Facebook

FELIETON. Pocztowy armagedon

2021-05-21 3:16:55

Nie wszyscy pamiętają, ale były czasy kiedy w każdym zakładzie usługowym czy sklepie dostępne były tzw. książki skarg i zażaleń. Tam klient mógł dokonać wpisu i wylać swoje żale na kiepska obsługę, nieświeży towar, brak uśmiechu na twarzy pani Krysi czy śliską podłogę. Mógł też pochwalić, co zdarzało się nader rzadko


W obecnych czasach rolę takich książek przejął internet i różnego rodzaju fora. Na jednym z nich, forum mieszkańców Nowego Dworu Mazowieckiego w ostatnim tygodniu rozgorzała dyskusja na temat placówki pocztowej w mieście. Nie bądźmy drobiazgowi bez nazwisk i adresów, dodamy jedynie, że jest duża… największa.
Z racji tego, że w internecie perorować łatwo, szerokie grono mieszkańców chętnie dzieliło się między sobą swoimi spostrzeżeniami. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jednogłos, który wybrzmiewał z owej dyskusji. Wszyscy jak jeden mąż twierdzili, że są klientami niezadowolonymi. Że muszą czekać w długich kolejkach, że brak jest ludzi do obsługi, że systemy nie działają, że nie można zrobić przelewu, że ktoś tam rusza się jak mucha w smole, a poczta sama w sobie to już dawno listów nie wysyła i stała się jarmarkiem (p)różności.
A co ma wysyłać jak ludzie listów nie piszą? Nic tylko wziąć popcorn i zasiąść przed komputerem w oczekiwaniu na narastający w napięcie film akcji. Wszystko zaczęło się od wpisu internauty, który z samego rana stał w długim ogonku, a obsługi wszystkich, jak twierdzi internauta, 25-ciu klientów dokonywała 1 (słownie jedna) osoba. Biegała sobie pani pomiędzy stanowiskami od obsługi kasowej do obsługi listów i paczek nie wyrabiając się na zakrętach i słusznie psiocząc pod nosem na swój los. Tu klient z numerkiem B – płatność za prąd i gaz, a tam z numerkiem A – list polecony do wydania. To się nazywa wielozadaniowość i pani świetnie sobie z nią radziła.
Wszystko idzie gładko, jeśli list się gdzieś nie zawieruszy. Jednak los nie oszczędza pracowników poczty i złośliwy jest nad wyraz, bo diabeł lubi w tym miejscu coś przykryć swoim ogonem. A nie daj Boże jak trafi się klient, który chce nadać paczkę, niespełniającą standardów. Za takim w kolejce lepiej nie stawać. Chyba, że ktoś ma dużo czasu i lubi smakołyki z kuchni siostry Anastazji. Sięgnie sobie z labiryntu regałów książkę kucharską i miło spędzi czas studiując gramatury. Czas płynie… potrawy w książce wyglądają coraz bardziej smakowicie to i zgłodnieć można. A gdyby tak wprowadzić „parówkomat” na hali obsługi? – marzy sobie jeden z dyskutantów. Cenny pomysł do przemyślenia dla naczelnictwa. Wiadomo Polak głodny to Polak zły. A tak schrupie sobie paróweczkę (dostawca szybko się znajdzie, stacje paliw mają sprawdzonych) to i mniej awanturującym się stanie.
Ktoś z bohaterów naszej dyskusji oświadcza nagle, że przecież skargi na kolejki były, a co miało nie być. Jak jest zima to musi być zimno, jak jest bajzel to musi być skarga. Niby oczywista oczywistość, ale nie zapomnijmy, że wciąż jesteśmy na poczcie. Po skargach został jedynie dobrostan klienta, który miał głos i nie zawahał się go użyć, a w odpowiedzi jedynie głucha cisza. Dalej nic nie mąci dobrego samopoczucia tych, którzy mają wpływ, ale nie mają pojęcia jak go użyć lub ochoty na to, by cokolwiek zmienić.
Vox populi, vox Dei – może jednak warto wsłuchać się w internetową dyskusję klientów, którzy pocztę muszą czasem odwiedzić. Z której strony nie spojrzeć ich opinie są jednakowo złe. A czas płynie spokojnie tik-tak, poczto zmień się, boś ludziom nie w smak.

Małgorzata Mianowicz

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *