Facebook

Dzieci ciągle pytają: „Mamo, a co to?”

2015-11-24 11:41:04

„Osoba dorosła, pokazując na lamę, zapytała mnie: Czy to jest żyrafa?” – rozmowa z Lidią Król-Pinder, szefową cyrku Korona, który 16 listopada gościł w Nowym Dworze Mazowieckim

Tygodnik Nowodworski: Cyrk Korona istnieje od 1993 roku. Zwykle początki nie są łatwe. Jak było w Waszym przypadku?

Na starcie wyobrażaliśmy sobie, że będzie inaczej, a było… zupełnie inaczej. Jestem duszą artystyczną. Wydawało mi się, że będąc artystką cyrkową – akrobatką – przez tyle lat, wraz ze współpracownikami zrealizuję to, co sobie wymarzyłam. Okazuje się, że w cyrku jest tyle profesji, że nie bardzo wiedziałam,jak zrobić reklamę, jak rozstawić namiot… Długo się tego wszystkiego uczyłam.

I udało się stworzyć ogromną machinę – instytucję znaną w całej Polsce, ale również w Europie. Co było iskrą zapalną do uruchomienia tej machiny?

Ta iskra jest w genach. Jestem siódmym pokoleniem rodziny cyrkowej. Zawsze chciałam, żeby moją osobistą iskrą był cyrk. Dopóki można było prezentować siebie i swoje numery na arenie, to tak było. Kontuzja, której doznałam, sprawiła, że miałam przerwę i wówczas zaczęliśmy myśleć, aby przejść z pracy na arenie do własnego przedsiębiorstwa. Warunki polityczne sprzyjały założeniu własnego cyrku, własnej firmy i tak powstała Korona.

Każdego dnia jesteście w innym miejscu, odwiedzacie około 200 miast rocznie. Jak wygląda życie artysty cyrkowego w trasie?

To zależy, czyimi oczami się na to patrzy. Życie artysty cyrkowego to jest jedna, wielka dyscyplina – pobudka wcześnie rano, próba, praca na arenie, a następnie trzeba jechać dalej. Wszystko to polega na systematyczności, na tym, żeby każdego dnia nie wypaść z tego łańcucha, z tego trybu.

A co z Waszymi rodzinami?

W życiu artysty cyrkowego jest miejsce na pasję oraz na rodzinę. Jesteśmy całkiem normalni, aczkolwiek krążą o nas różne legendy. Prawda jest taka, że tutaj są rodziny, ale również – samotni ludzie. Zatrudniamy około 50 osób i myślę, że wszystko polega na tym, żeby to było organizacyjnie sprawne.

Czyli da się połączyć życie zawodowe z prywatnym?

Oczywiście i jestem tego najlepszym przykładem. Artyści z całymi rodzinami jeżdżą w tournee. Jeśli dzieci są małe, to tym bardziej mogą podróżować z rodzicami. Natomiast, gdy dzieci są większe, chodzą do szkoły i zostają z babcią, ciocią itd. Jak najbardziej da się połączyć te dwa światy. Poza tym, wielu z nas jest związanych z cyrkiem od pokoleń, więc swoje dzieci również przyuczamy do tego zawodu.

Cyrk to nie tylko ludzie, ale i zwierzęta. Jak wygląda ich życie?

Zapraszam, żeby zobaczyć to na własne oczy. Uważam, że jest to najbardziej barwne życie zwierząt, jakie ludzie mogą sobie wyobrazić. Te stworzenia, stojąc w zoo, nie mają żadnego kontaktu z człowiekiem. Natomiast podróżując z nami, co sezon wykonując inne elementy, czy będąc w innej grupie zwierząt – rozwijają się. Tak bym to określiła.

Skąd w takim razie biorą się przeciwnicy, którzy twierdzą, że w cyrku zwierzęta są traktowane w nieludzki sposób?

Ci ludzie nie są świadomi tego, jak jest naprawdę. Te wszystkie domysły i dyskusje są oparte o wiele kłamstw i brak wiedzy na ten temat. My się tym zajmujemy profesjonalnie, jesteśmy licencjonowanymi trenerami zwierząt, działamy w przeróżnych związkach… Muszę się pochwalić, że Cyrk Korona, jako jedyny z cyrków polskich, jest członkiem organizacji European Circus Association, która m.in. ustanawia prawa zwierząt na szczeblu w Brukseli – w Parlamencie. Organizacja ta posiłkuje się tym, co my mówimy. Nasze zwierzęta to nasi partnerzy do pracy i nie widzę w tym nic złego. Nasuwa się zatem pytanie: Jeśli zwierzęta występują w filmach, służą w policji lub są pomocą dla ludzi niewidomych, to czym różnią się od naszych? Kiedyś jakaś kobieta kłóciła się ze mną, że zebry powinny żyć na wolności, a my je odławiamy. To jest kompletna bzdura.

To jaka jest prawda?

To są zwierzęta hodowlane, które rodzą się w Polsce. Żyją więc w swoim środowisku naturalnym.

Wróćmy do samego spektaklu, który nosi nazwę „Cyrkowo – bajkowo”. Za każdym razem widowisko Cyrku Korona to inna historia opowiedziana światłem, muzyką, strojem i przede wszystkim sztuką cyrkową. Czy mogłaby Pani opowiedzieć, co tym razem zaserwował swoim fanom Cyrk Korona?

Cała kompozycja spektaklu jest skonstruowana pod kątem bajek. Widzimy to już w paradzie powitalnej, kiedy pojawia się wiele bajkowych postaci: krasnale, Kapelusznik, Królewna Śnieżka itd. Był to pomysł, który bardzo się udał. Dzieci kochają bajki. Muzyka pojawiająca się podczas spektaklu towarzyszy nie tylko ludziom, ale również zwierzętom, np. kucyki zostały ustylizowane na „My little pony” – mają kolorowe warkoczyki itd.

W Nowym Dworze to już ostatni spektakl w tym sezonie…

Tak zgadza się. W Nowym Dworze zagraliśmy ostatni program sezonu 2015.

I po tym ostatnim programie w Nowym Dworze czas wracać do domu. Cyrk Korona ma swoją bazę w… gm. Czosnów. Tam Państwo – właściciele – macie swój prywatny dom?

Tak. Dokładnie w Kaliszkach. Tam mamy z mężem swój dom, tam nasze dzieci chodzą do szkoły, tam nasze zwierzęta mają przepiękną stajnię, przepiękne wybiegi wielohektarowe. Tam jest nasza siedziba od wielu, wielu lat.

Cyrk Korona jest pomysłodawcą i organizatorem Festiwalu Talentów, który co roku odbywa się na warszawskim Bemowie, a swoim rozmachem przypomina festiwal cyrkowy w Monte Carlo. Skąd pomysł na zorganizowanie takiego przedsięwzięcia w Polsce?

Nie było wcześniej takiego widowiska w Polsce. Jest to zupełnie inny festiwal niż wszystkie tego typu imprezy, które odbywają się w Europie. Ja to obserwuję, ponieważ to jest moja pasja, ja tym żyję. Jestem zapraszana do wielu krajów – do jury – na festiwale międzynarodowe. Rok rocznie jestem w Monte Carlo. Tam coś zaiskrzyło i pomyślałam, żeby coś takiego pokazać w Polsce, ale pod innym kątem. Ja uwielbiam młode talenty, jestem co roku zapraszana do telewizji, wiele numerów z mojego programu było wykorzystywanych w „Mam Talent” i to mnie ukierunkowało, by te młode talenty wspierać. Prezentowane na tym festiwalu niecodzienne wyczyny pochodzą z całego świata – również ze szkół cyrkowych. Na festiwalu, oprócz nowych, mamy też znane numery, np. pokaz słoni, który jest jednym z najlepszych na świecie. Jest to inny festiwal, ponieważ jury to publiczność. Ten festiwal ma przed sobą przyszłość.

Pierwszy dzień festiwalu to występ gwiazdy. Pierwsza była Doda, która wjechała na arenę na słoniu. W przyszłym roku Nowy Dwór będzie miał przyjemność gościć ją podczas dni miasta. Jak się z nią pracowało?

Fantastycznie. Doda jest gwiazdą, ale też osobą, z którą można złapać bardzo dobry kontakt. Wjechała na słoniu wystylizowana na Marilyn Monroe – muszę powiedzieć, że odważna dziewczyna. Pierwsze, co zrobiła to się zaprzyjaźniła ze słonicą. Dorota jest bardzo inteligentna. Po występie podziękowała swojej olbrzymiej przyjaciółce wielkim koszem owoców. Był to wspaniały wjazd, fantastyczne otwarcie. Z dziewczyną się świetnie współpracowało. Szyliśmy dla niej specjalnie kostium, który potem na aukcji WOŚP został zlicytowany. Życzyłabym sobie, żeby z każdą tego rodzaju gwiazdą się tak dobrze współpracowało.

Skąd pomysł na zaproszenie jej na ten festiwal?

Jest osobą bardzo popularną i wiedziałam, że ściągnie tłum ludzi.

Kto jeszcze gościł podczas festiwalu?

Mieliśmy przyjemność gościć wielu znanych ludzi. Pod namiotem festiwalowym pojawił się Dariusz Michalczewski, Agustin Egurrola, Ewelina Lisowska, która świetnie się zaprezentowała, śpiewając na trapezie i skacząc do wody. Ponadto gościliśmy: Dawida Kwiatkowskiego oraz Honoratę Skarbek. Cieszę się, że ci młodzi ludzie nie bali się tematu cyrku, który w dzisiejszych czasach jest tak źle postrzegany przez to, że wielu ludzi nie zna się na sztuce cyrkowej i bardzo nam szkodzi. Warto dodać, że wszystkie te gwiazdy biorą udział w programie rozpoczynającym festiwal, a więc w gali charytatywnej, na którą zapraszane są fundacje i domy dziecka. Osoby takiej klasy, jak Doda, Dawid Kwiatkowski czy Ewelina Lisowska wystąpiły u nas, dla tych dzieci za darmo.

Cyrk Korona każdego roku odwiedza Nowy Dwór Mazowiecki. Jak ocenia Pani nowodworską publiczność?

Bardzo dobrze, aczkolwiek mam tutaj bardzo dużo znajomych, biorąc pod uwagę, że niedaleko mieszkam (śmiech). Mam nadzieję, że ludzie się świetnie bawili, choć pora była już późna. W Nowym Dworze są fajni ludzie, chętnie uczestniczą w spektaklu, nigdy nie widziałam tutaj protestów, dzieci chętnie biorą udział w przejażdżkach na koniach i kucykach.

No właśnie – protesty. Czy Cyrk Korona odczuł tego typu działania na własnej skórze?

Żyjemy w kraju demokracji. Ja się z tymi protestami nie zgadzam, ponieważ wiem, jaka jest prawda.  Wielokrotnie zdarzało się tak, że osoby protestujące przecinały opony w naszych samochodach, niszczyły plakaty, albo naklejały na nich kartki z napisem „Cyrk odwołany”, więc chyba coś jest nie halo, coś jest nie fair… Tego typu protesty urządzają pseudoekolodzy, którym tak naprawdę nie chodzi o dobro zwierząt, tylko o pokazanie siebie, o zaistnienie. Zauważam, że w każdej grupie protestującej, w której jest sześć osób – jedna z nich jest fotoreporterem… Wychodzę z założenia, że wszystkie te protesty to chęć promowania siebie. Mam jednak nadzieję, że to minie. Ludzie, którzy wybierają się do cyrku już wyrazili chęć pójścia na przedstawienie, więc osoby protestujące nie powinny swoich tez wygłaszać do tych ludzi i nie powinni przeszkadzać w kupowaniu biletów.

Czas na podsumowanie naszej rozmowy. Czy mogłaby Pani – specjalnie dla Tygodnika Nowodworskiego, w ramach podsumowania sezonu 2015 – przytoczyć jakąś anegdotę z ostatniej trasy?

Cyrk Korona jest jedynym cyrkiem w Polsce, który w przerwie udostępnia publiczności zoo, więc każdy może sobie pójść i zobaczyć, w jakich warunkach przetrzymywane są zwierzęta. Najbardziej mnie zaskakuje to, że ludzie dorośli i dzieci nigdy nie widzieli takich zwierząt. Miałam sytuację, że osoba dorosła pytała mnie, czy to jest żyrafa, pokazując na lamę. Wtedy jest jeden wielki wybuch śmiechu. Z drugiej strony daje mi to do myślenia, że niedługo zwierzęta te będą tylko wirtualne, a  gdzie więź ze zwierzęciem? A gdzie dotyk? Bliskość? Mieliśmy przez 12 lat wielkiego byka o imieniu Fernando, który wyglądał jak krowa. Muszę się pochwalić, że byki żyją do 10 lat, a nasz żył 12. Teraz mamy Stasia. Dzieci ciągle pytają: „Mamo, a co to?” Mam wrażenie, że idziemy w kierunku odnaturalizowania się, braku łączności z przyrodą. Dlatego też jestem za tym, żeby zwierzęta były, żeby z nami pracowały i żeby ludzie mogli zobaczyć, jak te zwierzęta wyglądają.

Rozmawiał Adam Balcerzak

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *