na drodze prowadzącej do zakładu stoi znak ograniczający ciężar pojazdów. Ale przecież epoka taczki już się skończyła... Czym mamy przywieźć ziemię z wykopu czy gruz? Autem osobowym? Cegielnia jest tu pewnie dłużej niż ten znak, a nikt nas nie informował, że będzie jakieś ograniczenie - komentuje Bożena Tometczak.
Kilka dni temu na drodze dojazdowej do cegielni postawiono dwa nowe znaki ograniczenia do 10 ton. Wg p. Tometczak, to utrudnienie spowoduje kolejne duże straty.
Tamara Łaz
OD REDAKCJI
Sprawa nie jest łatwa. Z jednej strony mieszkańcy narzekają na uciążliwości spowodowane przejazdem ciężarówek, z drugiej – w okolicy Nowego Modlina działa kilka firm, dla których korzystanie z ciężkiego transportu jest sprawą „być albo nie być”. Oprócz cegielni jest tu bowiem „Eko Zysk”, asfaltowania, zakład produkcji bloczków, PGR, stacja paliw i parę innych, dla których zakaz wjazdu ciężarówek oznacza widmo bankructwa.
Poddajemy to pod rozwagę starostwu powiatowemu, do którego należy troska o tę drogę. Może zamiast stawiania kolejnych znaków, co najłatwiejsze i najmniej kosztowne, warto zająć się gruntownym remontem podupadającego szlaku. A tymczasowo może trzeba zastanowić się nad umieszczeniem pod znakiem dopisku: Nie dotyczy firm z Nowego Modlina?
Red.
| « poprzednia | następna » |
|---|


