Facebook

Cień na monitoringu. Czy to był „święty”?

2016-03-04 1:54:32

Pan Tadeusz jest właścicielem jednej z nowodworskich firm. Pewnej nocy ktoś włamał się do kontenera pracowniczego i ukradł sprzęt o wartości 25 tys. zł. Mężczyzna zgłosił kradzież na policję. Mimo iż wskazał podejrzanego, po kilku dniach dostał zawiadomienie o umorzeniu sprawy. Dlaczego?

– To było włamanie. Kraty były rozgięte, szyba wybita, otwarte okno, przez które ktoś wszedł. To musiał być ktoś z pracowników. Kto inny by wiedział, że tam sprzęt stoi – twierdzi właściciel firmy. –  Na drugi dzień miałem tym sprzętem wykonać pracę.
Do włamania doszło między godz. 1:00 a 1:30 w nocy, o czym świadczy cień na monitoringu. Z pracowniczego kontenera zginęło sześć spawarek.
– Przyjechała policja rano po włamaniu, wezwano psa. Wskazałem podejrzanego, zapytałem go, czy ukradł mi sprzęt, ale się wyparł. Policjanci go przesłuchali – „święty jest”. To jest człowiek, który u mnie pracował i nagle, z dnia na dzień tuż po włamaniu porzucił pracę. Zadzwonił, że chce się zwolnić tego dnia, bo do lekarza idzie. Więcej się nie pokazał. Czuł panikę. Myślę, że chciał coś z tym sprzętem zrobić, zadzwoniłem więc na policję, mówię: „śledźcie go, zobaczcie, co będzie robił”, ale powiedzieli, że nie mają na to środków.
Pan Tadeusz sugerował przeprowadzenie badań wariografem czy ustalenie, gdzie w chwili kradzieży był telefon podejrzanego. Tymczasem po 6 dniach dostał od policji postanowienie o umorzeniu dochodzenia.
– Jestem zdruzgotany. Po tygodniu zamknęli sprawę. Pogratulowałem im takiego szybkiego działania. Złożyłem zażalenie do prokuratury, ponieważ uważam, że dochodzenie było przeprowadzone powierzchownie – mówi pan Tadeusz. – Nadal jestem bez sprzętu. Jakoś przeżyję bez tych 25 tysięcy, ale jaki to wstyd. Wszyscy wiedzą, kto ukradł. Człowiek porzucił pracę, wie, że nie będzie miał tu życia, bo nie tylko ja, ale i chłopaki są źli. Chyba trzeba by wziąć kogoś z półświatka, żeby stłukł, to by tamten sam sprzęt oddał.
Z podobną sytuacją spotkał się kiedyś pan Andrzej.
– Sąsiad pożyczył ode mnie klucz od piwnicy, oddał po dwóch dniach. Po pewnym czasie zaglądam do piwnicy i widzę, że poginęły mi sprzęty. Zgłosiłem na policję, wskazałem podejrzanego. Policja go przesłuchała, do niczego się nie przyznał – twierdzi pan Andrzej. – Mamy świadków, którzy mówili, że chodził po bloku i ten sprzęt sprzedawał. Mimo świadków sprawa została umorzona.
O komentarz do opisanych przypadków poprosiliśmy przedstawiciela nowodworskiej policji, Szymona Koźniewskiego.
– Bez dowodów nie można komuś postawić zarzutów. Wariografu, o którym mówił poszkodowany, można użyć tylko w oparciu o postanowienia prokuratury. Na przeszukanie pomieszczenia także trzeba mieć zgodę. Brane jest pod uwagę również to, jeśli podejrzany ma alibi – tłumaczy policjant. – Sprawa nie zostaje zamknięta, ale przechodzi z dochodzeniówki do wydziału kryminalnego. Jest to tzw. umorzenie w trybie rejestrowym. Daje możliwość, gdy nie ma bezpośredniego wyjścia na sprawcę.
Czym jest umorzenie, tłumaczy art. 325 f kodeksu postępowania karnego: „Jeżeli dane uzyskane w toku czynności, o których mowa w art. 308 § 1, lub prowadzonego przez okres co najmniej 5 dni dochodzenia nie stwarzają dostatecznych podstaw do wykrycia sprawcy w drodze dalszych czynności procesowych, można wydać postanowienie o umorzeniu dochodzenia i wpisaniu sprawy do rejestru przestępstw”. Nie oznacza to jednak zamknięcia sprawy, bo – jak czytamy dalej – „policja, na podstawie odrębnych przepisów, prowadzi czynności w celu wykrycia sprawcy i uzyskania dowodów. Jeżeli zostaną ujawnione dane pozwalające na wykrycie sprawcy, policja wydaje postanowienie o podjęciu na nowo dochodzenia”.
– Sprawa nie jest oddana do archiwum. Policja nadal prowadzi czynności mające na celu wykrycie sprawcy – twierdzi Szymon Koźniewski.

AC

Podobne artykuły

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *