Facebook

Awantura w urzędzie. „Proszę skończyć tę parodię”

2016-05-05 10:46:30

W trakcie ostatniej sesji Rady Miejskiej doszło do ostrej wymiany zdań. Padały oskarżenia o łamanie przepisów, dyktaturę i despotyzm.

Włodzimierz Oleksiak – wieloletni członek zarządu poprzednich kadencji i były radny stowarzyszenia WND zakwestionował przebieg wyborów do Zarządu Osiedla nr 6 (Modlin Twierdza). W proteście, jaki został przesłany 23 lutego na ręce Przewodniczącego Rady Miejskiej – Krzysztofa Bisialskiego, władz wojewódzkich oraz posłów, pracujących na terenie Nowego Dworu, mężczyzna zarzucił burmistrzowi miasta – Jackowi Kowalskiemu oraz przewodniczącemu zarządu modlińskiego osiedla – Jackowi Borkowskiemu złamanie Statutu Samorządu Mieszkańców Osiedla, Ordynacji Wyborczej, a nawet Konstytucji.

Czy burmistrz mógł prowadzić zebranie?

Przypomnijmy – 15 lutego odbyło się zebranie wyborcze Zarządu Osiedla nr 6. W jego trakcie Włodzimierz Oleksiak zgłaszał wiele uwag, dotyczących nieprawidłowości sposobu głosowania. Wtórowała mu nowodworska była radna – Bogumiła Żołnierzyk. Nie zgadzali się m.in. na to, by zebranie poprowadził obecny na spotkaniu burmistrz Jacek Kowalski, ponieważ – ich zdaniem – stanowiło to naruszenie przepisów wyborczych, zasady równości obywateli wobec prawa oraz zasady równouprawnienia płci.

Prawnicy Urzędu Miejskiego stwierdzili jednak, że przepis, na który powoływał się autor protestu, nie zabrania burmistrzowi prowadzenia obrad. Tego samego zdania jest Jacek Kowalski, którego kandydatura była wielokrotnie zgłaszana podczas odbywających się w lutym zebrań zarządów osiedli.

To jakaś wyższa matematyka

Kwestią sporną okazał się także sposób głosowania. Zebrani mogli wybrać od 1 do 5 kandydatów spośród 9, którzy zostali zgłoszeni. Zdaniem Oleksiaka, stało to w sprzeczności z przepisami mówiącymi, iż każdemu przysługuje tylko jeden głos.

Podczas sesji Rady Miejskiej były radny stwierdził:

– Przytaczam punkt 13 obowiązującej Ordynacji Wyborczej: Na karcie do głosowania uprawnieni wpisują nazwisko wybranego przez siebie kandydata lub, jeśli są wpisani na karcie do głosowania wszyscy kandydaci, pozostawiają tego, na którego głosują, a skreślają pozostałych kandydatów. W związku z tym, aby wybory były prawomocne, powinno zostać oddanych 161 głosów.

Również radna Agnieszka Kowalska pytała, czy to jakaś wyższa matematyka, że zebranych, którym przysługiwał jeden głos, było 161 osób, a głosów oddano kilkaset. Przedstawiciel kancelarii prawnej odpierał zarzut, twierdząc, że fakt, iż jedna osoba może oddać głos na kilku kandydatów, nie stoi w sprzeczności z tym, że nadal przysługuje jej tylko jeden głos.

Mnie pan tu ubliża

Przewodniczący Zarządu Osiedla nr 6 – radny Jacek Borkowski stwierdził, iż jego zdaniem osoby protestujące nie mogą uważać się za przedstawicieli wszystkich mieszkańców Modlina Twierdzy, a jedynie wąskiej grupy osób niezadowolonych z przebiegu zebrania wyborczego. Również radny Andrzej Świder zauważył, że sposób głosowania był na bieżąco konsultowany z obecnymi na sali mieszkańcami.

Oleksiak odpowiedział Borkowskiemu.

– Szanowny kolego, nawet dwaj przedstawiciele miasta to są przedstawiciele. Niech będzie jeden, dwóch, czy pięciu, to ma prawo się wypowiedzieć, a nie mnie pan tu ubliża. Nie tędy droga. Poza tym audytorium na zebraniu było: studentki Uniwersytetu Trzeciego Wieku, pod rozkazem wzięte grono nauczycielskie Twierdzy Modlina, grupa mieszkańców oraz młodzież w wieku 10-15 lat – stwierdził były radny.

Słowa Oleksiaka zdenerwowały Krzysztofa Bisialskiego.

– Jak pan może uzurpować sobie prawo decydowania o tym, kto ma przyjść? Przyszli wszyscy, którzy chcieli przyjść – odpowiedział wzburzony przewodniczący Rady Miejskiej. – Zasada była jasna. Za każdą razą prowadzący zebranie pytał mieszkańców, tych właśnie suwerenów, którzy na posiedzeniu Zarządu Osiedla są najwyższą instancją. Jeśli nawet odeszli troszeczkę od ordynacji, to oni zadecydowali, bo było poddawane pod głosowanie, wszystko – dodał Krzysztof Bisialski.

Proszę skończyć tę parodię

W proteście wyborczym Oleksiak zarzucał, że w lutowym zebraniu brały udział osoby, które nie mieszkają w Modlinie Twierdzy. W toku dyskusji okazało się, że chodzi o radnego Andrzeja Świdra.

– Jestem zameldowany na ulicy 29 Listopada 338 i to jest mój adres zamieszkania, i tam mieszkam – odpowiedział samorządowiec. – Nie będę się nikomu ze swojego prywatnego życia spowiadał, gdzie śpię, kiedy i proszę skończyć tę parodię – dodał radny Świder.

Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Jerzy Plackowski rzucił sarkastycznie do Oleksiaka:

– Proponuję iść w nocy i sprawdzić kolegę.

To jest dyktatura i despotyzm

Głos zabrała Bogumiła Żołnierczyk. Była radna rozpoczęła swoje wystąpienie od wyliczenia tego, co uważa za „wady” działalności burmistrza i przewodniczącego Rady Miejskiej. Krytykowała opieszały – jej zdaniem – tryb realizacji wniosków składanych do Rady Miasta oraz to, że budżet obywatelski został rzekomo „wymuszony” przez mieszkańców.

Na tym nie koniec. Mieszkanka Modlina Twierdzy zestawiła rządy WND z czasami PRL-u.

– Demokracja rozumiana przez pana burmistrza i przewodniczącego rady to jest dyktatura i despotyzm. Czym demokracja PRL różniła się od demokracji przez panów wprowadzanej? W poprzedniej nie ograniczano praw wolności. W panów przypadku, niestety, ale człowiek nie jest wolny – stwierdziła Żołnierczyk.

– Dlaczego pan pozwala na takie zachowanie? – pytał przewodniczącego Rady Miejskiej oburzony radny Jerzy Plackowski.

Bisialski jednak nie odbierał głosu byłej radnej, która kontynuowała swą tyradę.

– Zaborcy, którzy odbierają człowiekowi to, co jest najważniejsze, nie zasługują na szacunek. Wolności nie można człowiekowi odbierać. Nasze prawa, prawa mieszkańców są nieszanowane – mówiła Żołnierzyk. – Nie dla stanowisk protestujemy. My, mieszkańcy poczuliśmy się dyskryminowani, odepchnięci, odebrano nam prawo stanowienia i swobodnego działania – nie ustawała w oskarżeniach mieszkanka Modlina Twierdzy, która na koniec stwierdziła, że w sprawie protestu wyborczego zostaną podjęte dalsze kroki.

Winne okulary?

Jako ostatni głos zabrał przewodniczący Rady Miejskiej – Krzysztof Bisialski.

– Ja uważam, że wobec wyborców jestem w porządku. Jeśli pani tak mnie widzi przez swoje okulary, to trudno. Ludzie nie dają się oszukiwać. Zebranie mieszkańców było przed referendum (w sprawie odwołania burmistrza – przyp. red.), jednak nie wsparli was i waszych pomysłów, bo mieszkańcy widzą i nie da się zakłamać rzeczywistości emocjonalnymi wystąpieniami – skontrował samorządowiec.

W trakcie sesji większość radnych w głosowaniu odrzuciła lutowy protest wyborczy. Czy jego inicjatorzy podejmą dalsze kroki? Przekonamy się niebawem.

Tomasz Parciński

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *