Facebook

„Grzesiu bądź sobą i już mnie nie męcz”

2015-12-10 8:06:19

Dowcipny, pełen życia, wigoru, życzliwości – te słowa mówią o nim wszystko. Andrzej Rosiewicz tylko nam opowiedział o początkach swojej kariery, życiu prywatnym, dlaczego nie jest pokazywany w telewizji i jak chce zwrócić na siebie uwagę w… szkolnictwie

Tygodnik Nowodworski: Na początek – Wszystkiego Najlepszego z okazji minionych imienin…

Andrzej Rosiewicz: Bardzo dziękuję.

Jak spędził Pan Andrzejki?

Kiedyś spędzało się bardzo szalone Andrzejki, teraz spędziłem na łonie natury. Rodzina to właściwie też natura, więc na łonie rodziny – mam żonę, wpadła teściowa, mieszkam pod Piasecznem w wolnostojącym domu, mam troje dzieci – Jędrzej 18 lat prawie, Irenka i Adaś bliźniaki o półtora roku młodsze, wszyscy bardzo muzykalni. Torcik kupiłem, jakieś picolo… Wszyscy razem usiedliśmy i było bardzo rodzinnie.

Rozpoczął Pan swoją karierę w latach 70…

Ja właściwie zacząłem w latach 60 – w czasach studenckich, to były próby kariery. Jeździłem na konkursy, grałem w klubach studenckich, jazz śpiewałem w Stodole, ale w klubie Medyka był też konkurs, a właściwie kiermasz piosenki studenckiej. Napisałem sobie piosenki i tam też śpiewałem. W jury zasiadali bardzo fajni goście – Starsi Panowie, Agnieszka Osiecka oraz Wojciech Młynarski i oni oceniali. Pamiętam, że nawet raz wygrałem. Wtedy to był bardzo profesjonalny występ z akompaniamentem i z gitarką w ręku. Pamiętam tę radość. Startowało w tym konkursie około 30 osób i nagle słyszę – pierwsza nagroda Andrzej Rosiewicz za piosenkę „Nie chciałem Cię obrazić”. To była bardzo znana wtedy piosenka – „I`m sorry, so sorry, pa pa papiba…”. Ja zrobiłem tego polską wersję i to było takie osobiste. To były początki mojej kariery – lata 60. Za tę moją zawodową karierę uważam rok 70, gdy zacząłem śpiewać z Asocjacją Hagaw. To był zespół jazzowy, taki tradycyjny happy jazz, amerykańskie standardy oraz swoje piosenki zacząłem pisać.

Kiedy było łatwiej, teraz czy wtedy?

Wtedy chyba było trochę łatwiej, były konkursy piosenki. Teraz też są konkursy telewizyjne, ale mi się wydaje, że wtedy była mniejsza konkurencja. Moim zdaniem wtedy było łatwiej.

Mniejsza konkurencja, ale wtedy też zaczynała Maryla Rodowicz, powstał Bajm… Ciężko było się wybić? 

Oni jako zespoły zaistnieli. Maryla Rodowicz jako młoda dziewczyna była zdolna, no i też się wybiła. Bardzo ważną rzeczą jest poziom tekstu, muzyki, jaki się reprezentuje. W stosunku do tego, co się teraz dzieje, a wtedy na festiwalach – wtedy, żeby się dostać na festiwal, piosenkę się składało, przechodziła ona przez radę artystyczną festiwalu. Zadaniem jury było ocenienie wartości. Teraz jest tak, że publiczności się podoba, to jest okej, jest dobrze. Ta piosenka jednak musi mieć wartość artystyczną.

No właśnie, ale patrząc z perspektywy pańskich lat, dodając do tego Pana doświadczenie na scenie… Czy teraz współcześnie jest artysta, którego Pan ceni? 

Mało oglądam tych zespołów młodzieżowych. Podejrzewam, że na pewno są jacyś fajni. Musiałbym się przygotować do tego pytania (śmiech). Natomiast wiesz, co mnie łączy z młodymi? Spostrzegawczość w opisywaniu pewnego tematu. Przykład – wydałem taką płytę „Mamo ja chcę do Iraku”. Piosenki na tej płycie są o wojnie w Iraku, którą uważałem za okupacyjną. Satyrycznie napisałem „Mamo ja chcę do Iraku”. No i piszę o tej okupacji w tym Iraku, i wyszedł chłopak… techno jakieś prezentował i też o wojnie w Iraku. Ja tego posłuchałem i tam było wiele wspólnych spostrzeżeń. Jak się głosi pewne fajne prawdy, to jest dobrze. Boleje jednak nad tym, że jak młodzież śpiewa, to nie ma żartobliwych piosenek, tylko jest k***a, k***a, k***a. Te piosenki są wulgarne bardzo często. Martwię się, bo świadczy to o tym, że to młode pokolenie jest zubożałe, porusza się tylko jakimś wąskim pasmem rapowo jakimś tam… Zauważyłem, że dar do pisania dowcipnych piosenek ma bardzo mało ludzi. Szkoda, że pokolenie dorosło i że nie ma już dowcipnych facetów.

Stworzył Pan wiele hitów, ma Pan w swoim repertuarze mnóstwo dowcipnych piosenek. Wszyscy znają piosenkę „Chłopcy radarowcy”, czy „Największe witaminy”.

Te najpopularniejsze tak. Jednocześnie boleję nad tym, że z powodów politycznych nie jestem pokazywany w telewizji. Jak platforma rządziła,  to 8 lat mnie nie było. Dlaczego? Wydaje mi się, że dlatego, bo śpiewałem w radiu Maryja… I wiesz co chcę teraz robić? Teraz nastąpiła zmiana w Polsce, gdzie będzie nauka patriotyzmu, więc chcę porozmawiać z ministerstwem kultury i szkolnictwa, żeby młodzież poznała Andrzeja Rosiewicza, poziom jego żartu i żeby to była nauka patriotyzmu w oparciu o tradycję, ale też nauka nowa i wesoła, polegająca na tym, żeby wyrażać patriotyzm w bardziej nowoczesny sposób. Zależy mi na tym, żeby młodzież poznała Andrzeja Rosiewicza, bo niestety nie wiedzą, kim ja jestem.

Ale niektóre piosenki znają…

No tak – witaminy, radarowcy, ale ja napisałem mnóstwo piosenek. Może oni nie mają do nich dostępu? Ich rodzice, dziadkowie znają wiele moich różnych piosenek. Nie mogą im o nich mówić?

Jaka jest Pana zdaniem recepta na hit?

Szlagwort musi być bardzo prosty – „Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”. Musi być jakieś główne zdanie, które się powtarza. Niektóre szlagiery denerwują mnie i martwią, np. Grzegorz Markowski „Chciałbym być sobą, chciałbym być sobą”… 20 lat już powtarza, że chciałby być sobą… no to ja mu mówię „Grzesiu bądź sobą i już mnie nie męcz” (śmiech). Poza tym musi być chwytliwy refren. Boleję nad tym, że ta nowa sztuka teraz jest taka amelodyjna. Tam nie ma melodii. Współcześnie nie istnieje coś takiego jak śpiewanie razem… Elektronika, która rozbija towarzystwo, znajomość… Wiesz, co jest bardzo ważne? Repolonizacja – nauka patriotyzmu.

Właśnie a propos piosenki „Pytasz mnie”. To utwór nostalgiczny, w taki wręcz magiczny sposób trafia do serc emigrantów. Uważam, że to wyjątkowa i ważna piosenka, dlatego o nią zapytałem. Jak powstał ten utwór?

Na emigracji. Piosenka powstała w 1984 roku w Anglii. Idea jej powstania sięga jednak roku 1977, napisałem ją w czasie powrotu z Niemiec. Tam z Hagawem graliśmy w klubach jazzowych, wracaliśmy do Polski i wszyscy z tą radością, że do domu wracamy… krowa, pole, czujemy, że to jest nasza ojczyzna. Pomyślałem wtedy „Kurde, muszę oddać to uczucie”. I udało mi się stworzyć tę piosenkę.

Zakończmy optymistycznie… Jakie plany na święta Panie Andrzeju? 

Święta zawsze są takie same i taka sama radość jest z przeżywania tych świąt. Nie tylko ta choinka, te prezenty, to zamieszanie miesiąc przed, które przyszło do nas z zachodu – „My świętujemy, bo chodzi o biznes, o pieniądze, o wysokość sprzedaży”. Te święta się bardzo skomercjalizowały. Święta są zawsze rodzinne, raz tylko, jak byłem w Anglii, to nie było mnie w domu. Poza tym od zawsze spędzam święta rodzinne – choinka, tradycja…

Czego by Pan życzył czytelnikom Tygodnika Nowodworskiego na te nadchodzące święta Bożego Narodzenia?

Życzę Państwu radosnych świąt Bożego Narodzenia i żeby Tygodnik Nowodworski gościł na zawsze w Państwa sercach, i żeby tacy młodzi dziennikarze jak Adam Balcerzak pisali dla Państwa. Wszystkiego dobrego na ten magiczny, świąteczny czas.

 Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję pięknie.

Rozmawiał Adam Balcerzak

Podobne artykuły

Comments

comments

1 komentarz

  1. dzon odpowiedz

    Lament nieudolności… wielki, artysta tłamszony przez reżim… żałosne jest to użalanie się nad muzyczną własną marnotą… tylu zdolnych ludzi w PL nie robi kariery, nie jest granych w radiach bo są za trudni a ten Artysta raczej jest za denny z całym swym artystycznym wizażem. Markowski od 20 lat śpiewa „Chcemy być sobą” bo od 20 lat jest to aktualne i sądze, że Markowskiego już nie będzie a i tak będą to śpiewać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *