Facebook

Anatomia destrukcji

2020-10-16 5:42:13

W ostatnim czasie na terenie naszego powiatu miała miejsce tragiczna próba samobójcza nastolatki. Szesnastoletnia dziewczyna próbowała odebrać sobie życie po tym, gdy dowiedziała się, że przez całe lata żyła w kłamstwie, nierealnej rzeczywistości stworzonej przez jej matkę. Kłamstwie, które powodowało, że nienawidziła własnego ojca. Gdy poznała prawdę, podjęła próbę odzyskania miłości człowieka, którego przez lata była uczona nienawidzić. Ten jednak, po długich, bezowocnych bataliach z żoną o odzyskanie możliwości kontaktów z córką, wyparł z pamięci sam fakt, że kiedyś miał dziecko. Nie był gotowy na powrót do przeszłości.

Kilkuletnia Lenka nie widziała swego taty już od blisko siedmiuset dni. Dwaj bracia, Olek i Filip czekają na ojca od 430 dni, zaś  mała Ania wyczekuje na mamę od ponad tysiąca dni. W tym czasie ich świat układany jest przez jednego z rodziców, drugie powinno być zapomniane, wymazane z życia i pamięci. Co czują te dzieci? Tego nie badał nikt i tego nikt nie wie. Tylko nieliczni, po latach wracają do traumatycznych wspomnień. W pewnym momencie ich ocena rzeczywistości ulega odwróceniu. Podczas, gdy matce, rzadziej ojcu, udaje się wmówić małemu dziecku, że nieobecny ojciec jest czarnym ludem, o tyle w dorosłym życiu te dzieci często odwracają się od rodzica odpowiedzialnego za rozpad rodziny. To zadośćuczynienie po dekadach, nie jest jednak w stanie zwrócić straconych lat, nadziei, rodzinnej miłości. W ubiegłym tygodniu w całej Polsce alienowani rodzice rozpoczęli akcje uświadamiającą i wołającą o zmiany w prawie. Kilkuosobowa pikieta pojawiła się także przed nowodworskimi szkołami, których dyrektorzy zdają się ignorować nawet wyroki sądowe.

W powiecie nowodworskim jest przynajmniej kilkunastu ojców, których rola w rodzinie została brutalnie sprowadzona do obowiązku… płacenia alimentów. O przypadkach tych pisaliśmy już trzykrotnie. Za przykład niech tu posłużą chociażby losy panów Rafała Rynkiewicza, którego dzieci przetrzymywane są w Pomiechówku i Jacka Kołeckiego, który bezskutecznie dobija się do nowodworskiej szkoły, aby ta umożliwiła mu otrzymanie należnych on formacji o nauce dzieci i widzenie ich.
Anatomia „zaradności”
Do tej pory interesowaliśmy się jedynie przypadkami brutalnego usuwania ojców z życia ich dzieci. Warto jednak prześledzić przyczyny tegoż zjawiska. – Dla mnie to oczywiste, przyczyną jest egoizm, wyrachowanie i zachłanność dużej części współczesnych kobiet, które nie są w stanie podjąć się żadnej odpowiedzialności – mówi zdecydowanie Zygmunt J. z Nowego Dworu Maz. – Nie twierdzę tu, że mężczyźni są bez skazy i dojrzali. Tak nie jest, ale w tej kwestii nie ma to żadnego znaczenia. Narzucana nam lewacka ideologia deprecjonuje pojęcie rodziny, małżeństwa i wszelkich wartości a na piedestale stawia „prawo” do szczęścia za wszelką cenę. Co więcej, to prawo należy się tylko kobiecie. Za tą ideologią stoją koncerny medialne i globalni gracze, którzy naciskają na polityków. Ci z kolei przyjmują coraz to nowe, idiotyczne prawa. Ostatnie lata nie przyniosły w Polsce, pod tym względem, nic dobrego, wręcz przeciwnie, dzieje się gorzej – zapewnia mężczyzna podając przykład: „Mój kolega ożenił się w bardzo młodym wieku. Jak większość z nas nie przemyślał tego, no bo kto analizuje cechy dziewczyny zanim posmakuje wspólnego życia…?

Wprowadził więc młodą żonkę do domu, który w pocie czoła budowali dla niego rodzice. To nic, że już w kilka dni po ślubie zaczęły się fochy. To nic, że aby móc normalnie żyć w mieszkaniu, musiał korzyć się za słowa i myśli. To nic, że o tym, co ma być w ich (jego) mieszkaniu decydowały szwagierki. To nic, że całe osiedle wiedziało, jaki z niego niezdara i fajtłapa i nie nadaje się nawet do… Wszystko miało się ułożyć a „na teraz” ważne były plany i marzenia. Jedno z nich spełniło się szybko. Na świat przyszedł upragniony synek. To szczęście dopełniła w niecały rok córka. I chociaż dziwnie dla innych odległa w cechach zewnętrznych od rodziców i ich krewnych, dla tatusia stała się oczkiem w głowie.

Młoda kobieta stawała się coraz bardziej agresywna, wybuchająca złością, no ale która jest święta – myślał sobie jej mąż. Kiedy dostał pierwszy raz w twarz? Nawet nie pamięta. Pamięta za to, kiedy dostał doniczką w plecy. Było to, gdy od niechcenia już, ot tak sobie, zapytał żonę gdzie była tak długo. Czy komuś o tym mówił? Co za pytanie?! Który facet opowie kolegom, że baba go bije?! Nie, przed długi czas nikt o tym nie wiedział, a na jednym incydencie się nie skończyło. Były częstsze i bardziej brutalne. Doszły do nich szantaże. „Masz zmienić pracę” – wykrzyczała pewnego dnia. Gdy nie doczekała się szybkiej zgody, rozbiła szklankę i przykładając kawałek szkła do nadgarstka wykrzyczała: „Potnę się i powiem, że to ty!”. Zgodził się, chociaż nowe zajęcie nie było wiele lepiej płatne a zdecydowanie ponad jego siły. Zgodził się nie tylko na to. Dla „świętego spokoju” poświecił kolegów, dawne zwyczaje a nawet swoją rodzinę. Dla „świętego spokoju”, choć tego spokoju nie zaznał nigdy. Za mało zarabiał, nie umiał zadbać o żonę i jej potrzeby, źle spojrzał na szwagierkę, krzywo się uśmiechnął, nieładnie oddychał.

Ten ciąg zdarzeń przerwał pewnej nocy niecodzienny hałas w kuchni. To żona w jakiejś furii rozbijała wszystko, co wpadło jej w ręce. Starał się ją uspokoić, dowiedzieć, co się dzieje, przytulić. Gdy po raz kolejny został odepchnięty i stał tak bezradnie pod ścianą, cały podrapany, do mieszkania weszli policjanci. Młodzi chłopcy widząc zapłakaną kobietę, krzyczące dzieci, „meksyk” w izbie i słysząc przerażającą relacje małżonki, nie mieli żadnych wątpliwości. Mężczyzna został zabrany na komendę a wkrótce usłyszał zarzuty prokuratorskie. Co więcej, bez żadnego wyroku czy dochodzenia lub chociażby sprawdzania faktów otrzymał nakaz natychmiastowej eksmisji z własnego domu. Zaraz potem prasa poinformowała o bohaterskiej postawie funkcjonariuszy i schwytaniu kolejnego  damskiego boksera. 

Tamta dramatyczna noc była ostatnią, kiedy to widział swoje dzieci. W csądzie przegrywa, bo okazało się, że od wielu miesięcy ma założoną Niebieską kartę, jest więc „przemocowcem”, który na dzieci nie zasługuje. Dziś o ich istnieniu, prócz bólu w sercu, przypominają mu tylko zasądzone alimenty. Nie ma nawet zdjęć, bo zostały w mieszkaniu wraz z „umęczoną” kobietą – kończy ironiczne p. Zygmunt.

Za to odpowiada system

W Hiszpanii, która za rządów socjalistów wprowadziła wyjątkowo „postępowe” prawo, kobiety każdego dnia składają około 400 oskarżeń o przemoc domową. Rocznie takich przypadków jest około 142 tys. z czego w 90 proc. mężczyznom udaje się udowodnić swoją niewinność. Ilu zostaje skazanych, bo nie mogli dowieść tego, że nie są wielbłądami?

Rząd premiera Zapatero wraz z współpracującymi z nim feministkami powołali do życia nową instytucję o nazwie Ministerstwo ds. Równości – Instytut Kobiet. Tak, instytucja mająca dbać o rzekome równouprawnienie została nazwana Instytutem Kobiet. Wprowadzone przez ten organ rozwiązania prawne sprawiają, że kobieta złoży zawiadomienie o rzekomej przemocy w związku, a mężczyzna zostaje automatycznie aresztowany na co najmniej 48 godzin. Po tym czasie nie może już wrócić do domu, bo kobieta może składać kolejne fałszywe zawiadomienia o przemocy i ponownie wysłać go do aresztu. Media podają, że José Manuel Tome był tak oskarżany 22 razy z rzędu, co 2-3 weekend spędzał w areszcie, dlatego że jego żona nie chciała, że miał kontakt z ich córką. Za fałszywe oskarżenia kar nie ma. Dodatkowo, jak informuje portal Mens Rights Polska, system hiszpański oferuje szereg korzyści dla kobiet, podających się za ofiary przemocy. Są to duże świadczenia socjalne, bezpłatny dostęp do prawników, a nawet pierwszeństwo w sprawie ofert pracy. Tak więc system dosłownie zachęca do składania fałszywych oskarżeń. Z kolei mężczyźni będący ofiarami fałszywego oskarżenia nie mogąc liczyć na żadne wsparcie, tracą mieszkania, pracę, lądują na bruku, popełniają samobójstwa, wpadają w depresję, tracą kontakt z dziećmi. Oprócz mężczyzn ofiarami systemu są też dzieci tracące kontakt z ojcami oraz dziadkowie i babcie tracące kontakt z wnukami. Czy rzeczywiście jesteśmy daleko od takiego „równouprawnienia”?

W Polsce art. 11a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie stał się dodatkową podstawą prawną do eksmisji osoby uznanej za sprawcę przemocy. Osoba twierdząca, że jest dotknięta przemocą może żądać, aby sąd cywilny zobowiązał członka rodziny wspólnie zajmującego mieszkanie do jego opuszczenia, jeżeli swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie, czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie. Żądanie eksmisji może dotyczyć wszystkich form prawnych korzystania z lokalu, a więc nie tylko tradycyjnego najmu, ale np. prawa własności. Osoba domagająca się eksmisji sprawcy przemocy nie musi być właścicielem lokalu. Właścicielem, także jedynym, może być ktoś uznany za winnego. Prawo to miało w zamyśle prawodawcy chronić słabszych i pokrzywdzonych, jednak częstokroć staje się narzędziem cynicznej walki z mężem o dobra materialne.

O tym, że prawo wcale nie jest tworzone po to, aby stawać po stronie słabszego a przeciwko złu, świadczy chociażby historia Pawła Matejki z Koszalina. W tym przypadku to nie mężczyzna jest uznany za tzw. „przemocowca”, ale jego żona. Kobieta ma przydzielonego kuratora i wraz z dziećmi powinna uczestniczyć w zajęciach terapeutycznych. Zamiast poddać się rygorom prawa, wzięła od męża 250 tysięcy spłaty ze wspólnego domu i uciekła wraz z dziećmi do Gdańska. Po roku sprzedała kupione tam mieszkanie i wraz ze swą matką i dziećmi wyjechała do Nowego Dworu Maz. Pomimo, że kobieta jawnie kpi sobie z wyroków sodowych, nikt nie czyni jej z tego powodu żadnych przykrości. Co więcej, dostaje comiesięczna nagrodę finansową w postaci alimentów od ojca dzieci, który nie widział ich już od dwóch i pół roku.

Dziecko w trybach manipulacji

Podczas toczonych, często przez całe lata, wojnom między rodzicami, udział biorą także dzieci. Nie zawsze jest to udział świadomy, z własnego wyboru. Owszem, bywa że dziecko będące już w starszym wieku, zdaje sobie sprawę z tego, że jednemu w rodziców dzieje się krzywda i zdecydowanie staje po jego stronie. Takie przypadki należą jednak do rzadkości. W konflikty pomiędzy małżonkami wciągane są niemal zawsze dzieci małe, lub bardzo małe, które nie są w stanie wyważyć racji, a kierują się jedynie emocjami. To właśnie te emocje są najczęściej wykorzystywane przez rodzica, będącego w danej chwili jego „właścicielem”.

– W mojej rodzinie nic nie zapowiadało tragedii – wspomina p. Andrzej, mieszkaniec podpomiechowskiej wioski. – Owszem, słodko nie było, ale czy jest rodzina, w której życie jest usłane różami? Przeprowadzaliśmy się z miejscowości oddalonej od Pomiechówka o wiele, wiele kilometrów. Ze względów organizacyjnych, przez jakiś czas mieliśmy mieszkać osobno. Ja z jednym dzieckiem, żona z dwojgiem. Po dwóch miesiącach z pisma sądowego dowiedziałem się, że żona domaga się rozwodu. Rozwodu  z mojej winy. Domaga się też wysokich alimentów. Te alimenty zostały jej przyznane przez sąd bez jakiegokolwiek badania sprawy i bez wysłuchania stron, jedynie na podstawie pisma, jakie wysłała moja żona. Nie obchodziło ani sądu, ani jej, że mam na utrzymaniu dziecko, że  płacę duże pieniądze za wynajem mieszkania… Nic się nie liczyło.

To był jeden problem. Był też większy. Zaczęło się urabianie dzieci. Nie, nie mówiła im, że jestem zły, że piję czy bije ją. Dzieci były już na tyle duże a ona mimo wszystko na tyle inteligentna, że do tego się nie posunęła. Wystarczyło, że do wszystkich koleżanek i sióstr opowiadała o swojej krzywdzie i o tym, jak ją tyranizowałem. Jak sie później dowiedziałem, to nawet w obecności dzieci skarżyła się, że była w łóżku zaniedbywana!

Moje dzieci są na tyle duże, że – dzięki Bogu – nie zrobiło to na nich wielkiego wrażenia. Chociaż bardzo kochają matkę, to jednak doskonale zdają sobie sprawę, kto w tym konflikcie ma racje. Nawiasem mówiąc, w moim przypadku wszystko szczęśliwie się skończyło właśnie dzięki dzieciom. Przełom w naszym konflikcie nastąpił, gdy dzieci właśnie powiedziały jej wprost, co o niej myślą, a młodszy syn nawet chciał zeznawać w sądzie na sprawie rozwodowej. Żona zrozumiała, że może stracić prawo do wychowywania dzieci i zdecydowała się wycofać pozew. Byłem jednak o krok od tragedii – wyznaje p. Andrzej.

W praktyce bywają jednak historie, które happy endem się nie kończą. Nie zawsze jest tak, jak w przypadku p. Rafała z Pomiechówka, który zdobył nagranie wideo z lekcji, jakiej jego żona udzielała małym synkom, w jaki sposób mają odmawiać spotkań z ojcem. Zazwyczaj jest to szantaż uczuciowy. Wystarczy dzieciom, które kochają swą matkę, pokazać jak mamusia jest nieszczęśliwa, gdy to dziecko idzie spotkać się z ojcem. Uczyć strachu i podejrzliwości poprzez porady, co trzeba zrobić, gdyby tatuś to, albo tamto.

Argumentem przeciwko ojcu może być wszystko. Może nim być tani prezent: „I zobacz, co tatuś ci kupił! Parę złotych mu szkoda dla ciebie.” Może to być także drogi prezent: „Mamusię krzywdzi, ale ciebie chce przekupić pieniędzmi.” Ojca można nie wpuścić do dziecka z byle powodu lub bez powodu, a dziecku współczuć, że tatuś o nim zapomniał.

Wspomniany na początku artykułu p. Paweł ma zebrane dowody na wieloletnią manipulację dziećmi, jakiej dopuszczały się wspólnie jego matka o 82-letnia babka. Pierwsze poszlaki wskazujące na to, że w domu źle się dzieje pojawiły się w koszalińskiej przychodni terapeutycznej. To tam kilkulatki zostały zabrane, aby psycholog potwierdziła, iż ojciec je krzywdzi, także seksualnie. Jednak w trakcie badania wyszło, iż dzieci są zastraszane i kierowane przez obie kobiety. Późniejsze badania tylko to potwierdzały.

Jeśli którejś mamie brakuje pomysłów, zawsze może skorzystać z życzliwych rad pań bardziej doświadczonych. W internecie nie brakuje miejsc, gdzie takie wsparcie można uzyskać. Co więcej, można nawet znaleźć kancelarie adwokacje specjalizujące się w takich sprawach.

 

Trzecia strona medalu

Przytoczyliśmy kilka historii ojców, którzy walczą o swoje prawa już nie tylko z „matkami swoich dzieci”, ale również z systemem prawnym, który niejako stawia matki w uprzywilejowanej pozycji. W tych przypadkach dramatu dodaje fakt, że matka która ma być ostoją ciepła, opieki i bezpieczeństwa, nie do końca te wartości swojemu dziecku zapewnia. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal w Polsce tzw. ojciec walczący nie jest częstym zjawiskiem. Większość ojców miga się od odpowiedzialności za życie, zdrowie i wykształcenie własnego dziecka. Nieobce nadal wielu matkom są próby uzyskania jakichkolwiek alimentów od ojca dziecka – spełzające na niczym. Taką historią podzieliła się z nami młoda kobieta, pani Sandra, w odpowiedzi na pierwszą część artykułu o ojcach, opublikowanym w 39. numerze Tygodnika Nowodworskiego. Kobieta w mailu do redakcji pisze: „Szanowna Redakcjo, skąd wzięli się ci ojcowie walczący o prawo do widzenia się z własnym dzieckiem? Skąd są te problematyczne matki? Po przeczytaniu waszego artykuły zaczęłam zazdrościć tym dzieciakom, że mają ojców, którzy tak nimi się interesują. Wiem, brzmi to brutalnie i gorzko, ale mi takiego zainteresowania nie dane było doświadczyć. Wychowywałam się całe życie bez ojca, który nawet nie próbował ze mną się spotkać, choć mieszkał zaledwie kilka km dalej, nie interesował się mną kiedy szłam do szkoły, do pierwszej Komunii św., kiedy musiałam iść do szpitala na poważną operację, kiedy chciałam dostać się na wymarzone studia i kiedy szukałam pierwszej pracy… Nie było go wtedy. Teraz obawiam się tylko jednego. Paradoksalnie ten człowiek, który całe życie ukrywał swoje dochody pracując na czarno, pijąc pod sklepem tanie wino z zasiłku od państwa, za chwilę może wyciągnąć łapę po pieniądze… ode mnie. Bo schorowany, bo biedny, bo bez środków do życia przypomni sobie wtedy o ciężko pracującej córeczce i złoży wniosek do sądu o alimenty dla niego. Ale czy ja wtedy będę mogła się od tego obowiązku wybronić, skoro on przez całe życie nie dokładał się do mojego utrzymania? Teoretycznie wszystko zależy od woli sądu, ale wtedy będę musiała udowodnić, że to ja jestem tu pokrzywdzoną. Czy to jest sprawiedliwy system? Oczywiście, że nie! A mimo to, w tym wszystkim zawsze za błędy swoich rodziców płacą niczego nieświadome dzieci. Pozdrawiam, Sandra W.

Jedno z najpiękniejszych polskich słów „Ojczyzna” pochodzi o słowa „ojciec”. To na ojcu budowana była rodzina a na rodzinie społeczeństwo tworzące Ojczyznę. Tak, było to w tych „złych” czasach patriarchatu. Tyle tylko, że w tych „złych” czasach nie tylko rodzina kwitła, ale i narody się rozwijały.

Piotr Korycki / Ewa Gruszka

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *